Cisza?

hałasPo ulicy rozkrzyczany i roztrąbiony tłum, w kawiarni dziecko krzyczy, ekspres do kawy wyrzuca parę i espresso, za rogiem słychać awanturę dwójki ludzi. Przydałby się moment ciszy. Dookoła nas zgiełk przerywa nasze myśli, lub tępo otula tak, że nawet już nie zauważamy ciągłego hałasu. Miasto pulsuje swoim rytmem, włączanych silników, ruszających samochodów, rozmówi, kłótni, śmiechu, płaczu. Cała rzeczywistość wypełniona dźwiękami daje się nam wyjątkowo głośno. Kultura rodzi się w zgiełku i w nim trwa.

Czasami próbujemy uciec. Na kilka dni zanurzyć się w innej rzeczywistości. Marzenie by powrócić do natury pozostaje w nas żywe. Czym jednak jest natura? Pulsem, uderzeniem serca, krokami szurającymi na żwirowej drodze, zgiełkiem ptasich śpiewów na wiosnę, ulewą.

Wolimy oczywiście tamten zgiełk, śpiew ptaków jest dla nas piękny, uderzające krople o szybę mogą uspakajać. Ale dlaczego? Czy tylko dlatego, że za tym nie stoi żaden człowiek? Czy może dlatego, że kojarzą nam się z pierwotnym spokojem?

To wszystko jednak mity. Pierwszy mit powrotu do natury, której tak naprawdę nie ma, bo ona jest w nas, zamknięta w naszym kulturowym świecie. Zapominamy tylko pod zgrabną teorią człowieczeństwa, że jesteśmy zwierzęciem. Sam powrót też jest mitem, chyba, że pragniemy powrócić do stanu gdzie zaczęliśmy się prostować. Tylko jak bardo trzeba by było się cofnąć by odzyskać to, co stracone? Czy jest sens takiego powrotu niemożliwego? Wystarczy, że z namaszczeniem wypowiadamy, od jutra się odcinam, mam wolne, nie ma mnie dla nikogo. Telefon będzie służył tylko jako nawigacja. Ubrania jako okrycie, pożywienie skromne. Jednak mamy to wszystko i ukradkiem, pozostajemy w tym świecie kultury, od którego chcielibyśmy odpocząć.

I tak pozostajemy w zgiełku kultury, cichych słów, szeleszczących kartek papieru, rozmów sąsiadów prowadzonych za ścianą. Innej rzeczywistości nie mamy, nawet jeżeli odjedziemy od domu wiele kilometrów szukając ucieczki.

Zastanawiam się tylko, czy warto uciekać. Miasto ma swój rytm, jak męczący, to monotonny. Wchodząc w niego powoli przyzwyczajamy siebie do naszego miejsca, oswajamy dźwięki dookoła nas, opowieści, jakie one w sobie niosą. Możemy wówczas nauczyć się usłyszeć coś innego. Mruczenie kota na kolanach, trzeszczenie śniegu o poranku, kiedy idziemy po śniegu, szum drzew w parku. Niby tak nie wiele, ale wprowadza inny kontekst, daje nowe dźwięki, rozwijające nowe wyobrażenie o przestrzeni jaką zajmujemy.

Chęć ucieczki konfliktuje nas tylko z miejscem, w którym jesteśmy. Umacnia nas w przekonaniu, że to, co nas otacza jest złe i sztuczne. A przecież te decybele, szum ulicy, odgłos kroków to cały czas my, nasze zwykłe życie, czy nasza dumna działalność. Nie byłoby tak głośno, gdyśmy nie pragnęli tak bardzo zmiany, gdyby w nasze działanie nie był wpisany rozwój. Nie byłoby dookoła nas tyle sygnałów, odgłosów, warkotów, czy monotonnych dźwięków, gdybyśmy wcześniej nie zakomponowali ich starannie.

Człowiek jest w końcu istotą gadatliwą, czasami gaduła nieznośną, czasami złośliwym krzykaczem, oratorem lub pieniaczem. Tak samo jak mówimy czy szepczemy, tak samo nakręcamy świat dookoła. Tykanie zegara, gotująca się woda w czajniku, wiadomości w internecie lub w radio, czy telewizorze. Wszystko to dookoła powtarza naszą naturalną skłonność do generowania dźwięków.

