Raz jeszcze

10502107_1672155843023163_4263396747003277379_nPrzyglądam się ludziom, którzy wyszli na ulicę. Dwa tłumy. Po jednej stronie flagi narodowe, Unii Europejskiej, hasła o demokracji i wolności, o prawie i konstytucji. Po drugiej stronie te same napisy tylko już bez flag unijnych. Obie grupy skandują, tylko jedna się uśmiecha, chociaż nie jest jej radośnie. Ludzie uśmiechają się do siebie może właśnie dlatego, że spotkali myślących podobnie jak oni, a może mają nadzieję, że jeszcze da się zatrzymać negatywne procesy. Druga grupa, kontrprotestacji nie uśmiecha się dla zasady. Ludzie którzy się boją, cierpią, są nie pewni swojego losu lub czują, że ten los jest przegrany nie potrafią się uśmiechać.

Pytanie nasuwa się jedno, co takiego się stało, że w 2015 roku Polacy znów stoją naprzeciwko siebie. 1989 miał być przełomem. Odzyskanie niepodległości miało być dla wszystkich obywateli początkiem, nowym ładem. Upadek żelaznej kurtyny dla całego świata oznaczał koniec podziału na wschód z zachód, na państwa demokracji i totalitaryzmu. Nikt jednak nie przewidział, że najtrudniejsza jest właśnie wolność o jaką walczono. Linia pęknięć naznaczyła bardzo szybko mapę Europy, zaczynając od pojawienia się nowych państw, a kończąc na najokrutniejszej – wojnie na Bałkanach. Szukanie własnej tożsamości po latach dyktatury, skonfrontowanie się z faktem, że to teraz ja, my decydujemy kim jesteśmy i co mamy robić, w co wierzyć, stało się elementem podpalającym okrutne zdarzenia.

W wielu krajach zaczął się też podskórny pożar. Gorycz rozpadu solidarności na wiele ugrupowań politycznych, nieznośny fakt pluralizmu politycznych i społecznych przekonań, rozbił mit jedności walczących o wolność.  Demokracja o którą walczono okazała się czymś nieznanym i trudnym, systemem działania, którego dopiero trzeba się nauczyć.

Demokracja, tak krytykowana przez Platona, jako rząd masy, wykuwała się w Europie od dawna. Swój obecny rodowód zawdzięcza nowożytnym myślicielom i politykom. Demokracja oznacza pluralizm idei, myślenia, politycznych narracji, oraz ład konstytucji, ordynacji wyborczej, oraz praw człowieka. Te idee bardzo łatwo zaburzyć, stworzyć rządy większości, monopolistów władzy. Dlatego świadomość społeczna jest tutaj kluczowa. Ale państwa obywatelskiego też trzeba się nauczyć.

Postawa obywatelska zaczyna się od niepozornych gestów, jak pomoc na ulicy nieznajomemu, troska o sąsiada czy troska o to, co dzieje się na mojej ulicy. To budowanie więzi wspólnotowych pomimo dzielących nas różnic światopoglądowych.

Co się więc stało, że w 2015 roku, ludzie raz jeszcze spotkali się w Polsce na ulicach? Łamanie prawa konstytucyjnego jest pierwszym grzechem. Niezależnie od tego, jakie by to prawo nie było, nie może być upolityczniane i nie może być odrzucane tylko dlatego, że się nam nagle nie podoba. Demokracja pozwala na zmiany, ale ich mechanizm, jest tak skonstruowany, by podczas procesu wdrażania nowych pomysłów nie zepsuć funkcjonowania państwa.

