Po pierwsze nie dyskryminować

Bukodziw 1972Czy fakt, że ktoś mnie uderzył daje mi prawo uderzenia innej osoby, lub oddanie sprawcy? Jak sądzę przy tym prostym pytaniu większość z nas odpowie – nie. Cudzy zły uczynek wcale nie legitymizuje mojego. Co więcej cudzy zły uczynek powinien stać się dla mnie zobowiązaniem dla przeciwdziałania wydarzającemu się złu. Współczesna moralność zachodu rozwinęła się z dość wymagających źródeł: z jednej strony Kantowskiego przekonania, że człowiek jest zawsze celem nigdy środkiem i z dwudziestowiecznej filozofii dialogu wskazującej na asymetrię relacji etycznej. Emanuel Levinas jakkolwiek idealistycznie rysujący spotkanie z drugim człowiekiem uzmysłowił nam, że można wymagać od siebie więcej niż od Innych.

Czy fakt, że kobieta jest bita daje nam prawo do przyzwolenia na przemoc? I w tym wypadku każdy z nas równie łatwo odpowie nie. Pytanie jednak co to oznacza realnie w naszym życiu? Antyprzemocowe działania wymagają wieloaspektowego postępowania i pracy społecznej. Po pierwsze edukacji: wciąż za mało uczy się dzieci, że krzywda drugiego człowieka jest złem. Podejście do dziewczynek i chłopców ciągle nie jest symetryczne: chłopców nie uczy się by szanowali koleżanki (ciągnący za warkocz Małgosi Jaś usprawiedliwiany jest faktem, że jest chłopcem), a dziewczynki nie uczy się szacunku do samych siebie (Małgosia dowie się, że nie wolno jej być wyzywającą, bo będzie sama sobie winna za atak na niej). Po drugie świadomość społeczna: ciągle za mało mówi się o mechanizmach zniewalania drugiego człowieka, o symptomach katowanej kobiety czy mężczyzny (przemoc domowa nie dotyczy przecież tylko kobiet), ciągle zamyka się drzwi dla innych mówiąc, że to ich prywatna sprawa. Po trzecie wsparcie instytucjonalne: uciekająca kobieta przed swym katem najczęściej niezależnie od tego czy ma czy nie ma dzieci musi dosłownie wyjść z domu swego oprawcy. Maltretowana kobieta ciągle za mało ma wsparcia instytucji, gdzie może uzyskać pomoc materialną, prawną i psychologiczną. Dużo się mówi o rodzinie ale wciąż za mało przeznacza się pieniędzy budżetowych na wsparcie ofiar dysfunkcyjnej rodziny. Po czwarte zmiana świadomości nas samych: wiele stereotypów i wzorców kulturowych usprawiedliwiających przemoc jest przez nas traktowana jako nieistotna. Mówi się o tradycji jak o świętej, nie widząc, że nie jest ona niczym innym jak szeregiem wzorców postępowania dających się przepracować. Mówi się o słabości ofiary (sama sobie jest winna, nie potrafi o siebie zadbać, pewnie to lubi) nie widząc jak kultura może uwarunkować nasze zachowanie, jak wiele zależy od wychowania i środowiska w jakim przyszło nam żyć, jak łatwo wpaść w spiralę przemocy i pogodzenia się z tak koszmarnym traktowaniem.

Czy fakt, że kobiety nie posiadają praw równych mężczyznom, traktowane są przedmiotowo pozwala nam deprecjonować ludzi opresyjnej kultury? Mam nadzieję, że i na to pytanie odpowiemy nie. Obawiam się jednak, że jeżeli tylko pod słowa „opresyjna kultura”, podłożę na przykład „Arabia Saudyjska” (przecież tam kobiet nie może samodzielnie nawet prowadzić samochodu), odpowiedź dla wielu z nas nie będzie już taka jednoznaczna. Islamofobia, przekonanie o wyższości naszej własnej kultury bardzo łatwo może zabarwić nasze przekonania i odpowiedź na powyższe pytanie. Łatwiej jest mówić o dzikich obyczajach, nieludzkim traktowaniu kobiety, łamaniu praw człowieka, gdy odnosimy się do nie swojej własnej kultury. Przecież u nas w Europie jest już tak ładnie, nie będziemy rozliczać się z naszej domowej znieczulicy, swobodnie krytykując inną kulturę. W ten sposób manipulując opinią społeczną rozgrzeszano ataki na Bliski Wschód – czyniąc z Afganki o uciętym przez męża nosie symbol dzikości islamistów, z którymi należy walczyć w imię praw człowieka, praw uciśniętych kobiet. Nikt jednak już nie wspomniał, że wiele z tych praktyk nadal trwa, a misje pokojowe niczego w tej sprawie nie zmieniły. Najgorsze jest jednak to, że w tym wypadku bardzo łatwo, godzimy się na uogólnienia, ponieważ a krajach Bliskiego Wschodu zdarzają się fanatycy, będziemy wszystkich ludzi z tych rejonów traktować jak terrorystów i potencjalnych przestępców. Ponieważ kobiety bardzo często są uciskana i przedmiotowo traktowane, zgodzimy się by wszystkich mieszkańców krajów arabskich traktować jak nieludzkich i złych. Te uogólnienia tragicznie oddalają nas od pięknej etyki dialogi i szacunku do podmiotowości człowieka. Przedstawiciele innej kultury zostają wyjęci spod wartości i praw jakie posiadają obywatele naszej własnej.