Ciszy, chciało by się ciszy. Ale wielu ona tak naprawdę przeraża, zawiesza, tak jak puste pomieszczenie, gdzie nikt na nas nie czeka, nikogo dla nas nie ma. W rozmowach i zgiełku jest wypełnienie, człowiek może poczuć się jak u siebie, słysząc strzępy rozmowy, czy rozpoznając znajome mu dźwięki.

Ciszy, niektórzy jej szukają. Ale ona jest w nas, razem z całym tym kulturowych zgiełkiem i hałasem. Jest w naszych myślach, niepewności, niedopowiedzianych zdaniach, ukrytych emocjach, zaklejonym smutku. Czasami ta cisza rozlewa się i niespodziewanie konfrontuje z samym sobą. Czasami staje się dopełnieniem, które od razu chcemy zmienić w głos, póki jeszcze tu jesteśmy.

Dzień babci bez babci

dzień babci bez babciDzień babci. Babic nie ma. Tak jak prababci. Kobiety, które kiedyż żyły, miały pragnienia, próbowały zrealizować siebie. W innym systemie i innym świecie, pomiędzy wojną, opresyjną kulturą, uprzedmiotowieniem kobiety próbowały być sobą.
Dzień babci mam bez babci, ale z realizacjami jej marzeń. Chciała być nauczycielką, uczyć dzieci, pokazywać im jak ciekawa jest rzeczywistość. Chciała spokojnie chodzić po ulicach a nie uciekać przed przeszłością. Mogę spokojnie wejść do sali wykładowej i zacząć rozmawiać ze studentami, mogę iść na spacer z psem, pobiegać rano w parku. Nie ma w tym nic niezwykłego, ot jeszcze jedna kobieta takich jakich wiele.
Często nawet nie wiemy, że realizujemy marzenia z przeszłości, robiąc coś dla nas zwykłego a dla minionych pokoleń niemożliwego. Samodzielność współczesnej kobiety, niedostępna naszym babcią i prababcią, możliwość przeżycia, gdy dla poprzednich pokoleń już gruźlica była chorobą śmiertelną. Normą stało się dla nas coś o czym inni tylko czasami marzyli nie wierząc, że ich marzenia się ziszczą.
Dzień babci bez babci, ale z jej nadzieją. Tylko przez chwilę jestem nostalgiczna, potem zwyczajnie się cieszę, że na tyle pozwala mi już kultura. Ta realizacja potrzeb w naszych genach, gestach, wykonywanych zawodach i dążeniu. Nie ma już tamtych ludzi, my idziemy w swoją stronę, ale w nowych warunkach i z nowymi możliwościami.
Przeszłość ma sens właśnie wtedy kiedy niesiemy ją w sobie i równocześnie możemy ją przekroczyć. Przestają nas dotyczyć dawne problemy i bariery. Możemy wykorzystać przeszłość, żeby zrozumieć teraźniejszość. Nasza codzienność jak wszystko jest dwuznaczna i problematyczna, ale my mamy podwójne życie za siebie i za tych, którzy nie mogli tak realizować siebie.
Rzeka genów, nowe pokolenie, kolejne, po nas kolejne, tak niezmiennie odkąd homo sapiens, sapiens się wyprostował, wziął narzędzie do ręki, zaczął pracować, myśleć nie tylko o sobie i otaczającym go świecie. Kulturowy rozwój bywa uciążliwy, cały czas każe nam się zmieniać, cały czas pokazuje coś nowego, kładzie kolejne wyzwania, buduje nowe ograniczenia. Jednocześnie jest czymś co pozwala nam zrozumieć przeszłość, w niej zrozumieć siebie. Pozwala cieszyć się, że zwykłe czynności nie są już tak ciężkie, konwenans zmienił nasze zachowania, pozwolił na inne rozmowy i odkrycie nowych potrzeb.
Dzień babci bez babci, ale jednak z nią, wobec niej. Jak z niezatartą przeszłością w rysach twarzy, we wspomnieniach, na nowo opowiedzianej herstorii. Idziemy sobie spokojnie przed siebie. Zostało mi jeszcze kilka lata, jeszcze tyle do zrobienia, zrozumienia, ale i do zapamiętania. Święto nas samych i życia trwa…

Tolerancja. Tolerancja?

