Dzień zmarłych

zmarliDzień zaczął się romantyczną mgiełką, unoszącą się nad wyczyszczonymi obowiązkiem i świętością cmentarzami. W południe słońce świeciło już pełnym blaskiem, nad maszerującym orszakiem żywych, zanoszących kwiaty i znicze do wielu nekropoli świata. Dzień zmarłych.

Przypominamy sobie wówczas nieco z obowiązku, nieco z poszanowania tradycji, często też z potrzeby naszej wewnętrznej o naszych zmarłych. Dalekich i bliskich krewnych, przyjaciołach i znajomych. Czasami nasi zmarli odmierzają nasze własne życie. Im więcej ich, im gęściej na cmentarzu tym częściej myślimy o naszej własnej śmierci. Na końcu stoimy już tylko my sami.

Dzień zmarłych, dla jednych uroczysty i poważny, dla drugich pełen radości i zabawy, w końcu życie trwa jeszcze i dobrze jest czasami zrobić na złość śmierci, chociaż z tą za długo grać nie można. Ale przynajmniej możemy próbować.

Dzień zmarłych to jedno z tych świąt upominające się o całkiem nam nieznanych. Każdy naród ma swych bohaterów, ludzi, którzy wierzyli, że ich ofiara może zbawić innych. Niekiedy są to bohaterzy bardzo cisi, bez orderów i wielkich pomników. Stara nauczycielka, o której nie wielu już pamięta, a która całe życie uczyła dzieci pisać i czytać. Leniwy dozorca ożywiający się tylko wtedy, gdy trzeba było ściągnąć z drzewa kota. Pisarz, którego nikt już nie czyta, tylko przez chwilę bawiący całe pokolenie dziś dorosłych już dzieci.

Bezimienni odchodzą w przeszłość. Tak jak nasza codzienność. Sami zostawiamy po sobie czasami zbyt mało śladów, by zostać na dłużej, niż nasze własne opowieści.

Dzień zmarłych to również ten dzień, w którym powracają do nas pytania. Dlaczego Aylan Kurdi się utopił? Ilu jeszcze z nim ludzi zginęło i ile jeszcze zginie uciekając przed śmiercią we własnym domu? Kim by był gdyby dorósł? Zwyczajnym człowiekiem walczącym z traumą po imigracji? A może złym na cały świat, zbuntowanym chłopakiem tęskniącym za domem swoich przodków? Ilu jeszcze ludzi będzie musiało przejść tę samą drogę, abyśmy mogli otworzyć nasze granice dla imigrantów?

Czy Inka – dziś tylko popiersie w parku Jordana i wpis w kartach historii przez duże H – chciała umierać? Czy chciała być sanitariuszką AK? Czy może wolałaby spokojnie iść na kawę z koleżanką? Czy bardzo się bała, czy na pewno wiedziała co robi? Kim by była dzisiaj? Starą zaniedbaną kobietą pamiętającą wojnę i PRL, a może działaczką podziemia, która nie umiałaby się odnaleźć po przemianach w 89? Kto wrzucił te dzieci w ich własną historię? A może historia wrzuciła nas wszystkich w dziwny labirynt, z którego wyjść się nie da?

Wieczorem na cmentarzach jest najpiękniej. Łuna świateł migających w ciemnościach rozbija jesienną melancholię. Jedni w zadumie odchodzą, inni zmęczeni cieszą się, że można już wrócić do ciepłego domu na herbatę. Jeszcze inni nie zauważyli, że dzień im minął robiąc porządki. Zwyczajnie toczący się dzień, nazwany świętem, wyłączający na te kilka godzin ruch drogowy dookoła cmentarzy i czasem naszą świadomość do rzeczy ostatecznych.

Są też i tacy, którzy ukradkiem wymkną się na inny cmentarz – tych istot, którym święta pamięć się nie należy. Cmentarz dla zwierząt, którym odmówiono w Europie prawa duszy i godnego pochówku, których śmierć nasz język pozwala określać zdychaniem. Szalone paniusie płaczące za pieskiem, dziwacy ogarnięci smutkiem z powodu utraty ukochanego kota w ten dzień nie będą się afiszować, przecież nie wypada utożsamiać śmierci zwierzęcia i człowieka. Można tylko zapytać dla czego? Czy nie jesteśmy wszyscy zbudowani z tych prostych liter kodu DNA?

Na drugi dzień może już nic nie pozostać, oprócz kilku pytań: kim był ten człowiek, obok którego grobu przechodzę co roku? Czym jest to moje życie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s