Wiosna, ach wiosna

Bez tytułuPtaki śpiewają coraz głośniej. Powoli wkrada się wiosna. O poranku jeszcze tylko 4 stopnie, ale w południe słońce potrafi już świecić mocniej. Kot gubi futerko, przecież nie będzie chodził w zimowym cały czas, pies szaleje na spacerze czując coraz to nowe zapachy. Drzewa zbierają się powoli, lada dzień wypuszczą pierwsze liście.

W niektórych domach trwają wiosenne porządki. Wyrzucanie starych pudeł, ktoś znalazł szal po babci. Tak stary, że do niczego się nie przydaje, tylko by przez chwilę o babci pomyśleć.

U niektórych ludzi trwa zamęt. Kolejna wiosna w powietrzu. Wychudzona kotka urodziła kocięta. Przez całą zimę szukała bezpiecznego miejsca, ale z każdej piwnicy ją przeganiali. Teraz inni ludzie zabierają jej małe do lecznicy. Mają odrobinę szczęścia, ktoś może się nimi zajmie, ona już nie dała rady.

U niektórych ludzi trwa radosne podniecenie. Można wziąć psy i puścić się w las. Wreszcie będzie można zacząć polowania. Najpierw rozgrzewka na kotach, potem wrzucanie psów do nor dzikich zwierząt. Będzie dużo radości.

Niektórzy ludzie są zdeterminowani. Stoją w parku i pikietują. Drzewa też mają znacznie, nawet tu w mieście. Pozwalają nam oddychać. Kolejny parking nie jest potrzebny tak jak powietrze. Wariaci wchodzą na drzewa.

Stary człowiek przypomina sobie młodość. Wiosną robi się czasami sentymentalny, tylko dlaczego? Tego już nie pamięta.

Wiosna unosi się w powietrzu. Dla człowieka, dla zwierząt, nad parkiem, którego chcą ściąć i postawić nowe miejsce na parking, nad potrzebującym zwierzęciem, nad samotnym człowiekiem. Przychodzi ona dla tych, którzy nie myślą ile zadają krzywdy i dla tych, którzy potem długo leczą rany innych istot. Niektórzy mówią, że wiosna jest nadzieją, odradzającym się życiem. Dla mnie wpisana jest w cykl życia, jak kolejny etap, powraca do nas nieustawicznie. Czasami nachalnie przypominając nam o naszym przemijaniu, czasami budząc radość, zwłaszcza, gdy ptaki podskakują na parapecie, a nasi przyjaciele zaczęli się ze sobą spotykać. Wiosna jest dla wszystkich bez wyjątku, tak jak życie. W swoim ślepym trwaniu domaga się byśmy ją świętowali, tak jak powinniśmy szanować każde istnienie. Nieważne jak długie i jak istotne dla świata. Jak każdy prosty gest, nowy liść, jak każdy niechciany kot który później będzie pałętał się po ulicach. Wiosna po prostu jest – jak nasze życie.

Reklamy

Inni

inniWychodząc z domu i idąc utartymi ścieżkami do pracy, na spotkanie służbowe, z przyjaciółmi zakładamy, że dookoła nas żyją znajomi nieznajomi. Codziennie spotykani na ulicy, sąsiedzi z kamienicy obok, z osiedla, z jednego podwórka. Ci sami ludzie parkujący obok nas, wychodzący tak jak my z psem na spacer, szukający kota, który im się wymknął nad ranem z domu. Mamy też swoich znajomych nieznajomych, panią w dziale z pieczywem, która przeciągle odpowiada buuułki są z rana i już wiadomo, że nie są, pana, który narzeka na brak drobnych, ale nam jakoś wybacza, gdy kupujemy gazetę. Jeszcze precle, bilety, kawa w kawiarni, a za tym wszystkim nasi znajomi nieznajomi, czasami nawet już lepiej znani, po rozmowach zaskakująco wydłużających się, po uśmiechu z tego samego dowcipu. Wychodząc z domu idziemy utartymi ścieżkami tych, których znamy i nie znamy.

Z drugiej strony barykady są ci inni. Tak radykalnie inni, z kolorem skóry, z ubraniem i zachowaniem dla nas odmiennym. Są jeszcze ci inni, którzy w nocy krzyczą coś pod naszymi oknami, tłuką butelki na plantach, tak że rano nie można spokojnie psa wyprowadzić. Ci inni, którzy okupują nasze miejsca, czasami wypierają nas z wcześniej zadomowionej przestrzeni.

Ci inni nie muszą mieć innego koloru skóry, nie muszą inaczej mówić, a jednak oddziela nas od nich wszystko, co oni zdołają wykrzyczeć, zdewastować, nachalnie zająć, zdominować. Ci inni, dla kogoś zwyczajni, swojscy, nas oburzają, budzą strach, rodzą niechęć czy nienawiść. Są bardziej obcy niż nie jeden emigrant, czy cudzoziemiec.

