Tylko jeden stopień

SolidarnośćSolidarność jest to pojęcie, które swego czasu w Polsce było znaczące. Obecnie można powiedzieć, że jest modne. Lubimy mówić o solidarności dla podkreślenia, że z kimś jesteśmy, popieramy czyjąś sprawę, dzielimy wspólny światopogląd. Solidarność z innymi brzmi bardzo dobrze, deklaracja solidarności ma zawsze pozytywny odbiór. Być solidarnym, solidaryzować się z, co to jednak oznacza w praktyce? Samo pojęcie pobrzmiewa solidnością, a więc stabilnością, siłą, jednością. W solidarności ukryta jest przez to odpowiedzialność stania za kimś, wspierania, dzielenia jego wysiłków. Solidarność oznacza też konieczność spełnienia tej obietnicy danej w mocnym wsparciu, dzieleniu z innym jego przekonań. W ten sposób solidarność staje się zobowiązaniem. Przez ten właśnie kontekst dzielenia, współponoszenia, wsparcia i dawania oparcia solidarność staje się ideą bardzo trudną do zrealizowania. Można powiedzieć, iż jest to raczej postulat etyczny, realizowany z rzadka. W wersji deklaratywnej, kiedy mówi się o solidarności, kiedy się o niej pisze, można co najwyżej wyznaczyć sobie pewien krąg zadań: kogo i co będę wspierać, jak udzielę tego wsparcia. Trzeba pamiętać, iż przejście od słów do czynów jest tutaj jak fundamentalne tak i szalenie trudne. Solidarność to oddanie się sprawie drugiego człowieka, a to zawsze niesie w sobie ogromne wyzwanie, jakiemu powinniśmy sprostać.

Czterdzieści dni trwał protest matek osób z niepełnosprawnością. Przez te czterdzieści dni media pracowicie relacjonowały co się dzieje na korytarzach sejmowych, ludzie przejmowali się, komentowali, niektórzy z nas nawet poszli pod sejm wspierać protestujących. Pojawili się politycy, działacze, społecznicy. Mówiło się dużo i namiętnie. W dniu protestu wychodzące z sejmu matki i ich dzieci witane były jak bohaterki, kolejna porcja fleszy i medialnego zainteresowania. Protestujący nie zdołali przekonać rządu do swoich postulatów, mówi się jednak, że odnieśli sukces. Jaki? Ludzie wreszcie zainteresowali się osobami z niepełnosprawnością. Zainteresowali?!

Proponuję zatem niech Państwo przeprowadzą mały eksperyment, to dobry czas, na tego typu zajęcia, rozpoczął nam się kolejny niebotyczne długi weekend. Proszę przejść się przez najbliższe zamieszkiwane przez Państwa ulice, rozejrzeć się i policzyć ile Państwo spotykali osób z niepełnosprawnością. Proszę pogrupować: ile osób na wózkach, ile osób o kulach (osobno osoby chodzące o dwóch kulach i osobno o jednej). Skupmy się tylko na tym rodzaju niepełnosprawności, który widać na pierwszy rzut oka. Jak już Państwo policzą ile to osób Państwo minęli, proszę zadać sobie proste pytanie ile osób z niepełnosprawnością znam? Ile osób z niepełnosprawnością widziałam/widziałem jako pracowników i pracowniczki urzędów, sklepów, uniwersytetów? Ilu mamy posłanek i posłów z niepełnosprawnością? Ilu aktorów i aktorek? Ilu prezenterek i prezenterów? Ilu dziennikarzy, prawniczek, nauczycieli, lekarek?

Nazywam to znieczulicą jednego stopnia. Dzwonię do menadżerki lokalu, w którym chcę przeprowadzić spotkanie – niewielki panel naukowy. Pada proste pytanie: czy w państwa lokalu będą mogły spotkać się osoby z niepełnosprawnością. Odpowiedź jest szybka i czarująca: tak jesteśmy otwarci na wszystkich. Ponieważ jestem już doświadczona zadaje jedno proste pytanie:

– czy Państwa lokal jest na poziomie ulicy?

– to znaczy?

– czy wchodzi się do Państwa bezpośrednio z ulicy czy może jest jakiś prób, jakieś stopnie?

– tak, ale tylko jeden.

Tylko jeden stopień do pokonania dla osoby na wózku, dla osoby o kulach, dla osoby niewidomej, dla inwalidy, osoby w wieku senioralnym. To tylko jeden stopień, to tylko krawężnik, to tylko zabytkowe drzwi bez mechanizmu wspomagającego otwieranie, to tylko brak windy.

Gdzie jest solidarność? Była na plakatach, jest w postulatach wielu partii i stowarzyszeń, pojawia się bardzo często w naszym myśleniu o drugim człowieku, dlaczego jednak wchodząc do jakiegokolwiek lokalu na kawę i widząc, iż nie jest on do sforsowania dla osób z niepełnosprawnością nie pytamy o to wykluczenie obsługi, dlaczego nie piszemy zażalenia do menadżera, czy szefowej? Dlaczego na poczcie czy w urzędzie nie pytamy gdzie są formularze napisane brajlem? Dlaczego nie dopytujemy się o windy i podjazdy w miejscach naszej pracy? Dlaczego pozwalamy by likwidować szkoły integracyjne? Dlaczego milczymy wiedząc, że są osoby, które nie mogą wyjść z domu, nie mogą funkcjonować normalnie, nie mogą być sobą? Gdzie jest solidarność? Czy budzi się tylko wtedy, kiedy można pokiwać głową oglądając program w telewizji?

Zaczyna się niemożliwe długi weekend, dlatego proponuję: niech Państwo idą na kawę i poproszą o rozmowę z właścicielem lub szefową lokalu, niech nam wytłumaczą dlaczego do ich lokalu jest tylko jeden stopień?! Solidarność to siła we wspólnym działaniu. Ogłaszam akcję jeden stopień!

Reklamy

One thought on “Tylko jeden stopień

  1. Z całym moim szacunkiem. Jest Pani wspaniałym filozofem, osobą niezwykle wykształconą, światłą i o nieocenionym wpływie na edukację. Jednak bardzo szkoda mi patrzeć na to, jak marnuje Pani swój potencjał na tę nieprzejednaną monotematyczność. Nie trzeba czytać żadnego wpisu na blogu aby móc zgadnąć, że będzie on mówił o tym, jak źle mają jakieś poszkodowane przez los/społeczeństwo grupy społeczne. To samo na blogu, na wykładach, na konferencjach, i to od lat. Nieważne czy osoby starsze, czarnoskóre, czy może niepełnosprawne. Cały czas tłucze Pani o tym, jak przez nieczułe społeczeństwo ktoś jest wykluczony i ma źle. To naprawdę gasi najmocniejsze zainteresowanie Pani myślą. Proszę zastanowić się na ten temat bo mówię w dobrej wierze. Pozdrawiam najszczerzej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s