Sprawę kobiet traktuje się bardzo często przedmiotowo. Jako polityczne zadanie lub manipulację. O prawach do rodzenia lub aborcji zaczyna się mówić w okresach przedwyborczych lub w okresach trudnych dla partii rządzących – polityczna potrawka, na której piecze się poparcie, ale już niekoniecznie daje cokolwiek samym kobietom. O kwestii obrzezania kobiet, ich maltretowaniu w domach, nierównych prawach wobec mężczyzn w innych kulturach mówi się zazwyczaj kiedy chce się pokazać jakim zagrożeniem są uchodźcy – dlatego jedni nie będą chcieli wpuszczać ich do Europy a inni będą chcieli dalej nieść im demokracje poprzez militarne działania.

O uchodźczyniach milczy się zawzięcie i pomija ich dramat, tak samo jak pomija się dramat zamknięty w czterech ścianach europejskich domów. Nad faktem, że są gwałcone i maltretowane najpierw przez „przewodników” podczas ich ucieczki, później przez europejskich strażników w obozach dla uchodźców nikt za długo nie będzie się rozwodził. Ot kilka słów w mediach i po dyskusji – wszyscy wiemy, że to Muzułmanie są źli, a w cywilizowanej Europie takie praktyki to przestępstwo.  O feministkach muzułmańskich walczących o swe prawa nikt nie wspomni, lepiej jest utrzymać wizję islamu jako fanatycznej religii, a jej wyznawców traktować jak szalonych ludzi wciąż tkwiących poza rozwojem kulturowym. O rewolucji dzieci, dzielnych małych blogerkach piszących o prawach dziewczynek do edukacji nikt się nie zająknie w dyskusji społecznej, nawet gdy Malala będzie odbierać swoją nagrodę pokojową. O kobietach które przeżyły gehennę obrzezania i same zaczęły walczyć o swe prawa nikt nie będzie specjalnie pisał – wystarczy wspomnieć, że to my Europejczycy walczymy o prawa kobiet. Przyznanie, że kobiety, często wbrew wszystkim same potrafią walczyć okazuje się dla nas ogromnie trudne.

Przerwać milczenie na temat przemocy to przerwać stereotypowe myślenie w naszej głowie zarówno o naszej Europejskiej sąsiadce, jak i o kobiecie z Sudanu, czy Syrii. Kobieta nie chce być bita i na to się nie godzi, fakt, że pozostaje ze swym oprawcą nie świadczy o jej słabości lub zgodzie na przemoc. Afganka nie jest bezwolną istotą, w Arabii Saudyjskiej czas się nie zatrzymał (o czym świadczy akcja niezwykle dzielnych i odważnych kobiet prowadzących samochody), w Jemenie nie żyją niewolnice poddane swoim mężczyznom (pojawiły się tam aktywistki i kobiety walczące o prawa do godnego życia). To, że zmiany zachodzą powoli, niemalże podskórnie nie oznacza, że ich nie ma. Pierwsze sufrażystki narażały się na więzienie, tak jak kobiety prowadzące samochody w Arabii Saudyjskiej. I jednej i drugie musiały pokonać opór społeczny, i jednych i drugich nikt nie wspierał. Deprecjacja kultury to deprecjacja ludzi w niej żyjącej, to neokolonialne założenie, że w kulturach nic się nie zmienia. To brak szacunku do człowieka.

Po pierwsze nie dyskryminować, po drugie zauważyć problem, po trzecie pomóc. I dobrze jest zacząć od milczącej sąsiadki, o której nic nie wiemy i być może nie chcemy dostrzec jej problemów. Dobrze jest przyjrzeć się sobie, zwłaszcza kiedy wiemy, że mamy czyste sumienie. Po pierwsze nie dyskryminować!

Reklamy

Rasizm

rasizmSaartjie Baartman, córka bumszmenki i khoikhoi, całe swoje życie spędziła w niewoli. Nikt jej nie pytał o zdanie gdy sprzedano ją wraz z siostrami na inną farmę, nikt nie pytał ją o zdanie kiedy była wydawana za mąż, czy wywożona do Europy. W XIX wieku stała się zjawiskiem antropologicznym pokazywanym w teatrze, na jarmarkach i w salach wykładowych najpierw Londynu później Paryża. Gdy samotna i schorowana umarła w slumsach jej ciało zostało raz jeszcze zawłaszczone przez ówczesnych naukowców zainteresowanych tak ciekawym okazem innej rasy.

Tacy badacze jak: Étienne Geoffroy Saint-Hilaire,  Georges’a Cuviera badali Baartman, jak zwierzę. Mierzyli, ważyli, przyglądali się jej ciału z dokładnością i fascynacją badaczy, którzy napotkali egzotyczny okaz. Z samej Sawtche – bo tak nazywała się naprawdę – nie zostało nic ludzkiego. Afrykanka została sprowadzona do roli egzotycznego przedmiotu, dzikiego zwierzęcia, rasy pośledniej, nierozwiniętej.