IMG_1109O tolerancji napisana tak wiele, mądrych słów, podręczników, analiz społeczeństwa. Pojawiło się tyle przepisów, wskazujących na wagę tolerancji w relacjach społecznych, w życiu człowieka. Można by napisać drugie tyle, a i tak za każdym razem musielibyśmy uczyć się tolerancji od nowa. Wiąże się ona bowiem z każdym nowo napotkanym człowiekiem, który nie wpisuje się w nasze normy, z każdą rozmową podważającą nasze przekonania, z każdym nowym poglądem, zaburzającym nasze poczucie zasady. O tolerancji gładko się rozmawia, zwłaszcza w zaciszu sali wykładowej, jej znaczenie zaczyna się jednak na ulicy.

Nie jest wyzwaniem naszych czasów, tolerancja potrzebna była już w tym momencie kiedy ludzie zaczęli ze sobą toczyć wojny i rozwijać rozmaite poglądy. Współcześnie jest jednak swoistym antidotum na krzyczących polityków, zdenerwowanych ludzi, wiadomości niepokojące i tragiczne.

Gierka słów, czy można być tolerancyjnym wobec nie tolerancji ma nam uświadomić jej kłopotliwą stronę, zmagania się z tym, co nam obce czy wręcz zagrażające. To jednak tylko gra, w realnym życiu stoimy tylko przed drugim człowiekiem, z niepokojem przyglądając się jego zachowaniu nie spełniającym naszych standardów.

Największym problemem tolerancji są fanatycy różnych religii, różnych ugrupowań. Idąc na świętą wojnę, wykrzykując swoją prawdę, rzucając bombami, maltretując ludzi tylko za to, że są inni uczą nietolerancji. Widok ekstremistów utrudnia nam dostrzeżenie, że nie reprezentują oni narodu, czy całej grupy etnicznej, nie pozwala nam zrozumieć, że często emigranci uciekają przed takimi szaleńcami ze swojego państwa. Krzyk ideologii nie pozwala usłyszeć kontrargumentów, zabijając rozmowę i wszystko obracając w nienawiść. Pogarda wobec drugiego człowieka, szybko usuwa próby tolerancji.

Tymczasem właśnie wobec takich szaleńców tolerancja jest najważniejsza, pozwala ona bowiem uniknąć generalizacji, dostrzec pośród różnych ludzi indywidualności, zobaczyć, że fanatycy krzywdzą własny naród, że ideolodzy przynoszą szkodę swojej własnej społeczności.

W tolerancji jest spokój, gdyż jest postawą zawieszenia. Znam swoją wartość, znam swoje poglądy ale mogę wysłuchać drugiego człowieka, nie potrzebuję cały czas afirmować swojego zdania, mogę milczeń, by inny mógł mówić. W tolerancji jest dojrzałość, która zna siebie i uczy się rzeczywistości dookoła, pamiętając, że sama kultura cały czas się zmienia i nie trzeba do jej zmiany od razu tarcia wielkich poglądów, wystarczy codzienność, by pojawiło się przewartościowanie wielu znaczeń i kontekstów. W tolerancji jest umiejętność radzenia sobie z sobą samym/sobą samą.

