Ja? To Ja?

tożsamość elektronicznaDawno, dawno temu, w krainie naszej rzeczywistości mieszkało wiele przyzwyczajeń. Jedne były hołubione z lubością, a inne były brzydkie i niechciane. W krainie naszej rzeczywistości zbudowany był nasz obraz. Wyśniony, wymarzony, oglądany i dopieszczany. Nasze piękne ja.

Gdy tylko wyjdziemy jednak poza bajkę, jaką czasami lubimy odpowiadać sobie samym, lub którą nam opowiadają rodzice, znajomi, obcy nieznajomi, wówczas to kim jesteśmy, kwestia naszego Ja nie jest już taką miłą opowieścią.

Po pierwsze, nie zawsze jesteśmy w stanie przyjrzeć się sobie. Autorefleksja z jednej strony jest ogromnym komfortem, na którego stać nielicznych. Trzeba mieć czas, trzeba nauczyć się myśleć krytycznie, trzeba mieć możliwości by zadać sobie pytanie o to kim jestem? Z drugiej strony nie jest ona dana wszystkim.

Po drugie, nie zawsze jesteśmy w stanie pytając o siebie wyjść poza konteksty narzucone nam przez innych. Kultura ze swoim warunkowaniem, wychowanie, spojrzenie drugiego człowieka, przyzwyczajenia narzucone nam w toku życia, to wszystko może powodować, że pytając o siebie nadal będziemy myśleli wyuczonymi, wkodowanymi wzorcami.

Po trzecie, często zapominamy, że poszukujemy czegoś co się zmienia. Czym jest nasza tożsamość? Co możemy nazwać naszym Ja. Czy to czym jestem teraz? Ale jak to się ma do tego kim byłam? A może to kim jestem przez moje ostatnie lata życia? Ale czy w jakikolwiek sposób moich ostatnich kilka lat życia oddaje to kim jestem? Czy nie jest to tylko wycinek? A może dowiem się kim jestem pod koniec mojego życia? Tylko czy będę wtedy umiała przyjrzeć się całej mojej przeszłości? Czy nie rozczuli mnie, wystraszy, zadziwi? Przecież już teraz wydaje mi się nieobecne to kim byłam mając trzydzieści czy dwadzieścia lat. Więc kim jestem i w jaki sposób?

Czasami chcemy wierzyć, że wchodząc do domu i zamykając za sobą drzwi już stajemy się sobą zrzucając zewnętrzną warstwę, maskę jaką pokazujemy obcym. Pytanie jednak czy rzeczywiście wchodząc do domu nie nakładamy innego obrazu siebie, wchodzimy w inną rolę niż tę którą mieliśmy wobec obcych. Wkładamy buty lub kapcie, wkładamy domowe ubranie, czasami pozostajemy w tym, co nosiliśmy na zewnątrz. Mamy swoje talerze i sztućce, przyzwyczajenia kiedy idziemy spać i w czym, jak wstajemy, co pijemy rano, co jemy. Gdy przyjrzeć się domowym rytuałom łatwo zobaczyć, że wszystkie one zostały wyuczone, oddziedziczone po rodzicach, podpatrzone w rodzimych lub obcych wzorcach kultury. Nasze prywatne Ja tak samo jak to publiczne rządzi się prawami kultury.

Niekiedy nie zauważamy, że nasze Ja stwarza się na wielu, czasami dla nas zadziwiających poziomach. Nie tylko w domu, nie tylko w pracy, w miejscu publicznym. Rzeczywistość sieciowa stanowi taką samą przestrzeń, jak ta fizyczna, gdzie nasze Ja rozwija się, wprowadza nowe formy naszego istnienia, przybiera nowe znaczenia i wypełnia nowe zadania. Tak samo jak w świecie fizycznym, tak i w rzeczywistości sieciowej, próbujemy kimś być, realizujemy mniej lub bardziej świadomie siebie. Kreujemy.

Nasze Ja staje się często naszą bajką. Niekiedy smutną, innym razem bardzo poważną, a jeszcze kiedy indziej radosną i pełną dobrych momentów. Kolejne odsłony naszego istnienia, nowe zaangażowanie w naszym życiu, czas jaki przeżyliśmy i jaki nam pozostał, ludzie których spotkaliśmy i relacje jakie utraciliśmy – to wszystko otacza nas i współtworzy to, co nazywamy sobą. To nasza bajka, czasami tylko zbyt poważnie opowiadana. Czy nasze Ja jest bowiem tak ważne? A może ważniejsze jest co po nim pozostanie: dobre lub złe wspomnienia, uśmiech drugiego człowieka lub niesmak. Małe nietrwałe ślady wpisane w drugiego.

Reklamy

One thought on “Ja? To Ja?

  1. Niekiedy bajka pozostaje nam zafiksowana na najprostszych schematach. Zamyka się w słownych gotowcach; i im więcej ich jest, tym skuteczniej nas taka opowieść odcina od możliwości zrozumienia – od tego, o co Maria Janion pytała „czy będziesz wiedział, co przeżyłeś? Takie utknięcie bardzo dokładnie widać wtedy, gdy przychodzi uporać się z jakimś stanem nadzwyczajnym – mam wrażenie, że tak samo dobrze może to dotyczyć niespodziewanego powodzenia, jak i wręcz przeciwnie: niepowodzenia. Zwłaszcza takiego, na które jednak mogliśmy być przygotowani. Prosty, z naszej bajki, przykład: oblało się zaliczenie albo egzamin? Tak, ale… wcale by się nie oblało, gdyby nie: nepotyzm, nierówne traktowanie, niepoważne traktowanie, niechęć do dania szansy;i 10 tysięcy innych subtelnych okoliczności, z których na pewno można wybrać o wiele więcej, niż trzy – i stworzyć bardzo rozbudowana narrację krzywdy, podciętych skrzydeł i ogólnego uciśnienia. Kosztem – bo i koszt być musi – oddalenia od siebie zrozumienia, co mogę poprawić, czego mogę się nauczyć.

    Zauważam, że narracje o „moim/naszym braku szczęścia” są obecnie bardziej powszechne, niż przed dekadą. Tak, jakby nasze „ja” – indywidualne i społeczne – koniecznie chciało strząsnąć z siebie resztki sprawczości i prezentować się jako czysta pasywność: dobra i szlachetna, ale całkowicie zależna od jakichś „innych”. którzy – to oczywiste – tylko czyhają; i uprawiają rozmaite niecne praktyki.
    Słowem – konstruując jakąś formę „ja”, konstruuje się zarazem dla niego kontekst; a w tym kontekście określa się „ja” cudze. Nie jest źle być buddystą; i – jak Marcin Fabjański – zalecić (najpierw sobie), aby się do tego pierwotnego konstruktu zanadto nie przywiązywać. ale to rad, jak na nasze warunki, mocno ekskluzywna.. .

    ***

    Teraz moje „ja”, chrypiąc i skrzypiąc, oddala się do kuchni, aby mieszankę ziół zaparzyć. Wedle recepty po babci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s