Normalne-nienormalne

normalne nienorlane obraz Normalne–nienormalne. Prawdziwe–fałszywe. Słusznie–niesłuszne. Moralne–nie moralne. Coraz więcej singli przewartościowuje sens tradycyjnie rozumianej rodziny, coraz więcej homoseksualistów w życiu publicznym zmienia patrzenie na seksualność, coraz więcej niezależnych kobiet wywraca rozumienie roli kobiety w społeczeństwie. Ciągle jeszcze jednak osądzanie – ocenianie wpisane w kulturę wraz z jej normami i zasadami nie pozwala nam spokojnie przyjmować odmienności wobec utartych norm. Jedni bronią się przed zmianą mówiąc o tradycji, zapominając, że ta też jest zmienna (sądząc po odmiennych zrachowaniach i potrzebach naszych dziadków wobec nowego pokolenia czasami można mieć wrażenie, że tradycja jest tylko wybieraną przez nas narracją). Mimo to ciągle jeszcze próbujemy decydować co jest dobre a co złe (idąc w paradzie równości lub idąc przeciwko niej) Kulturowe wzorce czasami traktujemy jak święty kanon nie pomni, iż są one nim tak długo jak długo w nie wierzymy.
Dystansować się wobec zachodzących kulturowych zmian czy z nimi walczyć? Don Kichot współczesności wychodzący do boju w imię stałości i niezmienności nie zauważa, że nie ma już broni. Coraz większa różnorodność postaw otacza nas na co dzień, coraz więcej informacji krąży w świecie mediów elektronicznych, coraz częściej krytycznie myślimy. Dlatego Don Kichot stałości i niezmienności coraz smutniejsze toczy potyczki. Nie oznacza to jednak nowego wspaniałego świata. Animozje i konflikty wpisane są chyba w naszą naturę. Tak jak by człowiek nie mógł zwyczajnie odpuścić, zająć się swoim życiem, tylko ciągle musi walczyć i ciągle musi zmieniać opinię innych.
Tymczasem życie jest krótkie i dzieje się wobec ciekawych możliwości jakie daje nasza codzienność. Wystarczy spróbować na chwilę otworzyć się rezygnując z oceniania, z zastanawiania się co jest normą a co nią nie jest. Na moment wystarczy odłożyć chęć zmiany drugiego człowieka i postarać się przyjrzeć się mu szacunkiem. Wystarczy też skupić się na sobie, czy wszystko w naszym życiu jest zgodne z normą? Czy wszystko tak godne i szlachetne by móc oceniać innych?
Normalne–nienormalne, prawdziwe–fałszywe, moralne–niemoralne. A gdyby odwrócić na chwilę tę ciągłą nostalgię do posiadania wiedzy na wszelki temat i racji danej na prawdy i uznać, że samo ocenianie jest złe, tak jak wartościowanie inności drugiego człowieka. A gdyby tak uznać, że nie ma sensu zapatrywać się w jeden model postępowania, gdyż życie jest zbyt skomplikowane i bogate by sprowadzać je do jednoznacznych odpowiedzi. Może wtedy na chwilę byłoby łatwiej spotkać się z drugim człowiekiem, rozmawiać, być. Może wtedy udałoby się nam skupić na tym, co my samy mamy do zrobienia ze swoim życiem bez moralizatorstwa i ciągłego obserwowania–oceniania innych.
Życie składa się z rzeczy małych, czasami bardzo banalnych, czasami zupełnie nie istotnych. Drugi człowiek może w nie wnieść coś więcej, swoją innością zabarwić codzienność, może zaniepokoić, zastanowić, ucieszyć. Otwarcie na innego nie musi też oznaczać pozbawienia się swoich własnych poglądów. Innego życia nie będzie tylko to które zbudujemy sobie sami, wobec drugiego i jego inności. Można zatem żyć w wiecznym napięciu Don Kichota brawurowo walczącego o jedność „moich zasad”, lub można w zaciekawieniu patrzeć co wyjdzie z dziejących się dookoła nas zmian i różnorodności jaka nas coraz mocniej otacza.

