O wykluczeniu raz jeszcze

A ja dalej o wykluczeniu. Tym razem o wykluczeniu słowem. Zacząć trzeba od pewnej techniki – gdy rozmawiając patrzymy na drugiego człowieka, lub omijamy go wzrokiem, tak jak by właściwie nikt do nas nie mówił. Już w ty pierwszym momencie można zobaczyć, czy szanujemy kogoś, czy nie jesteśmy nim/nią zainteresowani. Można też dyskretnie ziewnąć, spoglądać na zegarek, odpowiadać monosylabami, lub po prostu ze wstrętem się odsunąć. Mowa ciała tylko pozornie jest nie istotna, rozmawiając z drugim człowiekiem można mu bardzo precyzyjnie dać do zrozumienia, że nie jest chcianym rozmówcą. Tak samo będzie z milczeniem, brak odpowiedzi, nieme skinięcie głową, bez cienia uśmiechu, mówi: „nawet nie zaczynaj”, „na nic nie licz”, „nie jesteś mile widziany”.
Omijanie kogoś, niezauważanie drugiej osoby, przerywanie rozmowy tak naprawdę zdarza się wszystkim z nas i nie musi oznaczać negatywnego nastawienia. Problem w tym, że dla drugiego człowieka może stać się separującym czy nawet deprecjonującym sygnałem. Dla osoby chorej, niepełnosprawnej może oznaczać pogardę, dla samotnej wykluczenie z towarzystwa innych osób, dla osoby z depresją może stać się powodem do zamknięcia w sobie.
Nasze życie składa się z drobnych rzeczy, spraw prostych, półsłówek, małych gestów. Codzienność to nasza jedyna rzeczywistość, dlatego rozmowa z drugim człowiekiem, na każdym poziomie będzie oznaczała wyzwanie. Rozmawiając stajemy naprzeciwko siebie, to moment skupienia na drugim człowieku, bycie twarzą-w-twarz. To moment, w którym można przerwać cudzą samotność, można samemu się zmienić. To również społeczna rzeczywistość poprzez którą najpełniej wyraża się nasza społeczna egzystencja. W rozmowie wychodzimy do drugiego lub od niego uciekamy, budujemy relację lub separujemy się całkowicie.
Najtrudniejsze w codzienności jest dostrzeżenie, iż wcale nie jest taka banalna. Drobne gesty mogą świadczyć bardzo wiele, czasami stając się całym światem. Nasza współczesność pędzi – to już banał powtarzany nieustannie – w konsekwencji jednak przyspiesza też sama rozmowa. Tracimy czas na formę wypowiedzi, zapominając, że dla osoby starszej to może być świadectwo naszej nonszalancji i braku szacunku, nie dbamy o konwencję rozmowy, zapominając, iż dla drugiego to może oznaczać niepokój. Odpowiadamy szybko nie widząc, że czasami proste pytanie o godzinę, czy pogodę jest wołaniem o obecność, dłuższą rozmowę.
Na korytarzu naszej kamienicy, bloku, na ulicy czy w biurze, ciągle odpowiadamy szybko i niechlujnie, tak jakby nas drugi nie obchodził. Nie widzimy starsze Pani, która tylko czeka, żeby zapytać o godzinę, łapiąc w przechodniu rozmówcę. Nie widzimy starszego Pana doskonale znającego swoje miasto, ale co rusz gubiącego się o dwie przecznice od domu, czekającego na czyjekolwiek towarzystwo. W znajomym uciążliwie zadającym pytania, bez przerwy zaglądającym do nas do pracy widzimy nużącą gadułę. W dawnej koleżance ze szkoły zasypującej nas zdjęciami na Facebooku widzimy nudziarę pokazującą bezsensowne zdjęcia i wpisy.
Dookoła nas jest pełno ludzi tak samo jak my, nieco zagubionych w rzeczywistości, zmęczonych życiem, czasami bardziej nieporadnych, a czasami całkowicie bezradnych wobec tego, co im się przydarza. Oni są od nas wolniejsi, wydają się niezdarni. Czasami są o wiele starsi, czasami biedniejsi, bardzo często samotni. Podsunięcie zegarka przed oczy człowieka pytającego o godzinę załatwia sprawę. Tylko czy ten człowiek pytał o godzinę? A może łasił się jak kot by kto ktokolwiek go zauważył? A może wykluczenie w swej najboleśniejszej formie dotyczy rzeczy małych, gdy obojętnie przechodzimy obok samotnego człowieka.