Ideowy konstruktor XIX-wiecznego rasizmu Joseph Arthur de Gobineau sprowadził pogardę względem drugiego człowieka do naukowego dyskursu. Po dziś dzień powtarzane argumenty o lenistwie rdzennych Afrykańczyków, czy ich rzekomej nadmiernej seksualności, rodowód swój mają w „badaniach” Gobineau czy takich naukowców jak Cuvier: mierzących, warzących i analizujących zachowania i ciała niewolników. Historia Sawtche zamyka się w sali wystawowej gdzie sprowadzona do roli okazu musi demonstrować swoje genitalia, a zachwycony zoolog sprawdza relację wielkości jej czaszki względem wielkości jej ciała. Wielokroć już zgwałcona dziewczyna nie ma szansy na ucieczkę, jest rzeczą, kolejnym egzemplarzem na podstawie którego zbuduje się historię naturalną. Twarz przyrównana do pyska goryla stanie się symbolem zwierzęcej kondycji jej narodu. W ten sposób też Europejczyk zrobi z siebie ikonę ludzkości, inni przedstawiciele kultur będą mogli się cieszyć jego uznaniem lub zainteresowaniem, nigdy jednak nie będą uznani mu za równego. Wzorzec człowieczeństwa wszak pozostanie jeden.

„Naukowy” rasizm XIX wieku mówił o lenistwie, inteligencji nierozwiniętej, braku dojrzałości emocjonalnej, używając przy tym argumentów rodem z gabinetu krzywych luster. W tej odwróconej argumentacji ludy Afrykańskie są poślednie ponieważ nie wykształciły kultury na tym poziomie co europejska (Europa-wzorzec), „zatrzymały się” w okresie dzieciństwa ludzkości, dlatego tak trudno jest tych ludzi cywilizować. Fakt, że dominacja kolonialna zaburzyła rozwój i właściwe funkcjonowanie skolonializowanych kultur w zasadzie już od XVI wieku nie jest brany pod uwagę. Właściwie ucieka również współczesnym rasistom traktujących kolonializm jako dar Europejczyków dla dzikich.

Europejczycy bardzo szybko uczą się swojej wyższości wobec innych, w konsekwencji przenosząc deprecjację na wszystkich tych, którzy nie spełniają standardów człowieczeństwa-bycia-Europejczykiem. Żydzi, Romowie, Jenisze traktowani podejrzliwie i nierzadko prześladowani, również nie zasługiwali na miano bycia w pełni Europejczykiem. Asymilacja nie gwarantowała tym ludziom sukcesu gdyż wspomnienie przodków mogło rzucić cień na ich postać.

Współcześnie sytuacja wcale nie wygląda lepiej. Wiek XXI przyniósł wraz ze strachem wobec uchodźców i imigrantów powrót do retoryki rasistowskiej. Naziści przed eksterminacją Żydów mówili o nich w kategoria zwierzęcych: robactwo, brudni, roznoszący choroby i zarazki. Odwołując się do frenologii i eugeniki antropolodzy nazistowscy wykazywali rasowe różnice i niezdolność genetyczną Żydów czy Romów do bycia uczciwymi i pełnowartościowymi obywatelami. Do lat 70-tych XX wieku w Europie ta myśl zbierała swoje żniwo, a sterylizacja jednostek nienadających się do płodzenia pełnoprawnych obywateli miała swe uprawomocnienie.

Od 2015 roku słyszymy jak to islamscy uchodźcy zagrażają zdrowemu organizmowi Europy. Te same argumenty: o ich innej mentalności, inteligencji, niezdolności do integracji,  brudzie i roznoszeniu chorób, postawie roszczeniowej i biernej wchodzą do społecznego użycia. Rasizm raz jeszcze pokazuje, że wcale nie zniknął, ma się dobrze i ciągle korzysta z tych samych „naukowych” przekonań. Ciągle też to, co ludzkie okazuje się Europejskie, dlatego Europę trzeba chronić, bronić przed „zalaniem barbarzyństwa”.

Niedawna historia mówiła o podstępnym Żydzie i dzikim cyganie, współcześnie przesunęły się znaczenia w kierunku innego zagrożenia. Nie zmieniła się tylko pogarda. Pozostało stałe przekonanie, że Europa to źródło kultury i rozwoju cywilizacyjnego, a Europejczycy to ludzie światli i posiadający naturalną skłonność do rozwijania nauki i sztuki.

Niebezpieczeństwo rasizmu właśnie tu się objawia: w podniesionych ramionach w gęści nazistowskim, w pogardzie wypowiedzi, w niechęci do zrozumienia z kim mamy tak naprawdę do czynienia. Rasizm idzie na wojnę z każdą odmiennością, broni swego terytorium i swych przekonań jednoznacznym podziałem świata na złych i dobrych, właściwych i niewłaściwych, praworządnych i nielegalnych. W rasizmie Europa staje się symbolem tego, co doskonałe, a wszystko to, co nie europejskie zagraża i niesie w sobie zahamowanie europejskich możliwości.  Rasizm walcząc z innymi nie definiuje a piętnuje, nie rozumiejąc obraża.