Reklamy

Okropieństwo nie do przyjęcia

okropne Istnieją okropieństwa nie do przyjęcia, którym mimo ich ciężaru wszyscy jesteśmy poddawani. Weźmy na przykład taką szkołę. Nieszczęsny młody obywatel zasiadając w ławce traci raz na zawsze szczęśliwą zabawę. Od tego momentu wszystko będzie już inne: katorżnicze odrabianie lekcji, niewolnicza nauka, ciężar odpowiedzi na lekcjach, horror sprawdzianów. Co więcej niektórzy niewolnicy idą dalej w swej udręce i dają się nękać w liceum, potem na uniwersytecie. Możemy spotkać również sadomasochistyczne istoty siedzące nad pracą doktorską, piszące w szale zapamiętania i w kompletnym już zniewoleniu habilitację. Przerażenie ogarnia na myśl o profesurze. Ach szczęśliwa zabawa, tak dobrze było w piaskownicy, a tu system człowieka zniewolił.
Istnieją heroiczni rycerze próbujący ludzkość uratować przed zniszczeniem naukom wiedzą, tak jak Sir Ken Robinson promujący by dzieci uczyły się kiedy chcą i czego chcą, szkoły były bez klas, klasówek i ocen, bez zniewolenia i stresu. Promyk nadziei, iż dziecko nie będzie miało zniszczonego dzieciństwa nadmiarem obowiązków, może nawet zostanie dzieckiem, pomimo upływu lat, pomimo…
Co jednak gdy dziecko dorośnie? Jego rodzice będą potrzebowali pomocy? Samo zachoruje? Będzie miało swoją rodzinę?
Obowiązek skrada się za nami przez całe nasze życie. Wkradł się do nas poprzez kulturę promującą pomoc, poświęcenie, altruizm, potrzebę zajęcia się drugim człowiekiem. W sytuacji kiedy trzeba zająć się drugim człowiekiem nie liczy się to, na co my akurat mamy ochotę, odleżyny pojawiają się bardzo szybko, nieuważna pielęgnacja może pogłębiać chorobę – potrzebny jest zatem człowiek, który potrafi nie myśleć o sobie a dać coś z siebie innym. Być może wcześniej siedział w szkolnej ławce i poddawał się innemu obowiązkowi– nauce. Dlatego wyrobił w sobie skrupulatność i chęć do dalszego kształcenia, być może dlatego nie zastanawia się na co ma ochotę, a działa, pomaga. Gdy trzeba zająć się starym człowiekiem potrzebna jest cierpliwość, by na czas podać lekarstwa, wysłuchać kolejny raz opowiadanej historii, zwolnić kroku, pomimo tego, że akurat chce się nam biec. Obowiązek pozwala na działanie wobec drugiego człowieka, pomimo naszych własnych potrzeb, czasami oferując nam innego rodzaju przyjemność: satysfakcję z dobrego stanu naszego podopiecznego, dobrej kondycji jaką ma osobą, której poświęcamy czas.
Gdy zaczyna się nasza własna choroba potrzebna nam jest dyscyplina, samokontrola, trzeba zapomnieć o potrzebach, tym, co się chce, a zająć się życiem. Regularne posiłki, by zrobić zastrzyk z insuliny, ćwiczenia o poranku by być w dobrej kondycji gdy zjada nas SM, spacer pomimo odrętwienia i bólu jaki możemy poczuć po chemii. Choroba jest rytmem, wobec którego można działać, podporządkowując często swe pragnienia temu by utrzymać się w dobrej kondycji.
W dyscyplinie jedni widzą surowość inni utraconą wolność dziecka, jeszcze inni smutny obowiązek, który nas zniewala. Ja jedna widzę w niej możliwości, dzięki dyscyplinie możemy wcześniej wstać i pobiegać przed pracą, możemy więcej zrobić w ciągu dnia, więcej się nauczyć, więcej też przeżyć. Tracąc zabawę dzieciństwa możemy zyskać radość z samego życia. Doświadczenie szkoły może pomóc wdrożyć w nasze życie dyscyplinę, która w dorosłym życiu może nam dać: kondycję, wiedzę, ale i wolny czas (to taki paradoks ale uporządkowany dzień pozwala nam znaleźć chwilę dla siebie).
Dzieciństwo trwa krótko, a później zaczyna się długa droga gdzie coraz bliżej nam do starości i śmierci. Zabawa może być przyjemną rozrywką, ale czy warto dla niej podporządkowywać nasze krótkie życie?
Istnieją okropieństwa nie do przyjęcia, zamykające przed nami beztroski czas, wpychając na w obowiązek. Ale może dobrze, że istnieją, dzięki nim możemy być kimś więcej niż radośnie bawiącym się dzieckiem.

