Poniedziałek – po prostu poniedziełek

h11W poniedziałek można usłyszeć narzekanie płynące z mediów o tym, że tydzień pracy nam się zaczął i tak długo do piątku. Niektórzy z nas stwierdzą, że w poniedziałek się nie zaczyna (dlaczego nie wiem, podejrzewam, że ci którzy nie lubią zaczynać w poniedziałek też za bardzo nie wiedzą dlaczego). We wtorek i środę zawzięta konieczność opanuje wszystkich dookoła. Rano praca, wieczorem dom. W środę zacznie się wielkie odliczanie i wielu z nas pomyśli, że jeszcze dwa dni i spokój. W piątek euforia, weekend przed nami. Niedziela wieczór – nostalgia spowodowana nadchodzącym poniedziałkiem.

Gdy słucham programów w radiu i telewizji, gdy czytam w internecie rozmaite wpisy narzekające na poniedziałek i gloryfikujące piątek, dające radę jak poradzić sobie z niedzielną chandrą i walczyć z poniedziałkową depresją nasuwa mi się jedno pytanie: dlaczego tak bardzo przeszkadza nam nasza własna praca? Może dlatego, że sami w tej pracy bywamy dla siebie źli, okrutni, nieprzyjaźni? Zapominamy jednak, że w niej właśnie spędzamy nasze życie. Stosunek do drugiego człowieka nie powinien się zmieniać tylko dlatego, że przekroczyliśmy próg naszej firmy, sklepu, uniwersytetu. Słowa o mobbingu nie są pustymi słowami. Sami budujemy nasze relacje z innymi ludźmi, za nie też powinniśmy brać odpowiedzialność. Wykorzystanie drugiego człowieka, przedmiotowe traktowanie jest po prostu złe, niezależnie od tego, jakie mamy cele i założenia.

Umiejętność współpracy to drugi ważny aspekt. Tak jak budowanie relacji między nami tak otwarcie na drugiego człowieka, możliwość, jakie daje współdziałanie są podstawowe. Współpraca wymaga jednak od nas szacunku do drugiego człowieka, zobaczenia w nim partnera/partnerki. To również rezygnacja z egoizmu (przynajmniej zagłuszenia na chwilę poczucia jak bardzo jest się ważnym). Dzięki współpracy można więcej – to banał? Trzeba też pamiętać, że dzięki niej można inaczej patrzeć na ludzi, nauczyć się szanować ich wiedzę, kompetencję, kim są.

Są jednak tacy, którzy zapominają w swej złości na pracę i na poniedziałkowe obowiązki, że jest ona luksusem. Wiedzą o niej wszyscy ci, którzy stoją pod bramami fabryki w Indiach czy Chinach i czekają na szansę zatrudnienia. Wiedzą o niej wszyscy emigrancie, którzy wyruszają w niebezpieczną podróż, często narażając swoje życie w przeładowanych barkach, szalupach, by tylko dostać się do miejsca, gdzie praca jest możliwa. Wiedzą też o niej bardzo dobrze ci, którzy udają, że przyszli na rozmowę kwalifikacyjną z wygodnego domu, a nie tymczasowo splecionego siedziska pomiędzy innymi domkami slumsów – licząc na to, że nikt nie zauważy ich biedy, nie spojrzy na właściwy brak adresu. Tak samo beznadziejnie, wiedzą o tym i ci, którzy liczą dni do kolejnego miesiąca zastanawiając się czy ktoś jeszcze ich zatrudni, czy może jest to ostatni ich miesiąc w domu.

Praca jest luksusem, na którego nie każdego stać, luksusem, który pozwala na mniej lub bardziej dogodne życie. Godność kiedy nie wyrzucają nas z domu, kiedy można iść z przyjaciółmi na kawę, a nie dziękować im i uciekać udając, że ma się jeszcze dużo do załatwienia w domu. Radość kiedy można sprezentować coś bliskim. Normalność kiedy można zapłacić rachunki i spokojnie zjeść obiad. Czasami z perspektywy codzienności wydają się to rzeczy małe, wręcz błahe, codzienne, rutynowe, a może nawet nudne. Są jednak takie dzięki pracy, jej posiadaniu.