Przyzwolenie na rasizm to przyzwolenie na ponowny gwałt na Sawtche, to pozwolenie by jeszcze raz mały Pawełek został zamknięty w szafie u ratującej go kobiety, gdy jego mama jest zabierana przez gestapowców. Przyzwolenie na rasizm to brak zainteresowania co dzieje się w obozach dla uchodźców, co przeżywają ludzie, którzy uciekli spod gruzów swych domów, zostawiając ciała zabitej rodziny za sobą. Rasizm to marsz nienawiści, który uspakaja nasze sumienie: przecież to inni są dzicy, poza kulturą, to inni są sobie winni, bo nie potrafią żyć w demokracji….

Kobieta

2012-02-16 10.26.35Męski przedmiot pożądania, matka, rodzicielka, żywicielka, przyjaciółka najdroższa, wsparcie, opoka, wielka miłość, macierzyństwo, opoka, naczynie boskiej działalności, służebnica pańska, kobieta.

Ubrana atrakcyjnie będzie seksualnym przedmiotem, laleczką, łatwą panienką, dziwką. Ubrana nie atrakcyjnie stanie się wycieruchem, zaniedbanym babskiem, pewnie „niedoruchaną feministką”.

Gdy zacznie rozmawiać z przyjaciółkami o paznokciach, makijażu okaże się pustą głową, powierzchowną idiotką, której nikt nie powierzyłby nawet przygotowania śniadania. Gdy zajmie się Kantem, albo fizyką kwantową, okaże się pozerką, egzotycznym zjawiskiem, zasuszoną i zniszczoną akademicką karierowiczką.

Klnąc kobieta naraża się na potępienie, przecież nie może być wulgarna, w ustach kobiety przekleństwo brzmi podwójnie odrażająco. Upita kobieta to skandal, brak jakichkolwiek zasad, stoczenie się na samo dno i beznadziejny egoizm.

Kobieta w klasztorze to zapewne ta, której nikt nie chciał, załamana zawodem miłosnym ucieka za zasłonę mistyki i boskiej miłości. Pozostająca w domu matka, opiekująca się dziećmi i czekająca na męża z obiadem jest pozbawioną całkowicie ambicji kurą domową, szarą myszką, poświęcającą się beznadziejnie, gdyż nic innego nie udało jej się w życiu. Matka jednego dziecka jest egoistką, bo nie pomyślała o silnym narodzie i nie urodziła licznych synów, matka wielu dzieci jest głupią maciorą wydającą z siebie bez opamiętania potomstwo, niszcząc przy tym przeludnieniem ziemię. O samotnej matce nie ma co mówić, pewnie puszczalska najpierw „dała” a potem „nie umiała przytrzymać przy sobie chłopa”.

Lesbijek nie ma ponieważ każda kobieta pożąda penisa, ma kompleks penisa, więc lesbijki to nie istniejące kobiety.

Transseksualistki to nie kobiety, jak się urodziło mężczyzną to takiego daru od losu nie można zmienić.

Polityczki i aktywistki, naukowczynie i artystki, menadżerki, szefowe, właścicielki firm krążą na marginesach męskiej kultury, obdarzone męskimi nazwami, regułami i narracjami, najczęściej niedostrzegane lub marginalizowane. Kobieta sukcesu ciągle jest jak okaz w klatce, przy czym sukces liczony jest męską miarą – ilością zarobionych pieniędzy, wydanych publikacji, wystaw, długością czasu antenowego. Inne formy działalności i sukcesu niż tradycyjnie uznane, uchodzą za miękkie i kobiece, a więc nie stanowią powodu do dumy. Dobrze wychowane dziecko jest tylko obowiązkiem kobiety i normalnym jego spełnieniem, dobrze zarządzana firma, w której pracownicy czują się bezpiecznie i wiedzą, że to jest ich miejsce, to tylko efekt macierzyńskich skłonności nadmiernej emocjonalności kobiety, szybko przeprowadzone negocjacje, rzeczowo przygotowana ustawa, zapewne była robiona przy pomocy męskiego wsparcia, albo okaże się w przyszłości bublem.

Przez wiek XX przetoczyły się dyskusje feministyczne, debaty społeczne, pojawiło się wiele ustaw i organizacji wsparcia. Mimo to współcześnie kobieta ciągle staje pod szklanym sufitem stereotypów i uprzedzeń, ciągle musi dźwigać brzemię narzuconych jej w czasach dawnych obowiązków i uwarunkowań. To kobieta (mężczyzny dylemat ten nie dotyczy) musi ciągle zmagać się z problemem: kariera czy dom, to kobieta ponosi winę jeżeli jej dzieci zranią się (a gdzie była matka, o ojca nikt nie pyta), to kobieta dźwiga winę jeżeli jej dzieci popełnią wykroczenie (jak ona ją/go wychowała?!).

