Równość

2012-02-16 10.15.25Wszyscy równi, równość wobec prawa, równy dostęp do edukacji, leczenia … hasła najczęściej pojawiające się w słownictwie demokracji i liberalnych przekonań. A może demagogii? Co oznacza jednak równość, czym ona w rzeczywistości jest? Przyglądając się słownikowej definicji (PWN) można zobaczyć, że w tym pojęciu kryje się: podobieństwo, równość pomiędzy tymi samymi, takimi samymi, równowaga, brak podziału, zrównanie, czy utożsamienie. Zatem już samo pojęcie (aequitas) sugeruje wieloznaczne aspekty relacji. Równość bowiem wiąże się z relacją pomiędzy poszczególnym członami, tak jak w logice znak równości łączy dwa sądy i pokazuje ich stosunek. Niestety już etymologia słowa pokazuje, że to pomiędzy co wkładany jest znak równości jest takie samo, lub tożsame.

Równość społeczna: równość, wolność i braterstwo – zaczęła się od społecznego marzenia by dać wszystkim obywatelom szansę, by dać im te same możliwości. W rewolucji francuskiej idea równości okazała się szybko hasłem i przerodziła się w terror. Wprowadzenie równości, porządku społecznego równych szans okazało się nie tak prostym zadaniem nawet na drodze pokojowej.

Co oznacza zatem równość? Przyglądając się człowiekowi i rzeczywistości społecznej pierwsze co rzuca się w oczy to ogromne nierówności. Nawet we współczesnym, demokratycznym zachodnim świecie różnice jakie już z urodzenia ludzie doświadczają są ogromne. Brak pieniędzy, brak uczestniczenia w tej samej jakości edukacji (a skupmy się tylko na tym zjawisku, ono jest bowiem kluczowe dla pogłębiających się dalej nierówności w społeczeństwie) oznacza realny brak równych szans. I nie chodzi tu tylko o nasze różne zdolności intelektualne. Wystarczy zła szkoła o niskim poziomie nauczania, albo zakwalifikowanie dziecka jako tego, któremu pewien rodzaj wiedzy jest niepotrzebny, by nierówność nabrała swego realnego charakteru. Nauczyciele mniej wymagający od dziewczynek (a ciągle to jeszcze się zdarza zwłaszcza na przedmiotach ścisłych), nie tylko ugruntowują stereotyp kobiety jako nielogicznej istoty, przede wszystkim traktują dziewczynki jako gorsze. Szkoły gdzie brak personelu, lub kadra pedagogiczna nie spełnia odpowiednich standardów tylko dlatego, że szkoła nie jest odpowiednio finansowana powoduje, że dzieci do niej uczęszczające nie mają takich szans jak dzieci uczone przez wyspecjalizowanych nauczycieli. Zaczynamy w przedszkolu, a jak mamy szczęście kończymy na uniwersytecie – droga kształcenia naznaczona jest hierarchią i wykluczeniem. Równy dostęp do edukacji zawsze był i pozostaje niespełnioną ideą.

Zła czy nie pełna edukacja nie tylko nie daje odpowiedniej wiedzy, nie przygotowuje również do pracy – zawodowej, jak i nad sobą. Zła edukacja może wpływać na nasz brak szacunku do racjonalnego myślenia czy samej nauki. Brak wiedzy może skutkować brakiem zrozumienia świata, zamykaniem się na rzeczywistość, tkwienie w schematach i stereotypach. Ludzie różnie radzą sobie z rzeczywistością ponieważ ona często ich przerasta, czasami też nie dostrzegają problemów i możliwości ich rozwiązania, tkwiąc w złych modelach postępowania czy wartościowania.

Parytety stanowią jeden z elementów polityki wyrównania. Przeciwnicy parytetów narzekają, że wprowadzają one np.: do szkoły czy na uczelnie osoby nie przygotowane do zajmowania w nich miejsca. Rzecz w tym, że parytety mają dać szansę właśnie takim osobą. Weźmy dziewczynkę z ubogiej rodziny o mocno patriarchalnej strukturze. Jako dziewczynka jest ona od urodzenia traktowana jako mniej ważna, rodzina skupia się na tym by przygotować ją do roli matki i żony, a nie człowieka, obywatela. Edukacja, parytety, a więc przyznanie jej stypendium czy miejsca w szkole, tylko dlatego, że jest dziewczynką, daje jej szanse by stała się nie tylko matką i żoną, ale również człowiekiem – świadomą jednostką dokonującą świadomych wyborów. Przeciwnicy parytetów powiedzą, że to dyskryminuje chłopców – pytanie jednak, czy najpierw to dziewczynka nie jest dyskryminowana.

Polityka równościowa może dalej prowadzić los człowieka. Dorosła już kobieta staje przed wyborem, jakiego póki co żaden mężczyzna nie jest zmuszany dokonać: rodzina czy kariera. W świecie gdzie kobieta dźwiga wszystkie obowiązki domu, dziecka, ale również kariery zawodowej wsparcie instytucjonalne może okazać się podstawowe. Sieć żłobków, przedszkoli, ale również programów wspierających młode matki robiące kariery zawodowe – kolejny raz pozwalają jej na bycie nie tylko macierzyństwem, ale i na bycie człowiekiem.

Podobno feministki dyskryminują mężczyzn. Nie wiem, nie spotkałam takich feministek. Zarzut ten pewnie wynika z niezgody na politykę równościową. Różnica w traktowaniu chłopca i dziewczynki, mężczyzny i kobiety, jest na tyle duża i na tyle mocno osadzona w tradycji, że bez przyznania dziewczynkom a potem kobietą wsparcia (w parytetach chociażby, czy w szeregu strategii rozwijających ich możliwości), równość nie mogła by zaistnieć. Dziewczynka musi nauczyć się myśleć o sobie jako o silnej i niezależnej, kobieta musi nauczyć się żyć jako osoba autonomiczna. Dopóki to nie nastąpi nie będzie można mówić o feminizmie. Dopóki społeczeństwo tego nie zaakceptuje i nie zacznie tak samo traktować mężczyznę i kobietę nie będzie między nimi znaku równości.

Równości w społeczeństwie nie ma. Skupiłam się tu tylko na wycinkowym przykładzie samych kobiet. Pisząc jednak o płci już pominęłam w tym przykładzie osoby nienormatywne: biseksualne, homoseksualne, czy transpłuciowe. Osoby które nie mieszczą się w schematach, czy nie mogą się dopasować do społeczeństwa. Wychodząc poza płeć listę można wydłużać. Pozostawienie jednak ludzi samych z ich nierównościami, tylko dlatego, że będziemy się bali zmieniać porządek naszej kultury, tylko dlatego, że komuś się to nie spodoba bo zaburzy to dawne, tradycyjne podziały i układy społeczne – to dalsze marginalizowanie. O wykluczonych trzeba walczyć, ponieważ oni często nie mają szans upomnieć się o swoją równoprawność w społeczeństwie. Równość wymaga polityki, która czasami wstrząśnie zastanym porządkiem społecznym, przewartościuje, pokaże inny model funkcjonowania w świecie. Podjazdy dla wózków same się nie zrobią, osoby z niepełnosprawnością same sobie nie wywalczą miejsca na podjazdach i w przestrzeni publicznej, a że ich podjazdy zmienią przestrzeń architektoniczną – no cóż, równość wymaga przewartościowania. Ale póki co nie jesteśmy równi.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s