bez przesady!

choroba „Zdrowia. Dużo zdrowia”. „Byleby tylko dopisywało zdrowie!”. Życzenia najszczersze często powtarzają te magiczne formuły. Zawsze wtedy odpowiadam, że zdrowie to rzecz przereklamowana. Bo kiedy jesteśmy zdrowi? W jakim momencie naszego życia możemy powiedzieć o sobie, że nic mi nie dolega. Zaczynając od drobnego bólu gardła, bólu głowy, obolałych mięśni przeforsowanych w górach, lub podczas treningu, przez przeziębienie czy grypę po poważne choroby cały czas doświadczamy różnego rodzaju dyskomfortów.
Takie jest jednak nasze ciało i przed nim nie uciekniemy. Zdrowie to rzecz przereklamowana gdyż niemożliwa, zbudowani jesteśmy z takiego a nie innego „materiału”, neuronów, układu kostnego. Marek Aureliusz rozkosznie napisał, że ciało ludzkie to zgnilizna. Może aż tak źle nie jest, ale na pewno nie jesteśmy właścicielami doskonałej maszynerii, a ciała wydanego przez swoją budowę i funkcjonowanie na cały szereg niedoskonałości i chorób.
Rozpoczyna się już w niemowlęctwie kiedy obolałe dziecko ząbkuje, a kończy w starości pełnej słabości a często też i bólu. Zdrowie tym samym jest raczej ideą rozwijaną przez całe życie, czasami pielęgnowaną w nas, kiedy powtarzamy sobie „byle nie ta choroba”, „byle nie ta diagnoza”. Ale co jeżeli usłyszymy „nie tą diagnozę”. Zapaść się pod ziemie? Zamartwić? Zamknąć w sobie?
Zdrowie jest przereklamowane ponieważ doskonale sobie potrafimy poradzić bez niego. Uczymy się krok po kroku poznając naszą chorobę. Dostosowujemy naszą świadomość do tego, czego nie możemy. Można też z własnej słabości uczynić zaletę. Być może stwardnienie rozsiane zabierze mi sprawność fizyczną? Ale czy ona jest mi potrzeba. Pozostaje jeszcze myślenie, świadomość, umiejętność współprac z innymi ludźmi. Ludzie panicznie bojący się choroby, boją się też poprosić drugiego człowieka o pomoc, panicznie boją się bezradności.
W chorobie uczymy się jeszcze raz być w rzeczywistości, ale nie po to, by coś tracić, ale by pozyskać możliwości samorozwoju raz jeszcze. Zdrowie jest przereklamowane bo tak samo może być dla nas interesujący drugi człowiek kiedy jesteśmy chorzy i kiedy jesteśmy zdrowi, tak samo ciekawy jest świat. W chorobie najważniejsze jest by zająć się nie samą przypadłością, to zrobią za nas lekarze, a tym kim chcemy być nadal. Wyrwać chorobie siebie raz jeszcze.
O chorobie powiedziano tak wiele, jedni gloryfikując jej stan jako uszlachetniający (nie sądzę, żeby uszlachetniała), inni deprecjonując chorego i doszukując się w nim winy chorobę traktowali ją jako karę boską (okrutny pogląd poniżający chorych ludzi), jeszcze inni zastanawiają się jak za wszelką cenę uciec od niej. Czasami pojawiają się ciche głosy wskazujące, że nie ma przed czym uciekać, bo nie uciekniemy przed samym sobą. Ważniejsze jest przecież by pogodzić się ze sobą, z własnym życiem. Nauczyć się być sobą pomimo zdrowia i choroby, pomimo okoliczności i zmęczenia.
Tak jak każdy inny stan: senności, zmęczenia, głodu ale i zadowolenia, odprężenia, szczęścia, choroba przynależy do ludzkiego życia. Nie jest ona po to by nas uszlachetniać, czy stawiać przed nami nowe zadania. Nie jest też po to byśmy cały czas o niej myśleli i nią żyli. Ona po prostu jest. Dlatego gdy się wydarza pozostaje nam spokojnie się leczyć, czy nauczyć się z nią być. Życie nie kończy się na chorobie, nawet jeżeli utrudnia nam ona najprostsze czynności.