Mimo tak rozwiniętej feministycznej świadomości, mimo wsparcia od coraz większej rzeszy mężczyzn, kobieta ciągle musi walczyć o uznanie, które nie przysługuje jej ot tak po prostu, ponieważ jest człowiekiem. Kobieta ciągle musi zasłużyć na szacunek, zachować się odpowiednio, mówić słusznie i działać stosownie. Cały czas oceniana, nie może ani na chwilę zaniedbać się i odpuścić. Musi być perfekcyjna – wówczas zasłuży na wzruszenie ramionami i stwierdzenie, że robi to, co trzeba. Ale i tak będzie to już komplement…

Mowa, gesty, czyny

20171114_104937Przekleństwa na ulicy nikogo już nie dziwią, nawet coraz rzadziej nas rażą, tak przywykliśmy by nie słyszeć tego, co mówią inni. Wyzwiska w miejscu publicznym mało nas szokują, nawet jeżeli to słowa skierowane do polityków, czy uczestników marszy. Tak samo jak krzyki i awantury, które serwujemy sobie codziennie z najdrobniejszej okazji. Narastająca agresja.

Słowa nienawiści, wulgaryzmy z jakimi się godzimy stanowią budulec przestrzeni społecznej. Zapominamy tym samym, że naszym przyzwoleniem tak samo jak i naszym sposobem wyrażania się wprowadzamy pewną konkretną rzeczywistość: złości, nienawiści, agresji. Raz wypowiedziane słowo może bardzo głęboko zapaść w świadomości człowieka: może zranić go obelgą potęgującą kompleksy czy niepewność, może też zarazić nienawiścią do drugiego człowieka, do świata.

Mowa nienawiści jest szczególnym przejawem agresji. „Biała siła”, „czysta krew, czysty umysł”, „Europa będzie biała albo bezludna”, „polskość to normalność”, „śmierć wrogom ojczyzny”, „armia patriotów”. Tych haseł można wymieniać bez liku, każda demonstracja fanatyków prezentuje kolejne odsłony tego samego agresywnego języka.

Język nie jest neutralny i o tym należy pamiętać. Słowa o „czystej krwi i czystym umyśle” od razu nakreślają jednoznaczną wizję społecznego świata: homogenicznego, ludzi należących do tej samej etniczności, o tym samym wyznaniu, o tych samych przekonaniach, co z kolei gwarantuje ich „właściwe” myślenie, podług jedynych zasad i wartości. Pod takim transparentem odbywa się budowanie świadomości która wyklucza wszystko to, co odbiega od tej homogenicznej normy.

Werbalne groźby są bardzo łatwo realizowalne. Człowiek krzyczący na drugiego szybko przełamuje normy szacunku i zrozumienia autonomii, to dlatego nierzadko od obelg i wulgaryzmów ludzie przechodzą do czynów. Zwłaszcza, że w języku obelżywym odmawiamy podmiotowości temu do którego skierowane są nasze złe słowa. „Europa będzie biała albo bezludna” stanowi zapowiedź wojny i to tej najgorszej; gdyż wewnętrznej. Żaden naród, państwo nie jest homogeniczne. Pośród nas mieszkają ludzie o różnych wyznaniach i ateiści, o różnym pochodzeniu etnicznym. Co więcej my sami jesteśmy dziećmi wielu kultur i wielu etnicznych wpływów.  „Czystych Polaków” nie ma tak samo jak nie ma żadnej innej nacji bez obcych wpływów. Różnorodność wpisana jest zarówno w nasze geny, jak i w historię, przynosząc nasze odmienne sposoby patrzenia na świat. Nawoływanie do nacjonalistycznego i rasistowskiego myślenia staje się nawoływaniem do wojny wewnętrznej, gdzie wskazane grupy zostaną uznane za nie prawdziwe, gorsze, a potem niebezpieczne, warte usunięcia, eksterminacji.

Historia lubi niestety powracać w zdarzeniach czy postawach. Druga wojna światowa skończyła się stosunkowo niedawno, jeszcze żyją ludzie, którzy jej doświadczyli, tak samo jak okres kolonializmu, segregacji rasowej, apartheidu. Nelson Mandela, Mahatma Gandhi, Václav Havel, Lech Wałęsa – ludzie budujący wiek XX, antyreżimowe i antydyskryminacyjne myślenie. Obserwując język nienawiści, jaki rozlał się na naszych współczesnych ulicach, zastanawiam się kiedy to nastąpiło? W jakim momencie naszego rozwoju, budowania wolności i niezależności, znienawidziliśmy tak mocno siebie? Jeżeli odpowiemy sobie na to pytanie twierdząc, że ta nienawiść i te podziały zawsze w nas tkwiły, tym mocniej musimy się im przeciwstawić.

Język nienawiści wypala piętna, zagrzewa do działania, umacnia złość i deprecjację drugiego człowieka. Język nienawiści pozwala manipulować, arbitralnie wyznaczać grupy wykluczonych. Język nienawiści zabija dialog, możliwości zrozumienia. I o tym trzeba pamiętać, bowiem spalić kukłę innego bardzo łatwo, ale oddać drugiemu człowiekowi życie, godność, poczucie bezpieczeństwa nie jest już tak łatwym działaniem. Piętno zostaje na całe życie.