Jak pisał Clifford Geertz nie trzeba antypodów – „inny zaczyna się na granicy mojej skóry”. Nie trzeba wielkich wydarzeń, czasami jedna rozmowa rodzi obcość, zdziwienie, jak tak można. Wystarczy czasami jeden gest, niezrozumiały dla nas jak kopnięcie psa, czy wyzwisko pod adresem drugiego człowieka. Czasami miła rozmowa kończy się w połowie zdania, kiedy uświadamiamy sobie, że coś nas przeraża w wypowiedzi innego, kiedy czujemy dziwny chłód odmienności.

Jak poradzić sobie z tą odmiennością? Ona nie chce się integrować, trwa przy swojej pewności, że naród winien być czysty etnicznie, że istnieje jeden właściwy wzorzec zachowania, jedna prawda. Tu nie ma dyskusji. Tu nie można rozpocząć negocjacji i dialogu.

A jednak ci inni są wśród nas. Czasami słabi i wystraszeni jak my, więc muszą się chować za wulgarnym słowem i nachalnym zachowaniem. Czasami nieświadomi, nikt im bowiem nigdy nie powiedział, że drugi człowiek jest tak samo ważny jak oni. Czasami zagubieni we frazesach i hasłach, których do końca nie rozumieją, ale czują jedność z takimi jak oni, czują dom, może ten dom, który dla nich wcześniej nie istniał.

A jednak ci inni są wśród nas, czasami tak samo wykształceni, tak samo uśmiechający się do świata i ludzi, tylko w sercu nieustępliwi, wierzący, że ich prawda jest najważniejsza. Ci inni wytwornie będą nas lekceważyć, pokażą nam milczeniem gdzie nasze miejsce. Mądrze wytłumaczą, dlaczego tylko oni mają rację. Tak samo jak my nie wierząc, że można być aż tak innym.

Wychodząc z domu wchodzimy w codzienność, znajomi nieznajomi mijani po drodze uśmiechają się do siebie, inni złośliwie komentują, patrzą, grożą, zachowują się agresywnie. Codzienność idzie jednak dalej.

Wdech nienawiści, wydech miłości, świata nie budują ci co nienawidzą….

Ukryte

ukryteDobrzy ludzie rozmawiają ze sobą uprzejmie, uśmiechają się do siebie, zadają sobie grzeczne pytania. Dobrzy ludzie reaguje na nasze problemy, starają się pomóc, są otwarci. Dobrzy ludzie czasami irytują się gdy ktoś niegrzecznie popchnie ich na ulicy, wsiądzie pierwszy do tramwaju, zajmie miejsce. Dobrzy ludzie nie lubią jak niektórzy zagłośno rozmawiają, nie pozwalając prowadzić kulturalnych rozmów. Czasami nawet ci dobrzy ludzie pytają siebie, dlaczego ci inni muszą być tak nachalni, skoro przyjechali do nas powinni się przecież dostosować, nauczyć normalnych zasad postępowania, powinni zacząć normalnie żyć.

Dobrzy ludzie, nakarmią dzikie ptaki zimą, pomogą sąsiadowi wnieść zakupy, uśmiechną się do sprzedawczyni w sklepie. Znają zasady postępowania, savoir vivre swojej kultury. Oczekują tego samego od innych. Zasiedzeni na swoim miejscu, przyzwyczajeni do swoich poglądów, zachowań, nawet nie wiedzą kiedy spoglądają zdenerwowani lub z dezaprobatą na drugiego człowieka, który pojawia się z nikąd.

Ten inny, który za głośno mówi, za dużo gestykuluje, inaczej się ubiera, inaczej chodzi po ulicach, mówi, zachowuje się ma drażniący zwyczaj pojawiania się z nikąd, domagania się w urzędach karty stałego pobytu, obywatelstwa. Chce pracować, mieszkać, założyć rodzinę, ma nadzieję, że dotarł do nowej ojczyzny, lub boi się obcej mu rzeczywistości. Czasami uciekał przed głodem, czasami uciekał przed fanatyzmem, beznadzieją, wojną, brakiem szans na spokojne jutro. Czasami zmusiła go do tego rodzina, jej nędza, czasami pchała go nadzieja na zupełnie nowe, dostatnie życie.

Ten inny nie potrafi zrozumieć dlaczego ma odsunąć się na stosowną odległość, dlaczego ma czekać na swoje miejsce. Czasami dziwi się czego od niego oczekują w pracy, gubi się w relacjach pomiędzy poszczególnymi nowo poznanymi ludźmi. Nie zna języka, nie potrafi się go nauczyć. Może bać się nowych zwyczajów, lub pojmować je jako niestosowne, niedobre, niebezpieczne. W nowej przestrzeni jak w pułapce z której nie ma dokąd iść, ponieważ w jego starej ojczyźnie nie ma dla niego już miejsca.

Stereotypy, wzorce kulturowe, szybkie osądy, pochopne spostrzeżenia i wartościowanie tak naprawdę dotyczą nas wszystkich. To nie źli ludzie złorzeczą na emigrantów, to nie brutalni narodowcy chcą ich przegnać z naszego podwórka. To często my dobrzy ludzie,  nie potrafimy zrozumieć drugiego człowieka zaplątani w nasze normy i przyzwyczajenia.