Reklamy

Kultura wykluczenia?

do BLOGU

Czym jest wykluczenie? Co ono oznacza. Pojęcie to zrobiło ostatnimi czasy furorę. Współcześnie coraz częściej mówi się o konieczności dyskusji na temat inkluzji, wskazując na zużytą już tematykę ekskluzji. Dla mnie jednak sprawa jest ciągle otwarta. Grup wykluczonych ciągle jest zbyt wiele w kulturze, coraz częściej też, zanurzeni w kulturze Zachodu opartej na egologicznym myśleniu i dowartościowaniu jednostkowości, zapominamy jak ważny jest dla nas inny. Sztuka zrozumienia innego, kogoś kto nie odpowiada naszym oczekiwaniom, wykracza poza nasze paradygmaty i wzorce postępowania, może okazać się bardzo trudna. Potrzeba otworzenia się na drugiego jest tutaj podstawową, wiąże się ona jednak z gestem zdystansowania do samego siebie, do własnego ja i własnych poglądów. Co jednak najważniejsze, inkluzja nie uda się bez dogłębnego zrozumienia mechanizmów ekskluzji.
Czym zatem jest wykluczenie? Jako zjawisko kulturowe ekskluzja wypływa z normatywności kultury. Każda posiada wzorce zachowań, normy postępowania, każda kultura warunkuje też człowieka od samego dzieciństwa, dając mu szereg przekonań traktowanych jako „naturalne” i „oczywiste”. Dlatego spotkanie z innością może budzić zdziwienia a nierzadko sprzeciw. Inny rozbija przekonanie o naturalności i oczywistości tego, co traktowane jako niezmienne. Inny przywołuje odmienną rzeczywistość, dlatego budzi strach przed wykorzenieniem. Wykluczenie jest pierwszym mechanizmem radzenia sobie wobec zagubienia w obliczu innego.
Ekskluzja oznacza również lenistwo. Bardzo łatwo myśleć o drugim człowieku w normach do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, kategoryzować podług standardowych matryc myślenia. Odwrócenie się od drugiego, uznanie, że jest inny, gdyż…. oznacza brak refleksyjności, chęci by zrozumieć to, co przez nas krytykowane czy odrzucane. Niezwykle trudno jest zerwanie z przyzwyczajenia i wzorcami kulturowymi.
Wykluczenie rozgrywa się na wielu płaszczyznach: ekonomii, edukacji, etniczności, zdrowia, polityki, obyczajowości. Oznacza to, że można w wielu aspektach wykluczyć drugiego. Tylko dlatego, że pochodzi z innego kraju, innej kultury, dlatego, że inaczej się zachowuje, ubiera, w co innego wierzy, inne ma wartości, wyklucza się chorych, niewyedukowanych, biednych, wyklucza się bezdomnych, brzydkich, czy wszystkich tych, którzy będą postępowali poza normami i możliwościami naszego życia.
Wykluczenie jest bardzo proste, wystarczy podążać ślepo za wzorcami uznawanymi za oczywiste, wystarczy podążać za innymi, dzieląc przekonania narzucanymi przez społeczne normy. Inkluzja z kolei jest niezwykle trudna. Wymaga wrażliwości oznaczającej, że chcemy usłyszeć drugiego człowieka, dać mu opowiedzieć o sobie samym. Ile już napisano i powiedziano o emigrantach, osobach bezdomnych, chorych? A ile powiedzieli oni sami? Ta dysproporcja pokazuje trud inkluzji. Dać mówić innym i ich usłyszeć oznacza zamilknąć, przestać żyć w poczuciu, że można wszystko zrozumieć i o wszystkim rozprawiać sensownie, dzierżąc prawdę. Inkluzja oznacza rozmowę, wykraczającą poza bariery i te oczywiste, jak i te w nas, naszych uprzedzeniach, czy naszym braku świadomości.
Mówiąc o ekskluzji mówi się o normie, inkluzja ma nam pokazać, iż norma jest względna, zależna od kulturowych uwarunkować. Norma daje poczucie normalności. Pojawia się jednak pytanie: kto jest normalny? Kto nie? Przecież bardzo wąska jest granica pomiędzy zdrowiem a chorobą (drobny wypadek może zmienić wszystko), biedą a bogactwem (zawsze można je stracić), ignorancją a mądrością (tą można zawsze pozyskać, choćby w doświadczeniu życiowym), młodością a starością (starość czeka na każdego nas, wkrada się w nasze ciało od naszego dzieciństwa). Więc kto jest normalny a kto nie, kto jest inny?
A może po prostu jesteśmy…