Samospalenie

h02Albert Camus, filozof absurdu, zadał pewnego dnia pytanie: „dlaczego nie popełnić samobójstwa?”. Wczytując się w jego myślenie o świecie w którym brak sensu może być dojmującym doświadczeniem, można to pytanie postawić w jeszcze inny sposób: dlaczego warto żyć? Gdy Camus pytał swoich czytelników o tę kwestię, świat zmagał się z szeregiem metamorfoz. Powojennych, postkolonialnych, społecznych, kulturowych. Biedny francuz, który stracił swoją ojczyznę w Algierii, algierski outsider w paryskim świecie.
Całe pokolenia minęły od czasów, w których Albert Camus usiłował wytłumaczyć, że wartością życia jest możliwość stworzenia wartości dla innych, co powinno powstrzymać nas od zadania sobie śmierci. Mamy co robić, by a-sensowny świat przebudować. A jednak pytanie pozostaje, być może współcześnie jeszcze bardziej bolesne. Psychologowie biją na alarm, statystyki mogą przerażać ilością nastolatków popełniających samobójstwa, wielością depresji z jakimi człowiek współcześnie się zmaga. Wbici w kołowrotek pracy i obowiązków, oczekiwań i marzeń, indywidualistycznej potrzeby osiągnięcia sukcesu, niepewności jutra. Po kryzysach ekonomicznych, świadomości wojen toczących się na świecie, wobec zmian politycznych jakie obserwujemy, w ciśnieniu jakie nas przytłacza, raz jeszcze przywołujemy pytanie Camusa.
Czy warto żyć? Samobójstwo w kulturze europejskiej podległej dominacji chrześcijańskiej religii bardzo długo traktowane było jako grzeszne. Ten kto odbierał sobie życie nie zasługiwał nawet na godny pochówek. Niczym śmieć chowany pod płotem cmentarnym, tracił wedle religijnej ideologii życie wieczne, a jego rodzina musiała zmagać się z piętnem. Efektem takiego myślenia było okrutne odrzucenie rodzin, które po traumie utraty najbliższego/najbliższej musiały zmagać się ze złym spojrzeniem sąsiedzkim.
W czasach dominacji religijnego myślenia istniał jeden mały wyjątek: samobójstwo honorowe. I chociaż nad samobójcą nadal ciążyło widmo śmiertelnego grzechu, społeczeństwo akceptowało tę formę zadania sobie śmierci. Już od starożytności wiedząc, że sprawa honoru, rodziny, narodu, wymaga najwyższych poświęceń. Umierające kobiety, które „zhańbiły” rodzinę nieślubnym dzieckiem, zabijający się przestępcy, wolący umrzeć niż iść do więzienia, bankruci, patrioci, rycerze wiary – to całe pokolenia zadające sobie śmierć tylko po to, aby zmaza ich przewin nie ujrzała światła dziennego, lub by oczyścić imię rodziny/narodu. W imię honoru można było popełnić każde szaleństwo.
W czasach sekularyzacji pojęcie grzechu zostaje zepchnięte do świata ludzi wierzących, a społeczeństwo oparte na świeckim prawie odciążone od tej presji inaczej spogląda na samobójstwo. Medykalizacja zjawiska mówi o depresji. Socjologowie i psychologowie analizując statystyki nie uspakajają nas jednak. Czynniki cywilizacyjne powodują coraz większe napięcie. Strach, niestabilność życiowa, poczucie osamotnienia, niezrozumienia, utrata możliwości rozwoju, poczucie niespełnienia dochodzą do starych problemów, czy raczej zostają ujawnione przez współczesne badania.
W samobójstwie jest ostateczność. To gest przekreślający wszystkie inne gesty i możliwości. Odbierający sobie życie człowiek musi liczyć się z tym, że nic już nie zmieni, nic już nie obroni, w ostatecznym geście śmierci, kładzie bowiem na szali całego/całą siebie. jeżeli tylko nie jest to choroba psychiczna, samobójstwo może okazać się najmocniejszym przekazem złożonym pozostającym przy życiu.
Nangdrol, tybetański mnich, miał tylko 18 lat, gdy przed klasztorem Dzamthang w Barma dokonał samospalenia w imię wolności Tybetu i poszanowania praw człowieka. To, co zrobił ten człowiek wchodzi w długą i okrutną tradycję samobójstwa, które krzyczy. Nangdrol zabił się w 2012 roku, gdy jednak popatrzeć na walkę o wolne Indie, sprzeciw wobec wojny i masakrze w Wietnamie, czy walkę z reżimem komunistycznym, ofiar będzie o wiele więcej.
Siedmioletnia Islam zdetonowała bombę, którą miała na sobie w toalecie policji w Damaszku. Nagranie w sieci pokazuje ją i jej starszą o dwa lata siostrę Fatimę przygotowywaną przez ich ojca na samobójczą śmierć. Wszystko odbywa się w obecności matki przekonanej, że nie ma wieku nieodpowiedniego dla śmierci w imię Allacha. Te wydarzenia tak szokujące stały się codziennością wielu państw Zachodu i Bliskiego Wschodu w wieku XXI. Rozwój cywilizacji, wymiany międzykulturowej i globalizacji nie uchronił ludzi przez wzajemną nienawiścią. Nauczeni nienawidzić poświęcają wszystko łącznie ze swoim życiem, aby zabić.
Samobójstwo nie jedną ma postać: strachu, bezradności, poczucia pustki, ale również misji, wielkiej sprawy, którą można bronić tylko przez własną śmierć. Samospalenie niesie w sobie cierpienie człowieka, który się poświęca. Samobójstwo zamachowca stające się atakiem na drugiego człowieka niesie w sobie cierpienie innych, a samobójca-zamachowiec stawia sobie za cel „wyeliminować” jak najwięcej wrogów. Człowiek dokonujący samospalenia przedkłada życie innych, ich jakość, wartości nad własne życie. Samobójca dokonujący zamachu przedkłada ideologię, własne wartości nad życie innych.
Cel uświęca środki. Przerażająca formuła. Dla jednych staje się bronią wymierzoną w innych dla realizacji własnych celów. Dla innych samospalenie staje się misją poruszającą społeczeństwa, służącą obronie podstawowych wartości. Za każdym razem jest to jednak samotna śmierć. Ból, przerażenie, ostateczność. Tylko, że po niektórych pozostaje bardzo mocny przekaz, pozostaje życie, tych dla których ktoś inny dokonał samospalenia.
W hołdzie dla szarego Polaka.

