Dwa kroki w inną stronę

przyjaźńCzym jest przyjaźń? Najtrudniej jest pytać o to, co oczywiste. Przecież doskonale wiemy kim są nasi przyjaciele a kim są nasi wrogowie. Możemy wskazać na konkretnych ludzi, podać ich imiona, możemy nawet dokładnie pamiętać ich adresy, daty urodzin, upodobania. Pytając jednak dalej, dlaczego właśnie oni, co jest w tych ludziach, z którymi łączy nas przyjaźń możemy zacząć się zastanawiać.

Emocja, empatia, wspólne widzenie rzeczywistości, troska, poświęcenie dla przyjaciela/przyjaciółki, zażyłość, potrzeba wspólnej rozmowy, wspólnie spędzanego czasu, pamięć o przyjacielu/przyjaciółce, zrozumienie, możliwość powiedzenia sobie trudnych spraw, możliwość powierzenia sobie kłopotów, wiara, że się uzyska pomoc, chęć niesienia pomocy…

Tak wiele jest kategorii określających przyjaźń, że może stać się niemalże pustym pojęciem. Sama przyjaźń rozciąga się pomiędzy emocjami, jakie odczuwamy, uczuciami jakie doznajemy, stanami w jakich się znajdujemy. Niezależnie od czasu, sytuacji, przyjaźń jest czymś trwałym. Czym jednak jest sama przyjaźń nadal nie wiemy, a to dlatego, że jest w niej coś z paradoksu, nierozstrzygalnej sprzeczności.

Pierwszym paradoksem przyjaźni jest upływ czasu. Czasami jesteśmy związani z jakimś człowiekiem tak długo, że naszą przyjaźń zaczynamy traktować jako coś oczywistego, o co nie warto już zabiegać, gdyż jest tak oczywista i tak pewna, że nawet nie potrzebujemy zadać sobie pytania czy jeszcze się przyjaźnimy. W upływie czasu zmieniamy się jednak oboje/obie dlatego możemy nawet nie zauważyć, że nasza oczywistość przyjaźni staje się niedbałością, przestając w ten sposób być tym, za co ją uważamy.

Drugim paradoksem przyjaźni jest uświadomienie. Czasami spotykamy się latami z drugim człowiekiem, rozmawiamy z nim godzinami, znam go doskonale, żyjąc równolegle. Nie zadajemy sobie pytania czy to nasz przyjaciel/przyjaciółka, czy to jest przyjaźń. Przyjmujemy jako oczywistość, że możemy do tej osoby zadzwonić, porozmawiać z nią. Tylko czasami uświadamiając sobie, że to, co mówimy tej osobie, jak się o nią martwimy wykracza poza wszystkie inne relacje.

Trzecim paradoksem jest ilość. Chociaż wiemy, że przyjaźń jest czymś niepowtarzalnym i delikatnym szafujemy słowem przyjaciel, tak jakbyśmy mogli obdarzyć przyjaźnią niezliczoną ilość ludzi. Czasami mówimy o naszych przyjaciołach, tak jakby ich była ogromna ilość. Dopiero moment, kiedy spotyka nas szczęście, kiedy odniesiemy jakiś nasz mały sukces może nam pokazać, że tak naprawdę przyjaciół mamy kilku, a czasami może pozostać nam już jeden. Nasz żal za utraconymi przyjaciółmi może być wówczas największym paradoksem.

Czwarty paradoks inności. Przeciwieństwa się przyciągają, można mieć przyjaciela/przyjaciółkę takiego/taką jak my. Różnice są ważne, podobieństwa są najważniejsze. Z kim zatem się przyjaźnimy? Z naszym alter ego? Było by to niezwykle łatwe, tylko czy w tedy byłaby to prawdziwa przyjaźń do drugiej osoby czy miłość własna? A może to przeciwieństwa rodzą przyjaźnie? Ale czy wówczas nasza przyjaźń nie byłaby pozorna? Czy nie zmieniłaby się szybko w kłótnię, albo żal z powodu niezrozumienia? Kiedy więc zaczyna się przyjaźń, a kiedy kończy.

Piąty paradoks, jest istotą przyjaźni, to paradoks dwóch kroków w inną stronę. Przyjaźń to moment, w którym potrafimy rozpoznać dlaczego nasz przyjaciel/przyjaciółka jest dla nas ważny, to moment w którym potrafimy zaangażować się w jego/jej życie, tak samo jak zrobić dwa kroki w inną stronę. Zrozumieć, że teraz drugi człowiek milczy, zajęty jest swoim życiem, zrozumieć, że nie ma dla nas czasu. Przyjaźń to ten moment, w którym widzimy się po latach milczenia i nic się nie zmieniło, rozumiemy się nadal szanując to, że czasami każdy musi milczeć.

Reklamy

2 thoughts on “Dwa kroki w inną stronę

  1. To zdumiewa, kiedy słowa „przyjaciel” nadużywa akurat Polak. Anglicy mają tylko proste „friend”, Francuzi „ami”, a my wynaleźliśmy tyle terminów o takiej gamie odcieni. Doceniajmy to.

  2. Z wiekiem, w miarę strat, przychodzi ostrożność. Nie szafuję słowem „przyjaciel”, co nie znaczy, że nie mam ludzi, którym dobrze życzę i ciepło o nich myślę; a i praktycznie coś potrafię dla nich zdziałać. Zasadniczo dusza ze mnie mało towarzyska, więc tym bardzo dobrym znajomym zbyt często się nie przypominam. I potem jest tak, ze po latach pomyślawszy, że może jednak dobrze byłoby się odezwać, trafiam na wiadomość, że już nie mam do kogo.
    Przypomniał mi się ktoś bardzo znaczący dla mnie, wiele lat młodszy; piekielnie zdolny, biegający własnymi ścieżkami; z mnóstwem pomysłów, zapału… Czasem czytałam tekst Jarka, czyhałam na „Operomanię”, spokojna, że ten od maturzysty mi znany, świetny muzykolog żyje swoimi pasjami. I tak z ciekawości – jakie ślady w sieci zostawia to bogate życie i z niejakiej potrzeby odezwania się zajrzałam.
    Jeśli można mieć intuicję nicości, to wtedy była taka chwila. Dlatego czasem przemagam niechęć do ingerencji w czyjś dzień, zwykle przecież wypełniony. Niezbyt często, ale jednak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s