Praca jest luksusem, o czym niekiedy zapominamy – codzienność zbyt łatwo nas przyzwyczaja, zbyt łatwo powtarzamy za innymi westchnienie, że to już poniedziałek. Zapominamy, że to dobry dzień. Jak każdy inny w naszym życiu.

Reklamy

7 thoughts on “Poniedziałek – po prostu poniedziełek

  1. Poniedziałek – który to dzień tygodnia? Moje poczucie nie zawsze jest zgodne z normą ISO.

    Może w „niestraszny mi poniedziałek/nie lubię poniedziałku” zachodzi ten sam związek, co w wypowiadanych pod koniec tygodnia formułach: „muszę odpocząć/muszę odreagować” (a jest to zgoła co innego…)?
    Po trudzie, w odpoczynku, łatwiej pamiętamy o tym, że praca istotnie jest luksusem i cieszą nas jej „frukta”. W poczuciu ciągłego udręczenia tracimy spostrzegawczość i wrażliwość (rozumienie) – na świat, na ludzi, na samych siebie.

  2. Tak, skupiając się na codzienności można łatwo zapomnieć o tym, że warto jest cenić to co się ma. Nie przez porównanie, że „inni mają gorzej”, lecz przez wdzięczność, nawet jeśli to tylko zbieg okoliczności rzuca nas w określone miejsce czasu i przestrzeni.
    To, że w niedzielne wieczory nie jest łatwo myśleć o pozytywach poniedziałkowych poranków, nie oznacza, że należy się pogrążać w negatywnych wizjach. Warto zaś poszukać dobrych stron: małych przyjemności, drobnych nagród dla samego siebie. Ale, żeby móc szukać, trzeba najpierw poczuć, że można wyjść z kręgu powtarzanych negatywnych twierdzeń, że można mieć aktywny wpływ na postrzeganie rzeczywistości, że nie jest się niewolnikiem tylko jednego sposobu patrzenia na świat.

  3. A jednak… o tym, że praca jest dobrem cennym i coraz cenniejszym większość wie dobrze. Wiedzą o tym także (a może głównie?) ci, którzy są szafarzami tego dobra. I korzystają z tej wiedzy, nierzadko bezwzględnie. To w tych nadużyciach „woli mocy” dysponentów pracy szukałabym przyczyny tego, że wpędza w stany subdepresyjne tych, którzy pracują. Trudno spodziewać się, że kto pracuje w warunkach bardzo przypominających systematyczny mobbing, będzie do tej pracy rwał się z pieśnią na ustach. A tzw. miękkie formy mobbingu nie należą do rzadkości… właśnie dlatego, że wiadomo, jak bardzo cenna jest praca. Poczucie, które w takiej sytuacji się lęgnie, o ile wprost nie jest początkiem depresji, w najlepszym razie pozostaje na granicy zniechęcenia i apatii.

    • A i tu warianty świadczą o tym, jak bardzo problem jest złożony. Bo nie brak przecież osób, które dobrowolnie rezygnują z godności osobistej w imię „godnych zarobków”. I nie zawsze po to, by „wykarmić rodzinę”.

      Sami też przymykamy oczy na naruszanie dóbr osobistych, bo nie chcemy rezygnować z dóbr konsumenckich.

      I w końcu: instrumentalne traktowanie pracowników – to przypadłość nie tylko chlebodawców.

  4. To prawda, ze rzecz jest bardzo złożona. Niekiedy mam jednak wrażenie, że owa złożoność rzeczy bywa traktowana jako alibi, aby wycofać się z mówienia o przypadkach elementarnych. Tych właśnie, kiedy nie o wybór miedzy akceptacją niegodnego traktowania a uszczupleniem środków na bardziej wyrafinowaną konsumpcję chodzi, ale o wybór między przyzwoitymi warunkami pracy a brakiem pracy i niemożnością zaspokojenia potrzeb podstawowych, tych z samego fundamentu piramidy Maslowa. Proszę zauważyć, jak właściwie bez echa przechodzi książka Michaela Sandela, „Czego nie można kupić za pieniądze. Moralne granice rynku”… a wydawałoby się, że tacyśmy rozgadani i że dyskurs publiczny raz po raz wpada w moralizatorstwo. A tu jakieś ledwie napomknienia, przez kwiatki i rabatki. To bardzo wiele mówi o jakości tego dyskursu; i o tym, co Autorka „wywołała” we wpisie poprzednim też.