Szacunek

osmy-marcaUległa, delikatna, irracjonalna, emocjonalna, skupiona na domu, dzieciach, mężczyźnie, który jest dla niej całym światem. Nie potrafiąca podejmować decyzji, niepewna, zagubiona, potrzebuje w swoim życiu dopełnienia jakie może uzyskać tylko w związku. Pełna sprzeczności i trudna do zrozumienia. Taka ma być kobieta w stereotypowym ujęciu.

Manify i manifestacje, walka o prawa wyborcze, równouprawnienia, walka o możliwość studiowania i podejmowania pracy w zawodach wcześniej zarezerwowanych tylko dla mężczyzn – przyniosła widoczne rezultaty. Dzisiaj nikt się nie dziwi widząc kobietę w pracy, jadącą samochodem, zakładającą konto i sięgającą po kartę wyborczą w dniu wyborów. Zmiany te są tak ogromne, że trudno nie uznać, iż kobiety weszły do świata wcześniej dla nich zamkniętego – pełnoprawnego życia obywatelskiego.

Po kątach jednak od czasu do czasu można spotkać stereotypowe myślenie. Spojrzenia pełne ironii, taksowanie wzrokiem kobiety jak towar, ocenianie jej przez pryzmat szowinistycznych dogmatów o wyższości mężczyzn. Ciągle niższe płace, ciągle gorsze możliwości zatrudnienia, ciągle próba zapanowania nad autonomią kobiety poprzez jej ciało, wieczna wojna reprodukcyjna, gwałt i poniżenie. Rzeczywistość kobiet zmieniła się bardzo, ale pozostaje jedna lekcja do odrobienia.

Tą lekcją jest wychowanie. Dziewczynki wciąż mogą być gorsze z matematyki czy fizyki, ciągle obciąża się ich cielesność i wpisuje w model słodkiego kociaka. Chłopców ciągle nie uczy się szacunku do koleżanek, tego, że kobieta mówiąc „nie” wie dokładnie co ma na myśli, nie uczy się też ich empatii. W nowym (współczesnym) świecie, gdzie kobiety mogą coraz więcej, ciągle są osamotnione.

Najpierw przez przyjaciół – bo stają się jakieś dziwne, mało dziewczęce, mało ciepłe, kiedy chcą robić karierę zawodową (i co gorsza jeszcze o tym powiedzą). Potem zostają same ponieważ mężowie i partnerzy nie zawsze dobrze znoszą konkurencję w domu. Równouprawnienie nie zawsze realne jest w związku. Na koniec potępia je społeczeństwo, zwłaszcza jeżeli mają czelność pozostawać bezdzietnymi. Kobieta która postanawia zostać w domu nie ma wcale łatwiejszego życia. Ponownie najpierw odsuną się od niej przyjaciele – bo za dużo czasu poświęca dzieciom i mężowi, potem spotka się z brakiem szacunku ze strony rodziny, że zaniedbała się i za dużo poświęca jej czasu, na koniec potępi ją społeczeństwo jako głupią kurę domową, która nie rozumie co to jest planowanie rodziny. W każdym wypadku i kobieta pracująca zawodowo, odnosząca sukcesy jak i kobieta pracująca w domu i opiekująca się rodziną zostaną zestygmatyzowane.

Ósmy marca: kwiatek, ciepłe życzenia, kilka miłych słów, program w telewizji o kobietach, może dwa słowa powiedzą w wiadomościach o manifestacjach kobiet, może pojawi się jakiś artykuł. I cisza. Wszystko wraca do normy. Stereotypy zaczynają działać i kobieta ponownie zanurza się w swoim świecie, gdzie powinna być interesująca ale nie wyzywająca, zadbana ale nie dbająca o sobie przesadnie, inteligentna i zaradna ale nie wpędzająca w kompleksy mężczyznę. Najlepiej, żeby była podporządkowana, jeżeli nie samemu mężczyźnie to stereotypom, najlepiej żeby znała swoje miejsce w społeczeństwie. Równouprawnienia tak, ale bez przesady. Równość tak, ale bez zaburzenia relacji i podziału płci.

