Okropieństwo nie do przyjęcia

okropne Istnieją okropieństwa nie do przyjęcia, którym mimo ich ciężaru wszyscy jesteśmy poddawani. Weźmy na przykład taką szkołę. Nieszczęsny młody obywatel zasiadając w ławce traci raz na zawsze szczęśliwą zabawę. Od tego momentu wszystko będzie już inne: katorżnicze odrabianie lekcji, niewolnicza nauka, ciężar odpowiedzi na lekcjach, horror sprawdzianów. Co więcej niektórzy niewolnicy idą dalej w swej udręce i dają się nękać w liceum, potem na uniwersytecie. Możemy spotkać również sadomasochistyczne istoty siedzące nad pracą doktorską, piszące w szale zapamiętania i w kompletnym już zniewoleniu habilitację. Przerażenie ogarnia na myśl o profesurze. Ach szczęśliwa zabawa, tak dobrze było w piaskownicy, a tu system człowieka zniewolił.
Istnieją heroiczni rycerze próbujący ludzkość uratować przed zniszczeniem naukom wiedzą, tak jak Sir Ken Robinson promujący by dzieci uczyły się kiedy chcą i czego chcą, szkoły były bez klas, klasówek i ocen, bez zniewolenia i stresu. Promyk nadziei, iż dziecko nie będzie miało zniszczonego dzieciństwa nadmiarem obowiązków, może nawet zostanie dzieckiem, pomimo upływu lat, pomimo…
Co jednak gdy dziecko dorośnie? Jego rodzice będą potrzebowali pomocy? Samo zachoruje? Będzie miało swoją rodzinę?
Obowiązek skrada się za nami przez całe nasze życie. Wkradł się do nas poprzez kulturę promującą pomoc, poświęcenie, altruizm, potrzebę zajęcia się drugim człowiekiem. W sytuacji kiedy trzeba zająć się drugim człowiekiem nie liczy się to, na co my akurat mamy ochotę, odleżyny pojawiają się bardzo szybko, nieuważna pielęgnacja może pogłębiać chorobę – potrzebny jest zatem człowiek, który potrafi nie myśleć o sobie a dać coś z siebie innym. Być może wcześniej siedział w szkolnej ławce i poddawał się innemu obowiązkowi– nauce. Dlatego wyrobił w sobie skrupulatność i chęć do dalszego kształcenia, być może dlatego nie zastanawia się na co ma ochotę, a działa, pomaga. Gdy trzeba zająć się starym człowiekiem potrzebna jest cierpliwość, by na czas podać lekarstwa, wysłuchać kolejny raz opowiadanej historii, zwolnić kroku, pomimo tego, że akurat chce się nam biec. Obowiązek pozwala na działanie wobec drugiego człowieka, pomimo naszych własnych potrzeb, czasami oferując nam innego rodzaju przyjemność: satysfakcję z dobrego stanu naszego podopiecznego, dobrej kondycji jaką ma osobą, której poświęcamy czas.
Gdy zaczyna się nasza własna choroba potrzebna nam jest dyscyplina, samokontrola, trzeba zapomnieć o potrzebach, tym, co się chce, a zająć się życiem. Regularne posiłki, by zrobić zastrzyk z insuliny, ćwiczenia o poranku by być w dobrej kondycji gdy zjada nas SM, spacer pomimo odrętwienia i bólu jaki możemy poczuć po chemii. Choroba jest rytmem, wobec którego można działać, podporządkowując często swe pragnienia temu by utrzymać się w dobrej kondycji.
W dyscyplinie jedni widzą surowość inni utraconą wolność dziecka, jeszcze inni smutny obowiązek, który nas zniewala. Ja jedna widzę w niej możliwości, dzięki dyscyplinie możemy wcześniej wstać i pobiegać przed pracą, możemy więcej zrobić w ciągu dnia, więcej się nauczyć, więcej też przeżyć. Tracąc zabawę dzieciństwa możemy zyskać radość z samego życia. Doświadczenie szkoły może pomóc wdrożyć w nasze życie dyscyplinę, która w dorosłym życiu może nam dać: kondycję, wiedzę, ale i wolny czas (to taki paradoks ale uporządkowany dzień pozwala nam znaleźć chwilę dla siebie).
Dzieciństwo trwa krótko, a później zaczyna się długa droga gdzie coraz bliżej nam do starości i śmierci. Zabawa może być przyjemną rozrywką, ale czy warto dla niej podporządkowywać nasze krótkie życie?
Istnieją okropieństwa nie do przyjęcia, zamykające przed nami beztroski czas, wpychając na w obowiązek. Ale może dobrze, że istnieją, dzięki nim możemy być kimś więcej niż radośnie bawiącym się dzieckiem.

Reklamy

2 thoughts on “Okropieństwo nie do przyjęcia

  1. Paroksyzm okrucieństwa? Wyprawki szkolne no logo. Potrzeba tymczasem łagodzić szok zmiany, motywować, zaspokoić potrzeby estetyczne dziecka, … – z pomocą przychodzi wytwórnia Disneya. I nawet tran jakiś taki mało dorszowy obecnie – smak ma, w wersji dla najmłodszych, owocowy.
    Na drugim biegunie: reklama rajstop El Baby firmy Ballerina.

  2. Dziękuję Ci za ten wpis. Przede wszystkim w imieniu kilkuletniego znajomego, który dyscyplinę musiał opanować, zanim poszedł do szkoły. Powód nazywa się cukrzyca insulinozależna. Młody człowiek jest obecnie ekspertem od liczenia indeksu glikemicznego, planowania swojej diety i od pompy insulinowej. Nie, nie jest „biednym dzieckiem, któremu zabrano dzieciństwo’. Doskonale wie, co to zabawa… ale wie też to, co umyka uwagi całkiem licznych dorosłych (zwłaszcza zawodowych uszczęśliwiaczy dzieci): wieczna zabawa, tak jak wieczne żarcie, do przesytu prowadzi. Wie, że są rzeczy, na które zarazem nie mamy wpływu i musimy mieć je pod kontrolą. On sobie tej choroby nie wybierał ani się do niej nie przyczynił. Zarazem nie chce – tak, ten parolatek nie chce! – aby to, czego nie wybrał, stłamsiło jego pasje. I wie, że sposobem na okiełznanie żarłoczności choroby jest pilnowanie jej – dzień po dniu, każdego ranka, w każde południe – i tak aż do nocy. I tak od każdego rana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s