Po postu starość

Older-people-forced-to-se-007 (2)  Współcześnie nie wypada się zestarzeć. Należy dobrze się odżywiać, ćwiczyć, oczywiście używanie dobrych kosmetyków, masaże, terapie, dodatkowe zajęcia kształtujące naszą osobowość, odchudzanie – współczesny człowiek naprawdę dużo dostał od kultury by zatrzymywać czas. Pomaga również moda, nie różnicując wieku, pozwalając by w tym samym chodzili ubrani zarówno ludzie młodzi jak i dojrzali czy starzy. Wspiera również trend by się dokształcać, brać udział w różnego rodzaju kursach, spotkaniach i dyskusjach. Aby jak najdłużej cieszyć się młodością człowiek powinien dostosować się do kilu prostych  zasad:

  1. Dbać o swoje ciało
  2. Ubierać się odpowiednio, maskując upływ czasu
  3. Zachowywać się tak, by w żadnym wypadku nikt nie zauważył naszego wieku
  4. Jeść suplementy
  5. Ćwiczyć
  6. Dbać o pogodę ducha

Ten zestaw w zależności od zasobności można by było rozwijać o kolejne punkty, jak lifting, botoks, złote nici wszywane pod skórę twarzy, wizyty regularne u kosmetyczki. Lista okazałaby się długa. Oczywiście jest jeszcze jedno ważne wskazanie. Nasze zabiegi powinny być dyskretne. Nie elegancko nadużywać botoksu, pewnym faux pas towarzyskim jest zbyt widoczna operacja plastyczna. Najważniejsze jest by utrzymać naturalność w walce z upływem czasu, traktując starość jak wstydliwą chorobę, a dojrzałość jak niebezpieczne symptomy. Najlepiej w zaciszu domu, salonu kosmetycznego czy kliniki chirurgicznej dyskretnie zmniejszać oznaki upływu czasu i zachowywać się tak jakby nigdy nic się nie stało. Starość to choroba nieuleczalna, ale jak najdłużej należy z nią walczyć.

Twarz człowieka może wytrzymać bardzo wiele, operacji, zdarzeń. Niesiemy ją całe życie, staje się mapą naszych doświadczeń, staje się częścią naszego życia. Tak samo jak ciało, z wyrzeźbioną sylwetką, która nie ma często nic wspólnego z kanonem obowiązującego piękna. Ciało jest zapisem nas samych, przebytych chorób, możliwości, zrealizowanych pragnień i porażek. Tak jak twarz tak i ciało jest nasze.

To nie jest kwestia mądrości, ani niezwykłego usposobienia, to raczej kwestia zrozumienia siebie, pogodzenia ze sobą. Wiąże się ona z akceptacją upływu czasu. Nie jestem już dwudziestolatką. Mam czterdzieści lat. Udało się je przeżyć, udało się w nich zawrzeć wiele działań. Te czterdzieści lat jest na moje twarzy i w moim ciele. Dają mi one przewagę nad sobą samą z przeszłości, nauczyły mnie pokonywać strach, niezadowolenie, zmęczenie, pozwoliły mi na przyjaźń z wieloma osobami, na zobaczenie wielu miejsc na świecie. Dały mi to, kim teraz jestem. Ciągle się zmieniam, jak każdy człowiek, w podkrążonych oczach, zmarszczkach, powoli wchodzących na moją twarz. Już jest we mnie zmęczenie, czasami chęć by posiedzieć w domu z kotem i nic nie robić tylko pić herbatę.