Święta przemijają szybko. Specjalne dni i okolicznościowe wydarzenia nic tak naprawdę nie wnoszą, jeżeli nie zaczniemy raz jeszcze od przemyślenia kim jesteśmy i co oznacza nasze życie, jeżeli nie zadamy sobie raz jeszcze pytania co oznacza równouprawnienie. Jeżeli nie zaczniemy wychowywać młodych ludzi by szanowali się nawzajem nie pacząc na płeć ani kolor skóry, tylko dostrzegali się wzajemnie. Szacunek. W zasadzie wystarczy tylko szacunek.

Dzień kota

dzien-kotaDzień kota minął prawie niepostrzeżenie. Tak jak to z kotami ponoć bywa. Koty chodzą własnymi drogami, są niezależne, przywiązują się do miejsca nie do człowieka, bywają złośliwe, w zasadzie nigdy nie kochają tylko manipulują człowiekiem. Koty nie lubią też wody i piją mleko. Listę tych przesądów można by było pewnie poszerzyć o nie jedną kocią wyimaginowaną cechę. Koty miały być diabelskie – a w czarne koty w średniowieczu diabeł wchodził, zwłaszcza gdy chciał podejść do domostw człowieka, stąd pobożni ludzie przepędzali czarne koty ze wsi. W XVIII wiecznym Paryżu mieszczanie lubowali się w jedne zabawie z kotami: łapano ich jak najwięcej wrzucano do pojemnika i ten wpuszczano do ognia. Ponoć pisk zwierząt miał być tak zabawny, że rozrywka ta zyskała sporą popularność.

Współcześnie oczywiście nie jesteśmy ani zabobonni, ani tak okrutni, aby torturować zwierzęta. Myśliwi wcale nie urządzają sobie polowań na psy bezpańskie i te z obrożami. Programy odstrzału podejrzanie starych i chorych zwierząt wcale nie istnieją. W mieście nie ma pomysłowych żartownisiów wypychających karmę dla zwierząt szkłem, a o bezpańskie koty każdy dba jak o swojego kociaka. W zimie się je dokarmia i specjalnie dla bezdomnych kotów otwiera okienka w piwnicach. Tak wiek XXI odznacza się szczególną miłością do zwierząt.

Dzień kota to dobry dowcip w kalendarzu. Oczywiście zawsze znajdą się szalone mamuśki i tatuśkowie koci, którzy będą biegać za czworonogiem z obłędem w oczach. Nawiedzeńcy organizujący zbiórki i schroniska, zanoszący do lecznicy każde kulejące zwierzę. Jak wiemy koty są złośliwe i manipulujące ludźmi, dlatego szybko orientują się kto im w okolicy pomaga. Sąsiad dokarmiający kociaki znajdzie ich więcej na swojej wycieraczce. Koty wiedzą od kogo mogą wyciągnąć pożywienie. Tak samo zawsze znajdą sobie naiwnego, który wyda na ich leczenie sporo, a potem odda swoje łóżko.

Na szczęście są jeszcze tacy, którzy wiedzą: kot, pies i cała inna gawiedź to istoty bez duszy. Bóg tylko człowieka stworzył na swoje podobieństwo i obraz, a nie psa i kota, nie wspominając o innych płazach i gadach. Dlatego zwierząt nie wolno nazywać ludzkimi imionami, bo to profanacja godnej osoby człowieka. Dlatego też zwierzęta powinny znać swoje miejsce: w budzie na łańcuchu, przed domem, w zimnej piwnicy by wyłapać myszy. Zwierzę ma służyć człowiekowi do końca. A niezdatne do pracy nie znajduje już miejsca w domu. Ci mądrzy ludzie wiedzą też, że inni się mylą i grzeszą siedząc z kotem na kolanach i pielęgnując pieska jak dziecko. Co ludzkie ma pozostać ludzkie, a świat jest dla człowieka, w końcu Bóg nas tak stworzył i to jest dobre.

Dzień kota jest niewiele znaczącym wybrykiem. Tak jak dzień ziemi,  dzień kundelka (25 października), dzień psa (1 lipca), dzień leśnika i drzewa (pierwsza niedziela kwietnia). Ekolodzy świętują byle co, blokując przy tym rozwój miast i wsi, przykuci do drzewa wariaci.

Dzień kota już minął, dla niektórych zauważony z półuśmiechem, lub pogardą, dla innych bez kota. Tylko koty zostały: bezdomne, brudne, niechciane. Uciekające spod kół samochodów, próbujące znaleźć bezpieczne miejsce i cokolwiek do zjedzenia. Tak samo jak bezpańskie pieski, błąkające się ptaki, wiecznie brudzące parki i skwery gołębie. Cały ten zwierzęcy świat, który próbuje przeżyć pomimo rozwoju technologii, zanieczyszczeń, ludzkiej złości i buty, że to wszystko nam się należy. Cały ten zwierzęcy świat, który próbuje jakoś się odnaleźć w świecie, który człowiek tak skutecznie sobie podporządkował…