Demokracja pozwala na wolność słowa, ale nie jest ona samowolą, nie jest też mową nienawiści. Grzech drugi to słowa wypowiadane w złości, obelżywe, personalnie skierowane, czy dzielące na kategorię lepszych i gorszych Polaków. Tych którzy naprawdę nimi są i tych, którzy nimi nie są. Siłą pluralizmu jest różnorodność poglądów i różnorodność inspiracji. Jeżeli zaczniemy kategoryzować – szukać prawdziwych przedstawicieli narodu, to szybko okaże się, że mamy tych właściwych i tych złych, a wraz z tym podziałem może pojawić się pytanie; co zrobić z tymi złymi?

Przyglądam się ludziom, którzy wyszli na ulicę. Dwa tłumy. Pomiędzy nimi rozpoznaję twarze – są wśród tego tłumu, ci którzy już raz tak stali, najpierw naprzeciwko kordonu ZOMO, teraz naprzeciwko zwolenników innej partii. Tak jakby cały czas, podskórnie toczyła się rywalizacja o to, czym jest naród, czym jest społeczeństwo, czym jest wolność. Najgorsze jest jednak to, że stoją naprzeciwko siebie obywatele tego samego państwa, tego samego miasta, czasami sąsiedzi, dawni przyjaciele. Zapominanie jak ważne jest prawo, jak ważne jest zachowanie mechanizmów demokracji prowadzi do takich właśnie podziałów. Prowadzi do złości na tych drugich, do ideobójstwa, a to, jak pokazała historia może bardzo łatwo przerodzić się w czyny brutalne i złe.

Dwa tłumy, które wyszły na ulicę to ciągle jest my i w tym tkwi siła różnorodności, chodzi tylko o to, by ją docenić, nauczyć się z nią żyć, a nie próbować nocą, po kryjomu ją zmieniać – bo wtedy stracimy wszyscy to, co najcenniejsze.

Reklamy

2 thoughts on “Raz jeszcze

  1. O grzechu fundamentalnym przypomniał kilka dni temu człowiek mądry i doświadczony, mec. Jan Widacki. To grzech ignorancji, który sprawia, że nader konkretne pojęcia tracą swoje znaczenie. Takim pojęciem jest Res Publica – Rzecz Wspólna (alias, jak się ze staropolszczyzny przyjęło, Rzeczpospolita). Wspólna – czyli taka, która ma być dobrem wszystkich swoich obywateli, a nie tylko jakiejś jej części, czyli partii (w której znajduje się rdzeń „pars”).
    Poczucie tego wspólnego dobra było kiedyś bardzo mocno wdrukowane; jakkolwiek by było niedoskonałe w praktyce, to w sferze symbolicznej znajdowało swój wyraz choćby w tym przysłowiu, mówiącym, że „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”.

    Zawłaszczanie Rzeczpospolitej jako domeny partyjnej może skutkować tylko w jeden sposób – tak, jak skutkowało: wykluczeniem i marginalizacją bezpartyjnych i partyjnych inaczej. Starsi pamiętają logikę tego wykluczenia: „dobry fachowiec, ale bezpartyjny”. Tak uzasadniano w czasach PRL najpierw eliminowanie (v. Tadeusz Kotarbiński), a potem pomijanie profesjonalistów, wolnych od „właściwej przynależności” lub zgoła obciążonych „złym pochodzeniem”. Wtedy nazywało się to „nomenklaturą”.
    I to właśnie wraca; teraz ostentacyjnie. Nie wygasło magicznym sposobem zaraz po ’89 r., ale tylko zmieniło barwy, no i żyło sobie znacznie ciszej. [Gdyby wygasło, to naprawdę akademicka „kariera” PAD byłaby niemożliwa…] Mam wrażenie, że ta ostentacja i buta nomenklatury (bo nie jest to nic innego), czyniąca z partii rządzącej właścicielkę Rzeczpospolitej, wyciągnęła ludzi na ulice. Reakcja na te manifestacje też jest doskonale znana ludziom, których bodaj dzieciństwo zahaczyło o PRL: do standardu tamtego języka politycznego należało „służenie obcym siłom”, „działania wrogie wobec narodu” i inne „wichrzycielstwa”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s