Umiera człowiek

umiera człowiekUmiera człowiek. Czasami nie jest to śmierć wymarzona. Każdy z nas może ma taką wizję: zrobię ostatni wykład, przyjdę do domu, położę się do łóżka i już się nie obudzę… pięknie by było. Życie bywa jednak wyjątkowo złośliwe. Czasami umiera się długo, powolutku, z każdym dniem tracąc siły i jakiekolwiek zadowolenie z życia. W takich momentach ważny jest drugi człowiek, jak będzie się zachowywał, czy zrozumie nas, umierającego. Co którzy towarzysząc śmierci zapominają, czasami świadomie wręcz ignorują, fakt, że to umierający jest najważniejszy.

Umiera człowiek. Dookoła niego pojawiają się instytucje. Szpital, hospicjum, instytucje religijne. Szacunek do drugiego człowieka łatwo nam przychodzi gdy on/ona jest zdrowy, silny, kiedy może nam odpowiedzieć, bronić swoich przekonań. Gorzej już z szacunkiem do człowieka umierającego. Wówczas każdy wie lepiej, co dla niego ważne i odpowiednie. Im słabszy, im mniej może mówić, obronić się tym łatwiej go/ją zawłaszczyć.

Umiera człowiek. Jego ciało już do niego nie należy. Pielęgniarki, pielęgniarze, lekarki, lekarze, rodzina, znajomi, dalsi, bliżsi, kapłani – wszyscy ustawiają się dookoła. Każdy chce decydować. Człowiek, który już nie ma siły, żeby cokolwiek powiedzieć, walczy o każdy oddech, zostaje sam. Dookoła tylko kłębią się ludzie którzy wiedzą lepiej.

Szacunek do przekonań świeckich, światopoglądu ateistycznego najtrudniej szanować w chwili śmierci. Dobrzy przyjaciele, którzy potrafią skłamać – w ostatniej chwili się nawrócił, kapłani, którzy co chwilę podchodzą do umierającego czekając na jego nawrócenie. Nawet po śmierci trudno jest egzekwować wolę ateisty/ateistki. Od razu dookoła pojawiają się ludzie przekonani, że nawet ateistę lepiej położyć pod krzyżem, że nawet ateistce przydadzą się wszystkie organy na sądzie ostatecznym i ksiądz przy trumnie.

Rodzina zmarłego musi za niego walczyć. Najpierw udowodnić raz jeszcze wszystkim, że do końca pozostał sobą, nie wierzył i nie chciał uczestniczyć w jakiejkolwiek formie życia religijnego. Tłumaczeń nie ma końca, pojawiają się domniemani świadkowie, tłumaczący, że umierający miał widzenia (a mógł je mieć niedotleniony umysł podsuwa nam różne wizje), zaświadczający za rzekomym nawróceniem. Potem miejsce pochówku, żaden ksiądz nie przejmuje się prawem w Polsce i ateisty nie da pochować na cmentarzu parafialnym – pozostaje zatem miejsce na komunalnym. Trumna, urna, klepsydra – poszukiwanie bez krzyża, tłumaczenie wszystkim dookoła, że zmarły tak chciał, że był ateistą. Znoszenie krzywych spojrzeń i aluzji.

Mamy XXI wiek, świat zlaicyzowany, pełen różnorodności, a i tak wszyscy dookoła czują się wręcz urażeni, że urna nie stanie w kościele, że to córka, a nie ksiądz poprowadzi pogrzeb. Rodzina oczekuje z przerażeniem, co wydarzy się na pogrzebie. Ilu znajomych się obrazi? Ilu skomentuje, czy będzie chciało zmienić procedurę? Czy ktoś przerwie ceremonię w świętym oburzeniu?

Katolicy wiedzą najlepiej – ateistów nie ma. To chorzy ludzie, którzy nie wiedzą co mówią. Należy szanować wolę zmarłego, ale nie ateisty. Ostatnie namaszczenie musi być. Tak samo jak pogrzeb w kościele. Wierzący mają jasność przekonań, inni się mylą, tylko my wiemy jak jest – bóg nam objawił prawdę. Racjonalne analizy tak zwanych ksiąg świętych czy zasad wiary spotykają się z kpiną. Co wie naukowiec?! Przecież nie śniło się filozofom…. Szkiełko i oko ciągle są w pogardzie.

W tym wszystkim jednak uderza brak szacunku do inności. Człowiek który nie wierzy staje się aberracją, odmawia się mu prawa nawet do jego nie wiary – a argument nie można nie wierzyć wraca jak złe zaklęcie. Smutny jest brak szacunku do człowieka. Tego słabego, umierającego, którego do końca, usilnie starają się niektórzy przekonać i nawrócić, a potem będą wywierać presję na jego rodzinę, byle tylko uzyskać swoją wizję porządku świata. Przerażająca jest nonszalancja z jaką podchodzi się do drugiego człowieka właśnie wtedy kiedy potrzebuje wsparcia. Doszukiwanie się w ostatnich słowach, czasami już majaczeniu śladów nawrócenia. Upokarzające komentarze a jednak pojednał się z bogiem, uwłaczające godności człowieka oczekiwanie, że grzesznik jednak padnie w ostatniej chwili na kolana…

Smutne jest to, że gdy umiera człowieka wielu ludzi wiary nie daje mu umrzeć spokojnie. Nie chce dopuścić do siebie tej pięknej myśli: że o to jest życie, wydarzyło się, ktoś się urodził, miał marzenia, aspiracje, przyjaciół, miłości, radość, smutek, walkę, udręczenie, spokój, zwyczajny spacer z psem, obiad z rodziną, godziny przegadane z przyjacielem. I w całym tym szale walki o zachowanie religii, wierzący nie widzą, że śmierć jest naturalna: oto ostatni oddech człowieka, który mógł oddychać, który miał to szczęście, że pojawił się na tym świecie, mogliśmy go poznać i z nim chwilę pobyć.

Umiera człowiek. I piękne jest to, że żył.

Reklamy

One thought on “Umiera człowiek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s