To dobrzy ludzie mogą zacząć też zmianę, ucząc się innego, otwierając na niego. To najtrudniejszy proces, ingeruje bowiem w nasze rozumienie normalności, nasze poczucie tego, co słuszne. To trudny proces ponieważ zmusza nas do nieznacznego zakwestionowania siebie, wybija nas z kolein słuszności, ciągłego przekonania, że właśnie tak jest i tak ma być.

Te pół kroku w stronę innego może pozwolić mu zrobić do nas następny krok. To zawieszenie własnego sądu może dać nam inne spojrzenie i na nas samych. Dobrzy ludzie lubią swoje przyzwyczajenia, wartości, normy. Dobrzy ludzie mogą się też zmieniać. Wystarczy, że zaczną dostrzegą w innym to, co zakryte, jego utracone życie, w jego utraconym świecie.

Sprzątanie

IMG_1094

Stara dobra bajka „O czym szumią wierzby” zaczyna się sceną szaleńczego sprzątania. To Pan Krecik czując w powietrzu wiosnę biega po całym domu zamiatając, pastując, wynosząc, segregują, coraz bardziej zmęczony i coraz bardziej zdeterminowany, by zrobić porządek.

Sprzątanie, czynność codzienna, robiona prawie bezwiednie, bez zastanowienia, gdy po śniadaniu sprzątamy ze stołu naczynia, gdy w pracy sprzątamy biurko by uporządkować dokumenty. Człowiek z codzienności potrafi zrobić jednak świąteczny rytuał. Wielkie sprzątanie wiosenne, wielkie porządki przed każdymi świętami, tak by podnieść same święta do rangi czystości i na tym dosłownym, materialnym poziomie. Czasami buntujemy się przed tym męczącym rytuałem, ale i tak większość z nas sprząta zawzięcie w poczuciu obowiązku.

Czasami robimy coś więcej. Wielkie sprzątanie ziemi, rytualnie próbujemy oczyścić matkę naturę z tego, co pozostawiliśmy po sobie bezmyślnie wyrzucając śmieci na wycieczce, upychając śmieci do i tak przepełnionego już kosza. Matka Gaja musi znosić naszą bałaganiarską i wszechobecną działalność od tysiącleci. Odkąd tylko człowiek zaczął budować swoje narzędzia, przeszedł na tryb osiadły zaczął produkować śmieci. Na początku biodegradowalne, później coraz bardziej toksyczne. Wraz z rozwojem kultury i ludzkich możliwości rozrosły się ludzkie miejsca zamieszkania a z nimi wydajność w produkowaniu śmieci. Im większe miasto tym większe śmietniska.

Nauczyliśmy się z tym żyć. Czasami nawet jesteśmy dumni z naszych osiągnięć i możliwości technicznych, cywilizacyjnych, z dumą spoglądając na nasze dokonania, zapominając, że wiążą się one, jak wszystko ze skutkami ubocznymi. Mamy też swoje rytuały wielkiego sprzątania, mamy swoje metody segregowania, uzyskiwania wtórnych surowców. Mimo to, cały czas zanieczyszczamy, śmiecimy, trujemy. Mimowolnie, ukradkiem, piorąc, myjąc naczynia, wsiadając do samochodu, czy samolotu zostawiamy za sobą odpady. Jak w błędnym kole, nawet przy staraniach, człowiek cały czas działa jak największy szkodnik na ziemi. Podgryza, wypala, brudzi i przebudowuje naturalny obraz świata.

Pozostają jednak do zrobienia rzeczy małe, wystarczy czasami posprzątać, swoje otoczenie, nie zostawiać śmieci w lesie, nie wrzucać ich do wody, wystarczy czasami pomyśleć o innych, o świecie który nas otacza. Świata nie zmienimy, ale możemy zmienić siebie. Matka Gaja będzie znosić nas nadal w udręczeniu. Można jednak trochę jej pomóc, wystarczy dobra wola. W weekend można zostawić samochód w garażu, naczynia umyć mniejszą ilością detergentu, zakupy przynieść do domu w tej samej reklamówce co w zeszłym tygodniu. Takie działanie oczywiście jest mniej wygodne, może być nawet irytujące, jesteśmy jednak to winni światu, który nas stworzył, innym istotom, którym zabraliśmy naturalne warunki do życia.

W powietrzu nie trzeba poczuć wiosny by zacząć sprzątać. Czynność przywracająca porządek, pozwalająca na uporządkowanie przestrzeni i myśli, skonfrontowania się z tym, co było, gdy brniemy przez zeszłotygodniowe notatki, odkurzamy książki, zmywamy kroki pozostawione w przedpokoju. Rzeczywistość wraca do stanu gdzie zapada cisza. Ten moment, kiedy w wysprzątanym mieszkaniu lub domu pachnie świeżością i wszystko dookoła staje się przejrzyste. To jednak moment, potem przebiegnie kot, pies rozrzuci swoje zabawki, my zaczniemy nasze codzienne życie. Człowiek to istota bałaganiąca homo confusio siejący zamęt, nawet jeżeli usilnie chce posprzątać.