Nienawiść

nienawiść (2) Wkrada się niepostrzeżenie. Nawet nie wiemy kiedy zaczyna nas atakować. Przychodzi bardzo wolno wkradając się wraz z przekonaniem, że wszystko wiemy, potem z wartościowaniem drugiego człowieka (nie wie, nie rozumie, źle postępuje). Patent na wiedzę i na zasady rządzące naszym życiem bardzo szybko stają się tym, co zaczyna decydować o tym kim jesteśmy i jak jesteśmy. Do tego szczypta goryczy, żalu, że nie powodzi się nam tak jak byśmy chcieli, zazdrości, niepewności i strachu. Oto gotowy przepis na nienawiść.
Nienawiść rozchodzi się bardzo szybko w przekonaniach i uogólnieniach, daje siłę i może pozwolić na konsolidację. Człowiek, który wcześniej czuł się niepewnie lub samotnie nagle znajduje się w gronie tych samych osób co on. Wiara, że posiada się wytłumaczenie rzeczywistości, obarczenie winą za całe zło drugiego człowieka.
Nienawiść może być oczywista jak uderzenie fanatyków, krzyk osoby oskarżającej nas o najgorsze. Może też być cicha, niezauważalna, powoli pożerająca nas od środka. Niczym utajona choroba, o której nic nie wiemy, wykrzywiająca najpierw nasze poglądy, dystansująca nas do tych, których uważamy za gorszych, nieprawych. Później rozwijająca się w formę przemocy, gdzie każdy inny objaw zachowania zaczynamy piętnować, stając się coraz bardziej głośnymi.
Sprzyja jej strach, ci którzy nienawidzą często najpierw się boją. Tak jak przeciwnicy emigrantów boją się ich kultury, tego, że pozbawią terytorium, odbiorą pracę. Strach nie pozwala rozpoznać realnie sytuacji, nie zadaje pytania jak bardzo cierpią w obcej ojczyźnie. Uwypukla tylko różnice rodząc zaciekłość i nienawiść.
Sprzyja jej nietolerancja. Tak jak wobec wszelkich nowych form zachowań. Inne ubranie, inny sposób bycia, inny sposób myślenia czy miłości budzi szyderstwo, a później chęć wyeliminowania tego, co niepokojącej. Tak jak wobec nieheteronormatywnych, gdzie zapomina się, że miłość jest zawsze taka samo, pełna oddania i nadziei.
Nienawiść wspiera się też na ignorancji, zadowolonej z siebie niewiedzy, kiedy to człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że nic nie wie o drugim człowieku. Tak jak wobec osób chorych, gdy nawet nie pytamy, co powoduje ich inność. Choroby psychiczne, uznawane za tabu, choroby nieuleczalne przykuwające człowieka do własnego ciała. Odrzucenie zaczyna się już wtedy, kiedy nie wiemy jak rozmawiać, jak podać rękę obawiając się o własne zdrowie.
Ukryta czy jawna, zapadająca w nas i infekująca społeczeństwo, jednostki i całej grupy społeczne zawsze niszczy nie tylko tych, których się nienawidzi. W nienawiści najniebezpieczniejsze jest to, że niszczy ona tego, kto nienawidzi. Zamyka w chorobliwej złości, zatruwa i odsuwa od prawdziwego życia. Każe sprzeciwiać się dla samego sprzeciwu, każe walczyć nawet kiedy nie ma wroga. W ten sposób obraca się przeciwko przepełnionego nią człowieka.
Często nie zdajemy sobie sprawę kiedy nienawiść blokuje nas w sobie. Nawet nie wiemy kiedy zaczynamy mówić już tylko mową nienawiści, zamykając się w kręgu podobnych nas ludzi. Tak naprawdę jednak nienawiść daje złudne poczucie kolektywności, separując jeszcze bardziej, gdyż drugi człowiek zawsze witany jest z dużą dozą nieufności. Ortodoksja nie znosi sprzeciwu, jakiegokolwiek odłamu, służąc samej sobie. Pochłania coraz bardziej w tropieniu wszelkiego zła, sprzeciwu, wszystkiego, co nie jest uznawane za normę.
Nienawidząc zatracamy siebie, świat własnych możliwości, spokój, drugiego człowieka. Znika życie jako przygoda, spotkanie z drugim, dialog, możliwości. W agresji nie ma już nic, nas samych, naszej wolności, pozostaje tylko tępa nienawiść, jak ciągły ból.
Tak, żal mi tych którzy nienawidzą. Znienawidzeni, prześladowani, odrzuceni zawsze mogą przebaczyć, szukać drugiego człowieka, mogą po prostu żyć.

