Ależ była radość.

patria 1Ależ było radości. Spotkali się przyjaciele, znajomi, ludzie obcy. Można było poznać kogoś nowego, spotkać raz jeszcze z dawno nie widzianą osobą. Ileż było rozmów, tańca, radości. I ten cudny pokaz sztucznych ogni. Ferajna kolorów, eksplozja szaleństwa. Nikt nie mógł oderwać oczu. Dla wyjątkowo wytrwałych jeszcze dzień po okazał się pełen zabawy. Przecież sylwester jest raz w roku i nie można go od tak po prostu zakończyć.

Ta wyjątkowa noc ma coś w sobie z magii. Człowiek w jednej sekundzie zostaje przerzucony do nowego roku. Samo odliczanie, jak rytualne przejście pozwala odciąć sekunda po sekundzie mijający rok by wraz z wybuchem korka od szampana wlecieć w kolejny. I tak co 12 miesięcy, rytualnie, by raz jeszcze znaleźć się w nowej rzeczywistości.

Ten rytuał przejścia do nowego roku, przechodzenie stopni wtajemniczeń liczenia ostatnich dziesięciu sekund oznacza coś jeszcze: teraz będzie można zacząć wszystko od nowa. Rzucanie palenia, odchudzanie to tylko zaklęcia powtarzane przez wielu. Tak samo jak obiecywanie sobie: nowej pracy, asertywności, dokończenia… zrobienia…. Zaklinanie rzeczywistości, tak by nowy rok, jeszcze przez kilka dni owinął nas świeżością, dał poczucie możliwości. Ilu z nas zmieniło swoje życie? Podejrzewam, że wielu – rytuały przejścia mają swoją moc usprawniania. Choć jeszcze więcej osób po prostu wróciło do swojego normalnego funkcjonowania. Każdy rytuał przejścia, tak jak zaklinanie rzeczywistości w noworocznych postanowieniach oczyszcza na chwilę atmosferę, buduje nas na nowo, by potem człowiek mógł wejść pewniej w codzienność.

Sylwester i karnawał daje możliwość by się wyszaleć, przenieść w inną krainę, gdzie ognie sztuczne, kolory, muzyka, pozwalają zapomnieć o wszystkim, to czysta radość tak potrzebna w dawce stężonej, by móc oderwać się od tego, co codziennie nas trapić, by na chwilę poczuć się zupełnie inaczej, na moment stać się kimś zupełnie innym.

Po drugiej stronie jest przerażenie. Szybkie bicie serca, podniesione ciśnienie, szybkie, płytkie oddechy, przekrwione oczy. Nie wiadomo gdzie uciec, choć na chwilę oddalić się od wszechogarniającego ryku, uderzeń zabójczych, przetłaczających. Co więksi szczęściarze wciskają się za szafę, wchodzą pod łózko, nie schodzą z kolan swojego człowieka. Dzicy lokatorzy miast, których nikt nie chce zamierają w piwnicach, przy śmietnikach, lub pędzą na oślep, byle jak najdalej, w ten świat pełen huku i świateł.

Dla zwierząt to dzień ostateczny. Dzikie zwierzęta muszą znieść torturę radosnych turystów urządzających pokaz petard i sztucznych ogni na zboczach, zwierzęta miejskie muszą przeżyć zorganizowane imprezy nagłośnione do maksymalnego natężenia jakie może wytrzymać człowiek.

Na szczęście nasz gatunek nie przejmuje się takimi drobnostkami. Naszych świąt i radosnych momentów nic nam nie zakłuci. Jak wiadomo świat jest dla nas. A chwile radości tak rzadkie należą się człowiekowi, tak jak relaks i trochę wolnego czasu. Dlatego pokazy sztucznych ogni są długie i niezwykle barwne, trzeba nowy rok uczcić w należny sposób. Dlatego zabawa trwa do białego rana.

Zwierzęta to nie jest jeszcze powodów by zmieniać swoje przyzwyczajenia, tak samo jak nie jest to żaden argument, by nie wystrzelić sztucznych ogni. Trochę hałasu może znieść każdy, a jak tego nie robi, to cóż… człowiek bawić się musi. Odkąd tylko nasz gatunek odkrył, że świat jest dla niego, odkrył to swoje niezbywalne prawo by świat zmieniać, kroczy przez przestrzeń tryumfalnie. Znikające gatunki z mapy świata, zapewne i tak by wyginęły, grunt, żeby człowiek trwał – panował niepodzielnie.

Człowiek to brzmi dumnie, a zwierzę jakoś już nie bardzo. Dlatego nie ma co się nim przejmować. Jak rozjechanym kotem, zawsze urodzi się gdzieś następny, jak porzuconym psem, zawsze można przecież po powrocie z ferii kupić nowego, jak chomikiem, przecież wiadomo, że dziecko ma prawo się nim pobawić. Człowiek ma swoje prawa. Tylko szaleńcy i śmieszni ekolodzy marudzą coś dziwnego. Ale kto by się przejmował takimi nudziarzami. Oni nie rozumieją, jak bardzo ważnym jesteśmy gatunkiem, ile jeszcze mamy do zrobienia. A sztuczne ognie po prostu nam się należą. Jak jakieś zwierzęta się męczą to już nie nasz interes. Przecież to człowiek się bawi!

Reklamy

One thought on “Ależ była radość.

  1. To są właśnie te okazje, kiedy bardzo jestem rada z mieszkania nie tylko kawałek od miasta, ale i (dość) daleko od szosy.

    Od ostatnich świąt bliska jestem wiary w pewne magiczne okoliczności: otóż wprowadziły się dwa zwierze – w tym jeden taki, który przez blisko 4 lata nie pozwolił nikomu podejść bliżej, niż na 2 m.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s