Szafa

Szafa 1Judith Butler pisząc o zmianie stosunku wobec naszej własnej tożsamości, wobec naszej płci użyła w pewnym momencie ciekawej metafory – szafy. Człowiek współczesny często staje przed szafą, z której wyciąga stosownie do swoich potrzeb lub uwarunkowań chwili swoją wizję płci, tożsamości, siebie samego. Taka metafora nie oddaje w pełni procesów jakie w nas zachodzą jest jednak dobrym początkiem do dyskusji o tym, co się stało w kulturze pozwalającej nam na tak plastyczne rozumienie siebie.

Metafora szafy może prowadzić do czegoś więcej. W szafie nie tylko trzymamy nasze ubrania ale i w niej chowamy – stare poniszczone ubrania, których nie warto już zakładać, a do których mamy dziwny sentyment, nowe cudowne stroje, odkładane na specjalną okazję. Z szafy wyjmujemy na co dzień lub robimy generalne porządki, niekiedy wyrzucając z niej wszystko.

Jeżeli ciągle mamy do czynienia z metaforą naszych tożsamości, to zmiana jaka tu zachodzi, oraz tęsknota za tym, co utracone staje się oczywista. Tak jak ambiwalencja w naszym życiu: dynamiki i stagnacji. Ciągle wszystko się zmienia, gnamy do przodu, ale tak naprawdę nie zmienia się nic, gdyż idziemy wyznaczonym wcześniej torem. Mamy wrażenie ogromu pracy, by później spojrzeć za siebie i dojść do wniosku, że w zasadzie nie wiele udało nam się dokonać.

Tak samo kulturowe zmiany. W każdej epoce, w każdym pokoleniu w kulturze zostają przepracowane wzorce, znaczenia. Ciągłość tradycji czy poszczególnych instytucji tak jak wydaje się nienaruszona tak samo ukazuje dynamikę, z każdym pokoleniem stając się czymś innym, inaczej będąc interpretowanym zjawiskiem, zasadami, sposobami postępowania.

Czasami zmiany dokonują się gwałtownie, w rewolucji, wojnie, agresji narzucającej siłą innym postępowanie, a nawet myślenie. Czasami zmiany toczą się podskórnie, wybuchając w pochodach, wiecach, by później ponownie pracować na rzecz zmiany z mozołem spotkań, dyskusji i pisani petycji. Gdy popatrzeć na pierwsze sufrażystki, oblewane zimną wodą, wyśmiewane i deprecjonowane można zobaczyć ten mozół tłumaczenia swoich racji, tę nieustępliwą lecz powolną pracę o zmianę nie tyle samego prawa, co naszej świadomości. Gdy popatrzeć na pierwszych myślicieli krytykujących niewolnictwo tak samo widać żmudną argumentacje na rzecz równości wszystkich ludzi, obowiązku zadośćuczynienia za krzywdy wyrządzone niewinnym ludziom.

Zmiany kulturowe czasami przyjmują się na tyle wolno i powierzchownie, że nawet po ponad stu latach debat i zmianie prawa ciągle można zobaczyć niechęć do ich istnienia. Seksizm i rasizm są tego najmocniejszym wyrazem. Dlatego wiele kobiet sięgając do swojej szafy tożsamości ciągle musi wybierać między modelem kobiety w domu a kobiety w świecie, pomiędzy słodyczą i kobiecością a nowym modelem, bycia sobą.

Niechęć do nowych kulturowych wartości i paradygmatów budzi argumenty tradycjonalistów, często też tworzy się linia obrony starego porządku kulturowego przez odwołanie do wartości i świętości. To dlatego nadal, w XXI wieku można usłyszeć narracje faszystowskie opisujące uchodźców z Bliskiego Wschodu jako brudnych, roznoszących choroby, roszczeniowych i leniwych osób, które pojawiają się w Europie tylko po to by zniszczyć europejską tożsamość. To dlatego raz po raz obrońcy moralności i bożego porządku upominają się o zaostrzenie prawa antyaborcyjnego do skrajnej postaci, w której nawet poronienie ma być zbrodnią. Jeżeli nie można ludzi zatrzymać trzeba ich upokorzyć, jeżeli nie można kontrolować kobiet to można zniewolić ich ciała i sprowadzić do roli tej, która rodzi (nawet jak jest sama jeszcze dzieckiem brutalnie zgwałconym). W ten sposób wymazuje się prawo do decyzji, do wolności, do szczęścia, ukazując faktyczne miejsce kobiety w społeczeństwie.

Seksizm i rasizm idą często ze sobą w parze, tak samo jak rozpoczęły się walki o ich wyeliminowanie z nasze świadomości. Pierwsze sufrażystki zaczynały jako abolicjonistki. Upominanie się o godność i wolność człowieka oznacza bowiem pełen wymiar kształtowania się wrażliwości na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość.

Zaglądam do mojej szafy. W 2016 roku wisi tam jeszcze sukienka mojej prababci wyrzuconej z domu przez ojca i braci, bo nie chciała się podporządkować ich wyrokom. Sukienka mojej babci, która nie została przyjęta do szkoły pedagogicznej, ponieważ była bękartem. Sukienka mojej mamy, która musiała wysłuchiwać wyzwisk i przebijać się przez niechęć, gdy szła w pełnych kolorach po swoją tożsamość w latach sześćdziesiątych. Jest tam i mój kostium naukowca. Sama go wybrałam, sama uszyłam sobie moje życie. Dzisiaj jeszcze raz muszę jednak przejrzeć rzeczy w mojej szafie. Ktoś ponownie woła, że skoro urodziłam się kobietą to nie mogę…. Ktoś ciągle powtarza by nie przyjmować uchodźców bo to barbarzyńcy bez kultury… ciągle….

Reklamy