Cały ten czas

cały ten czasGdzieś ten czas mi się zaplątał. Najpierw kawa przy biurku i artykuł ciągle jeszcze nie skończony. Kot na kolanach. Ale trzeba już wstać od biurka, do pracy. Samochód wyrzuca po drodze wiadomości, polityka, polityka. Wykład. Studentka zdenerwowana, bo za dużo rozmawiamy i nie podoba jej się, że inni mają odmienne od niej poglądy. Cały czas przekonuje nie słuchając innych. Wychodzę na wiedźmę, ale nie wychodzę z siebie. Jest mi żal, że nie potrafi słuchać. Potem biegiem na następne zajęcia. Para, on i ona siedzą tak blisko by nikt nie zobaczył, wzruszające. Niech będą jak najdłużej szczęśliwi, może uda się na zawsze? Dalej pędzę, po drodze kawa. W samochodzie coś przełykam, uwaga na pieszych. Zrobiło się zimno i nic nie widzą zmierzając do domu. Spotkanie służbowe. Uśmiechamy się do siebie grzecznie, od polityczności stężały mi policzki. Liczę jednak, że uśmiech się udzieli. W końcu szczerze wita się ze mną stary kolega. Znów w drodze, kawa. Na siłownie nie zdążę. Kotka miałczy mi już w głowie gdy zmierzam na ostatnie zajęcia. Studenci tak zmęczeni całodniową pracą, że ledwo zauważyli, że mają jeszcze ze mną zajęcia. Obudzić ich, obudzić myślenie. Dykteryjki i przemycana filozofia. Zaczynają się śmiać, jest dobrze, teraz może uda się dyskusja. Biegnę do samochodu, kawa jest już zimna, ale dobrze, że mokra. W domu naprężony ogon i dużo pretensji w głosie. Pomiędzy tuńczykiem z rybą, zaległymi mailami – mama. Szkoda, że jej tu nie ma, ale może przyjedzie na weekend. Telefon też dobry. Zasnąć, szybko zasnąć. Zaczynam liczyć zmarłych w tym tygodniu. Wielkich ludzi sztuki i nauki. Zaczyna robić się smutno. Szkoda. Szkoda bardzo.

Dzień jak co dzień. Kolejny. Niektórzy narzekają, że nasza współczesność połknęła czas i już nam go nie odda. To podobno nasza wina, bo jesteśmy materialistami, egoistami i daliśmy się uwieść współczesności. Niektórzy winią technologię, dzięki sieci można przecież cały czas pracować. Jeszcze inni mają pretensję do zmian kulturowych. Ogólnie narzekają.

Dzień jak co dzień. Minął tak szybko, że jeszcze w łóżku mam zadyszkę. Kot już mruczy spokojnie obok. Przecież noc jest od spania. Niech człowiek przytuli i nie myśli. Niech głaszcze.

Niektórzy obawiają się, że to nam nie służy. Choroby cywilizacyjne, niebezpieczeństwo samotności, zatracenie sensu życia. Bieganie od pracy do pracy, bieganie od spotkania do spotkania. A gdzie w tym wszystkim ja?

Dzień jak co dzień. Zaczyna się o siódmej rano. Od piątej siedzę przy biurku i piszę. To czas tylko dla mnie, jestem poza czasem. Dzień zaczyna się później. Teraz obserwuje w parku śnieg na drzewach. Czuję jak będzie skrzypiał pod moimi stopami. Kot bardzo zadowolony śpi pod lampą. Czasami popatrzy. Póki stuka klawiatura widomo, człowiek będzie w domu – nieutracony tam gdzieś na zewnątrz.

Czasami zapominamy, że praca nas wypełnia, że daje nam życie, czasami zapominamy, że ta całą krzątanina dnia nadaje sens. Narzekanie nic nie zmienia. Biegnąc na kolejne spotkanie myślę, o tym co można jeszcze zrobić. To jeszcze jest tutaj najważniejsze. To „jeszcze” oznacza: jeszcze żyję, jeszcze mam możliwości, jeszcze mogę się rozwijać. Tak, to nie jest łatwe. Pewnie wygodniej jest troszczyć się o swoją autentyczność idąc wolnym krokiem bez celu przed siebie. Ale co potem pozostaje. Ilu można pomóc? Ile można powiedzieć? Ile można przekazać? Współczesność nas tak przyspiesza? A może to samo życie? Świadomość, że jeszcze chwila a potem śmiertelność.

Narzekanie nic tu nie daje. Ważne są złapane chwile. Ten moment, w którym ktoś się uśmiechnął, bo spodobał mu się wykład. Ten mail, który ktoś napisał, bo spodobała mu się idea w tekście. Okruchy. Tak jak z przyjaźnią. Kidy można choćby na chwilę usiąść i cieszyć się sobą. Bezinteresownie.

Możliwości ciągle są przed nami, ciągle dają nam nowe perspektywy. Trzeba tylko pobiec i je złapać, wypełnić marzenia działaniem. A to oznacza aktywność. Codzienność jest dobra. Na końcu czekają wielkie oczy i mruczenie. Ostatni sms potwierdzający spotkanie. To dobrze, jest życie. Ono nadal się toczy. Kot zasnął już na poduszce. Mojej.

 

Reklamy

5 thoughts on “Cały ten czas

    • Cieszę się, że mogłem uratować Pani dzień. Lubie ludzi prawych i wykształconych a nie jakieś podstarzałe artystki – kurwy. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s