Codzienność

wyczajne Czym jest nasza codzienność? Zwyczajną drogą do domu? Codziennymi rozmowami? Zadaniami realizowanymi bez dostrzegania ich znaczenia i sensu? Codzienność często przedstawia się nam jako monotonna, żmudna, tak jak codzienne chodzenie do pracy, robienie obiadu, zmywanie naczyń, spacer z psem. Niekiedy dochodzimy do wniosku, iż w tej rutynie jest coś obezwładniającego i męczącego, dlatego zaczynamy postrzegać codzienność jako nudne obowiązki, przypisany nam zestawy zachowań, dręczące coraz bardziej i chowające gdzieś przed nami prawdziwe życie.
Pacząc tak negatywnie na codzienność nie dostrzegamy jednak jednego jej istotnego elementu; jest naszym życiem, splotem naszych decyzji, wcześniejszych spotkań, doświadczeń, wyborów. Nie dostrzegamy też, że w codziennej rutynie znajduje się wiele istotnych znaczeń budujących to kim jesteśmy.
Moment świąt magicznie wyrywa nas na chwilę z naszej rutyny, uchyla drzwi do innego rodzaju funkcjonowania w rzeczywistości. Zwolnieni od obowiązków, lub realizując inne jesteśmy w stanie zdystansować się do naszej codzienności. Tylko wracając do niej wszystko psujemy westchnieniem, że już po świętach, że z powrotem wpadamy w kierat naszych zwyczajnych dni.
Gdyby jednak popatrzeć na codzienność w zupełnie inny sposób już drodze do pracy i domu można dostrzec nowy zachód słońca, niezwykłe światło latarni. Odczarowanie rutyny zaczyna się w tym momencie kiedy patrzymy na to, co tak dobrze nam znane jako na coś zupełnie nowego i nieoczekiwanego. Ta sama droga do pracy codziennie wygląda inaczej, niesie w sobie nowych ludzi, nowe sytuacje, nowy kolor dnia.
Gdyby jednak popatrzeć na codzienność od innej strony, nie stale powtarzanych czynności ale przygody. Spacer z psem może być wydarzeniem, nawet jeżeli w parku nie spotykamy nikogo nowego, oprócz znajomych nieznajomych tak samo uśmiechających się do siebie. Przyspieszony ruch ogona i postawione uszy mogą nam pokazać to, co pies wie doskonale a my o tym zapominamy, świat jest niezwykle ciekawy. Trzeba tylko przestać marudzić, że ciągle to ten sam park. Drzewa za każdym razem szumią inaczej, śnieg przykleja się na ubrania w zupełnie inny sposób. Może cieszyć, może męczyć, pokazując coś nowego z naszych doznań.
Gdyby w codzienności dostrzec nowe wrażenia, przygotowywany posiłek nie jest tylko obieraniem ziemniaków, krojeniem pomidorów, to cała transmutacja tego, co naturalne w to, co stanie się obiadem. Przekształcanie rzeczywistości jakie człowiek osiąga w kuchni to możliwość zrobienia czegoś nowego. Trochę soli i ziół zmienia smak potrawy całkowicie, może też zmieniać nas samych, gdy usiądziemy do stołu nie tylko by jeść ale i rozmawiać.
Codzienność jest niezwykłym wydarzeniem dlatego, że jeszcze mamy możliwość coś zrobić z naszym życiem. Budzimy się do nowego dnia, nowych myśli, nowych spotkań. Ciągle żyjemy pomimo upływu lat, pomimo chorób czy smutków. Ciągle mamy wydeptane ścieżki, którymi możemy przemierzać nasze życie.
Wbrew pozorom w rutynie nie czai się nic złego. To tak jak machinalne mówienie dzień dobry. Niby puste słowa, wypowiadane bez zastanowienia, pozwalają nam jednak uśmiechnąć się do drugiego człowieka. Może ten dzień stać się dobry, nawet wtedy kiedy nie wiemy, że właśnie tego sobie życzymy.
W rutynie można poznać drugiego człowieka, utarte zachowanie otwiera drogę do nowej rozmowy, zwyczajny gest może stać się wyrazem przyjaźni.
W naszej codzienności ciągle coś powtarzamy, tę samą drogę do domu, te same czynności, zadania, cały czas zmieniając siebie, gdyż cały czas otwarte są przed nami możliwości, jeżeli tylko będziemy potrafili smakować codzienność. To w końcu luksus iść do pracy i móc wrócić do swojego domu. A spotkanie z drugim zawsze może stać się wydarzeniem, nawet jeżeli otwieramy je zwyczajowym pytaniem.