plakat_spotkanie_21_05

Reklamy

Wyjątkowi

wyjątkowiKot siedzący na parapecie wykazuje się dużą ciekawością. Za oknem gołębie nic nie robią sobie z nieciekawej pogody i z samochodów monotonnie przejeżdżających. Rozglądając się dookoła nie tylko kocim spojrzeniem można dostrzec całe bogactwo możliwości. Zaczynając od parku, w którym owady zaczęły swoją pracę, a kończąc na ruchliwej ulicy, gdzie w codziennym biegu do pracy i z pracy, paradują spokojnie turyści, przemykają niespokojnie obcy.
Całą ta różnorodność, wydaj się nieredukowalna do jednego wzorca. W wielu osobowościach ludzi i zwierząt, w wielu aspektach naszego istnienia, przejawów życia.
Mamy jednak odmienne tendencję. Kultura Zachodu uwielbia ujednolicać. Harmonię widząc w niezmiennych paradygmatach. Metafizyczny dyskurs uczący, że istnieje istota świata, rzeczy, człowieka. Odmierzanie, człowiek jest miarą wszechrzeczy dla jednych stara mądrość stoików okazała się dyskusyjna, dla innych stała się wyzwaniem. Widać w niej, że to człowiek może świat oceniać i mierzyć, nadawać mu wartości i korygować jego kształt. Uczyńcie sobie ziemię poddaną, pozwala wzmocnić tę starożytną tezę, by wydobyć z rzeczywistości wszystko to, co będzie dla człowieka ważne i niezbędne. Świat ma nam służyć – jak uważało wielu badaczy i wielu zwyczajnych ludzi, zaprzęgając zwierzęta do pracy i zamykając w uprawach hodowlanych. Cały czas świat jest dla nas.
Odwrócić perspektywę można dopiero współcześnie, kiedy neurobiologia wpuściła nas do mózgu zwierzęcia, kiedy okazało się, że nie tylko człowiek śni i marzy, że nie tylko człowiek myśli i się boi. To jednak jest wyzwanie. Jak bowiem przystać na tę różnorodność świata, zwierząt, bez uszczerbku dla ludzkiej wyjątkowej pozycji. Metafizyka będzie broniła pozycji człowieka tak jak wartości humanizmu, wskazując na to, że bezduszne zwierzęta nie mają tego, co ma człowiek – godności, duszy, ducha.
Pytanie jednak czy potrzebna jest im dusza by mieć swoją wartość? Czy człowiek jej potrzebuje by być dobrym? A może dla wrażliwości wystarczy tylko jedno: odkrycie, że otacza nas nieredukowalny do naszych wyobrażeń świat. Otacza nas pełne swej intensywności życie. W różnych formach myślenia, czuwania, w różnych aspektach porozumiewania się i dążenia do swoich celów, świat nieusuwalnie może nas zaskakiwać jeżeli tylko pozwolimy mu na samo istnienie, bez narracji i metanarracji w jakie nieustanie wpisujemy otaczającą nas rzeczywistość.
Homo sapiens, sapiens, w długim procesie ewolucji rozwinął sobie poprzez kulturę moc uzurpowania, że posiada prawo do ziemi, do innego człowieka, do zwierząt. Ten homocentyczny egoizm uparcie nam powraca, nawet w codziennych czynnościach, towarzysząc pewności, że skoro jesteśmy człowiekiem jesteśmy kimś wartościowym. Nasza wartość jednak jest miarą naszego otwarcia na świat. Jesteśmy wartościowi o ile potrafimy otworzyć się na innych. Stare opowieści o supremacji człowieka mogą stać się dla nas samych niebezpieczne. Nie pozwolą nam bowiem dostrzec w czym tak naprawdę możemy być wyjątkowi.
A w człowieku dobra jest jego spostrzegawczość. Gdy kątem oka dostrzeże niezdarnego malucha, który wypadł z gniazda. Gdy spomiędzy słów o niczym i prostych gestów wydobędzie czyjąś samotność, gdy w starym człowieku dostrzeże potrzebę bycia traktowanym normalnie,  a nie jak ktoś kogo już można nie zauważać. I tylko tyle. Kilka prostych słów lub zwyczajnego działania  działania.

człowiek, tylko człowiek?!

