Jeden pochód

jeden pochódHistoria składa się z faktów. Czyżby? Jedno zdarzenie obserwuje wiele osób, uczestniczy w nim także pewna ilość zaangażowanych, tak jak i tych, którzy stają z boku. Ponoć historię piszą zwycięzcy. Ponoć.

Hermeneuci wiedzieli, że sprawa nie jest wcale taka prosta. Zaczyna się już w tym pokoleniu, które dane zdarzenie przeżyło. Fakty mogą mieć jeden charakter. Ktoś przeskoczył przez mur, stanął na czele ruchu prowadzącego do wolności. Nie była to jednak osoba działająca w próżni. Nienawiść reżimu może bardzo łatwo sfabrykować dokumenty (każdy reżim i każda dyktatura to robi odkąd tylko człowiek założył swoje społeczeństwo). Niechęć wszystkich tych, którzy nie okazali tyle odwagi – bohaterom nie można darować, że byli dzielni, trzeba znaleźć rysę w ich życiorysie, by potem spać spokojnie, że jednak nie są herosami a my zwykli ludzie nie jesteśmy tak słabi.

Następne pokolenie szuka faktów, interpretuje historię, zadaje pytanie jak było. Czasami samo się boryka ze zmianami zapoczątkowanym w pokoleniu ich rodziców, czasami samo się boi o swoją przyszłość. Te właśnie nastrojenia i postawy mogą dodać do wydarzeń kolejne problemy i nieścisłości.

Zapominamy tylko o jednym. Historii rzeczywiście nie tworzą herosi. To zwykli ludzie, czasami wystraszeni jak my, czasami jednak na tyle odważni by upomnieć się o krzywdę drugiego człowieka, czasami niezgadzający się na niesprawiedliwość. Bohaterowie nie są ze spiżu ani złota, są ludźmi, potrafili jednak działać gdy inni nie mieli już sił, lub nie wierzyli, że jeszcze coś może się udać.

Łatwo stawiać pomniki odległym w czasie i zdarzeniach bohaterom. Nie kłują tak nas w oczy swym zachowaniem, bezwarunkowym oddaniem jakiejś idei. Czasami nawet z rozpędu postawimy pomniki ludziom, którzy więcej zrobili złego niż dobrego. Dawne dzieje idealizować łatwo i wierzyć w tę idealizacje przyjemnie – zwłaszcza gdy wspiera koncept doskonałości naszego narodu.

Gorzej z uszanowaniem współczesnych nam legend, z zachwytem wobec ludzi żyjących, z dostrzeżeniem ich dzielności i wagi. Niektórzy z nas odczuwają więc przerażenie wobec takich postaci – konfrontują one bowiem z naszymi słabościami i naszymi brakami.

W weekend przeszedł kolejny pochód – za obroną legendy, za obroną historii. Przeciwnicy polityczni pewnie z drwiną przyglądali się ludziom na ulicy, obelżywe komentarze na pewno zostały dopisane, zdenerwowane opinie wypowiedzialne. Ten pochód był jednak częścią pewnej historii, która zaczęła się w raz z powstaniem KORu a potem Solidarności. Jest to historia reintepretowana na bieżąco z każdym komentarzem i z każdym nowym zdarzeniem. Pomiędzy Okrągłym Stołem, wejściem Polski do Unii Europejskiej, a KODem rozciąga się cała batalia naszego codziennego życia, w której uczymy się żyć wobec pluralizmu postaw i politycznych potrzeb. Tłum na ulicy wpisuje się w tę dialektykę różnorodności, jest wypowiedzianym postulatem obywatelskiego społeczeństwa, jest próbą też odzyskania historii.