    • Z tych samych powodów ten sam dyskurs publiczny częściej mówi o „średniej krajowej” niż o „wynagrodzeniu minimalnym”. W przypadku tego ostatniego, chętnie wylicza przepływ gotówki „pod stołem”, milczy zaś na temat osób, które zgadzają się na gorsze warunki i pensje niższe od tych, które przewiduje ustawodawca.
      Samo rozwarstwienie społeczne to bodaj największy problem ekonomii.

      Myślę jednak o tej złożoności problemu, która sprawia, że część „godnie-zarabiających” (nierzadko są to zwolennicy twardej ekonomii) mówi o przypadkach elementarnych używając hasła-klucza: „niezaradność”. Myślę o przypadkach obrażania pracowników przez klientów-konsumentów (bo cena się nie zgadza, bo produkt posiada niedoskonałości albo jest przeterminowany), myślę o dbałości o nomenklaturę: z szacunkiem mówimy o konserwatorach powierzchni płaskich, bez skrępowania rzucając na ziemię paragon czy zużyty bilet.
      Prekarność zatrudnienia interesuje nas o tyle, o ile dotyczy nas samych.

      I wystarczy nam jedno kliknięcie w brzuszek pajacyka, by zaspokoić dzienną dawkę humanitaryzmu.

  5. Ekonomia nie wisi w powietrzu. Jest groźną iluzją przeświadczenie, że funkcjonuje ona poza systemem kulturowym. Tu by trzeba było solidnie podrążyć, na ile utrzymywanie tej iluzji – ba, nadawanie mu rangi „oczywistości – jest celową robotą ideologiczną. Obliczoną, pomiędzy innymi, właśnie na „zabicie” (i wcale nie jestem pewna, że to tylko metafora i ze cudzysłów jest tu najwłaściwszy) takiej drobnej myśli, że ekonomia to też jest miejsce, gdzie dzieje się (albo się nie dzieje) moralność. Więcej – że to moralność tę ekonomię kształtuje.
    Wiele tu wyjaśniają przykłady, podane w poprzednim komentarzu: nie jest bynajmniej ekonomicznie niezbędny brak szacunku dla ludzi, wykonujących proste prace. Nie da się zatem braku tego szacunku bronić osławionym „rynek tak zdecydował”. Jednak ów brak – ze sfery etycznej, więc kulturowej – na sferę gospodarowania się przekłada. W trochę bardziej złożonym przykładzie – braku szacunku dla pracy twórczej, w mniemaniu, że jest ona „kwiatkiem do kożucha”, rodzajem decorum, bez którego można „normalnie żyć” – ten brak też się na ekonomię przekłada: i wyraża się przecież zaklinaniem rzeczywistości, że ma być „kreatywnie i innowacyjnie”. Nie jest. I znowu nie z „gołego” niedostatku technologicznego, ale dlatego, że tak się nie da – zarazem fundamentalnie deprecjonować wysiłek intelektualny i oczekiwać, że – pstryk! – pojawi się tam, gdzie mu się wskaże jego niezbędność.

    Tak czy owak, wracamy do naszych skryptów kulturowych – bo to one kształtują nasze zachowania w każdym, także ekonomicznym, sektorze. Po naszej, pracujących, stronie jest też niemało takich „ślepych plamek” moralnych; i bez wątpienia jedną z nich jest głębokie przeświadczenie, że jakość naszej pracy jest „moralnie obojętna”, a satysfakcja z tego, że coś robi się dobrze, może być aż „moralnie podejrzana”. to też są sprawy do pilnego przetrząśnięcia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s