człowiek, po człowiekuOd samego początku naszego istnienia, od pierwszego kamienia, z którego zrobiliśmy narzędzie uwijamy się bardzo pracowicie, aby ułatwiać, przyspieszać, upraszczać nasze życie. W tym wielkim pochodzie naszego rozwoju wymyśliliśmy koło, prasę drukarską, kanalizację, silnik spalinowy, procesor. Do tego nieustannie pcha nas do przodu potrzeba poznania. Zajrzeć tam gdzie się nie da, dostrzec to co niemożliwe. Przeanalizować DNA, poznać do końca tajemnicę neutrin, odkryć jeszcze jedną planetę układu słonecznego. Cały czas do przodu, nauka nie może spać, tak samo jak kolejne nowości jakie pojawiają się w naszym ręku.
Ten nasz rozpęd postawił nas jednak przed tym, czego nie doświadczały poprzednie pokolenia. Medycyna ratując nam życie w coraz bardziej niemożliwych sytuacjach stawia przed nami kwestię śmiertelności, czym staje się bowiem eutanazja? Odmową wobec kolejnej terapii, wydłużanym życiem, czasami wbrew już wszystkiemu?
Ta siła nauki postawiła nas przed zdziwieniem ile jeszcze człowiek może przesunąć granic. I tu nie chodzi tylko o klonowanie, już bioniczne kończyny zaczynają być dla nas prowokacją, każą niektórym pytać to kim ja jestem? Czym jest moje ciało? Tak wymienialne, tak nieistotne, czy może stając się obiektem modyfikacji staje się płaszczyzną prowadzącą mnie do przyszłości?
Ta szybkość naukowych odkryć postawiła nas w niezręcznej sytuacji, czy pojawienie się sztucznej inteligencji zaneguje istnienie człowieka? A może człowiek nie będzie już potrzebny, kiedy maszyny zaczną myśleć i pewnie kiedyś odczuwać?
Wyobraźnia może nas rozpalać w wizjach fantastycznych. Faktem jednak pozostaje, iż nauka coraz bardziej przyspiesza, coraz bardziej też kwestionuje to, co całe stulecia nazywaliśmy naturalnym. Tak jak narodziny dziecka, które dzisiaj mogą mieć więcej wspólnego z pracą naukowców, niż z „naturalnym” aktem poczęcia. Tak jak starość, która przykryta jest pod skalpelem, wypełniaczami, zamaskowana zostaje przez sposób życia. Czy tak jak nasze ciało, coraz bardziej przepracowywane zaczynając od szczepionek, poprzez lekarstwa po rozruszniki serca, i sztuczne, bądź przeszczepione organy.
Przesunięcie naturalności w sferę technologii i biotechnologii oznacza zmianę samego bycia człowiekiem. Przewartościowanie niektórych idei, poglądów, zmianę postępowania. Odpowiedzenia sobie na pytanie czy rzeczywiście, tak jak przyzwyczailiśmy się do tego, człowiek jest najważniejszy. Naukowy postęp miał służyć człowiekowi, często też wynikał z potrzeby polepszenia ludzkiej kondycji. Im bardziej jednak się rozwija, tym mocniej stawia przed nami pytanie czy człowiek jeszcze będzie w tym wszystkim potrzebny.
Projektanci nowej, transhumanistycznej natury, postczłowieka planujący dla owej istoty trwalszą skórę, silniejsze receptory, zwiększone możliwości intelektualne przez rozbudowę mózgu, tym samym usuwając wszystkie niedoskonałości ludzkie. Ból, ograniczenie intelektualne, zmysłowe mają zostać usunięte, a wraz z nimi niedoskonałości bytu ludzkiego, ciągłe wybrakowanie naszej natury.
Często jednak wraz z rozwojem nauki, z rozwojem możliwości jakie ona daje pojawia się strach. Tak jak wobec transhumanistycznych opowieści – strach o nasze dalsze istnienie. Widmo dziecka dr Frankensteina unosi się nad nami, tabu tego, co naturalne wciąż do nas powraca. Stąd krytyka sztuczności, stąd negacja rozwoju technologicznego jako zagrażająca temu, co ludzkie. Czy jednak do samego działania człowieka, do jego rozwoju nie przynależy ciągła zmiana? Czy jednak w samą kondycję, tę naturalną człowiek, nie wpisana jest nieustająca ewolucja? Czyż nie istniało przed nami życie? Czy człowiek zawsze musi trwać i to w takiej formie jaką znamy?
Nasze obawy i niechęć do tego, co nowe często wiąże się z miłością własną, gatunkowym sentymentem, nieustannym powtarzaniem sobie, że my ludzie jesteśmy ważni. Pytanie jednak czy rzeczywiście jesteśmy aż tak ważni? A może poza tą miłością własną i potrzebą przetrwania pojawia się coś nowego. Nowe istnienie, nowe funkcjonowanie świata. A może tylko cisza, w końcu matka Gaja trwała i przed naszym rozwojem, tak samo więc poradzi sobie i bez nas…