To, co najważniejsze od 1989 roku w Polsce to właśnie nauka tego pluralizmu, zmierzająca do przedefiniowania relacji z totalitarnych w demokratyczne. Tej nauki i tego dokonania nie można zaprzepaścić, tylko dlatego, że są ludzie czytający inaczej historię i marzący o powrocie do homogenicznych czasów jedności narodu. Społeczeństwo nie może być jednorodne, bo w tedy zawsze kogoś wykluczy (ludzi z niepełnosprawnościami, o odmiennych poglądach, imigrantów, czy wszystkich tych, którzy wydają się niepotrzebni). Społeczeństwo nie może być bierne, bo wtedy zawsze coś może stracić (swoją legendę, swoich bohaterów, czy swoje ideały, Solidarność, Wałęsę, symbole i znaczenia). Społeczeństwo nie może być zamknięte w swoich domach, obojętne na to, co dookoła, bo wtedy może się okazać, że obok nas przeszli potrzebujący bez żadnego wsparcia. Obywatelskość na tym właśnie polega, że jest zaangażowana w rozumienie historii i budowanie teraźniejszości. Ratujące bohatera z przeszłości, tak samo jak tych, którzy potrzebują wsparcia teraz.

Reklamy

3 thoughts on “Jeden pochód

  1. Lubię Panią professor za jej sposób myślenia. W podobny sposób, jak Pani, myślę o Wałęsie jako o konkretnym człowieku. Ale nie byłbym jednak skłonny tak szybko go bronić. Czy raczej bronić legendy bohatera. Osoby publiczne funkcjonują na innych zasadach w społeczeństwie. Jeżeli stawiamy kogoś za wzór i uczymy o nim dzieci w szkole, to nie można mało od kogoś takiego wymagać. Nie jest to osoba jak każdy, bo nie każdy jest uznawany za bohatera i człowieka, który zmienił bieg historii. Ale ważniejsze jest pragnienie poznania jak było na prawdę. Jak przebiegała cała transformacja. Czy i na ile cały czas byliśmy manipulowani. Powinno to być wyjaśnione bezwzględnie do samego dna (co oczywiście wiem, że nie jest możliwe). Jedna osoba nie ma tutaj znaczenia. Podejrzewam, że sama ma Pani różne wątpliwości, i bez drobiazgowego zbadania wszystkich dokumentów przez historyków, zawsze będzie je Pani miała. „Obywatelskość na tym właśnie polega, że jest zaangażowana w rozumienie historii” – to rozumienie może okazać się pogrążeniem bohatera. Pewności nie ma.

    • Szanowny Panie, wydaje mi się, że w sprawie Wałęsy mamy dwa ogromne problemy. Pierwszy prawny: żyjemy w kraju póki co demokratycznym, a więc powinna nas obowiązywać prosta zasada – publikacji dokumentów już sprawdzonych przed historyków i prokuraturę. Sam Pan dobrze wie, że przekazane dziennikarzom dokumenty znalezione w domu Kiszczaka mogą być spreparowane, zwłaszcza, że reżim komunistyczny notorycznie fabrykował dokumentacje. Też bardzo bym chciała mieć jasność co do postępowania i co do przebiegu historii, ale działania obecne obawiam się, że tylko odsuwają do nas prawdę. Co więcej jeżeli Wałęsa jest niewinny (przyjmijmy zasadę domniemania niewinności) wówczas publikacja sfabrykowanych dokumentów może być dla niego bardzo krzywdząca. Drugi problem jaki widzę to przegranie historii na arenie międzynarodowej. Polacy wiele trudu i odwagi włożyli w zwycięstwo 89 roku, a Wałęsa jest tego swoistym symbolem. W momencie kiedy ciągle publicznie go oczerniamy bez rzetelnego przebadania historii tracimy nasz sukces na świecie – już można spotkać wypowiedzi historyków i socjologów, którzy wskazują na Czechy i Havla a nie na Polskę.
      Zgadam się z Panem, że dobrze by było poznać procesy od podszewki, też chciałabym wskazać na bohaterów bez skazy. Boję się jednak, że człowiek zawsze jest tylko człowiekiem, dlatego uczyłabym dzieci w szkole nie tylko o bohaterach ale i etyki, nie tyle o ludziach z pomników, co o mozole codzienności, uczciwości i pracowitości.

  2. Mnie większą obawą napawa fakt, że dożyliśmy czasów, w których nie ma bohaterów (bezwzględnie uznawanych). To dla ogółu społeczeństwa oznacza brak drogowskazów. Zwroty się zmieniają, książki do historii mają rożne wersje, nauka i przesąd dla wielu ma ta samą wartość i to nie jest inteligentny relatywizm. To bardziej już jest chaos….czyli czekamy teraz na nowe niebo i nową ziemię?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s