W starzeniu  się nie ma nic złego, nie jest magicznym procesem który dopada nas nagle. Ono dzieje się cały czas, codziennie. Daje nam siebie, pozwala na inny rodzaj myślenia, daje doświadczenie, pozwala naprawić błędy młodości, zwyczajnie daje mądrość. Upływ czasu pozwala na pożegnanie przeszłości, człowiek nie musi powtarzać tych samych błędów, może się zmieniać, może wykorzystać przeszłość, aby kształtować się na przyszłość. Zmarszczki nie bolą, chociaż mogą zacząć boleć nas stawy możemy stać się powolni, niepełnosprawni. Gdy myślimy o starości często przychodzi nam trudna do zrozumienia prawda: człowiekiem jest się nie dlatego, że ma się sprawne i piękne ciało. Niepełnosprawność nie jest jednak ograniczeniem. To społeczeństwo nas ogranicza, ludzie, którzy przechodząc szybko obok starego człowieka nie zauważając, że go potrącili, a to boli. Nie dostrzegą, że stary człowiek nie dowidzi więc nie powiedzą, która godzina i jaki tramwaj nadjeżdża. Niepełnosprawność starego człowieka pogłębia histeria młodości, która traktuje go tak jakby sam sobie był winny, że się zestarzał, niech teraz nie chodzi po ulicach, nie stoi między nami, nie przeszkadza, nie denerwuje nas tym, że przegrał walkę z losem.

Pogodzenie się ze starością, zaczyna się od szacunku dla starego człowieka, a kończy na szacunku do samego siebie. Wówczas nie trzeba sześciu kroków dbania o własne ciało, wówczas wystarczy po prostu być dobrym człowiekiem

filozofia technologii

Udało nam się, wraz z Sidy Myoo, opublikować pierwszy tom „Filozofii Technologii”. W tomie dyskusja różnych idei i pomysłów, przedstawiająca świat elektroniczny w różnych aspektach. Moim zdaniem to, co najważniejsze, to odkrycie nowych możliwości, otarcie nowej rzeczywistości. Wiadomo, jak wszystko i rzeczywistość elektroniczna ani nie jest doskonała, ani nie jest bezpieczna. Krytyka dla samej krytyki nic jednak nie wnosi, całkowite potępienie i spostrzeganie tylko negatywnych aspektów może być ograniczająca. Ważniejsze jest przecież by dostrzec czym jest dany fenomen, zobaczyć jak najwięcej i wad i możliwości. Nasza „Filozofii technologii” czasami tendencyjnie pokazuje pozytywne aspekty, ale przede wszystkim chce otworzyć na nowe dyskusje. Zapraszam zatem serdecznie.

http://www.kulturaihistoria.umcs.lublin.pl/kultura-i-historia-nr-262014

Ciało-zadanie

ciało

Jestem moim ciałem czy je posiadam? Współcześnie jest to kwestia na miarę pytanie być albo nie być? Trzeba bowiem rozstrzygnąć kim jestem? Jak jestem? Gdy jestem moim ciałem po prostu odbieram rzeczywistość nie zastanawiając się. Moje ciało wie lepiej, idąc za jego złożonymi percepcjami, po prostu czuję chłód o poranku, ciepło herbaty i ostry zapach perfumy. Gdy posiadam moje ciało, mam też i tego świadomość, wiem, co się z nim dzieje, w jakich jest stanach, do czego zmierza, jak realizuje swe działania. Mam ciało oznacza też, że nim zarządzam. Aktywnie modeluję moje ciało, zmuszam je by poszło na trening, odżywiam odpowiednio, ubieram stosownie do okoliczności. Generalnie posiadanie ciała oznacza też wymagania, sprawności rąk, nóg, rozwijania instrumentalnych możliwości. W końcu ręka jest bardzo sprawnym narzędziem, odpowiednio użyta może doprowadzić do perfekcji działania człowieka. Neurochirurg, tak samo jak malarz czy muzyk, nie patrzy już na swoje ręce, on wierzy, że ten instrument wykona precyzyjnie zadane mu polecenia. Jestem moim ciałem oznacza bycie w świecie na sposób prosty, bez oczekiwań względem ciała. To doświadczanie codzienności,  często bez uzmysłowienia sobie możliwości, czy zdolności jakie możemy mieć dzięki ciału.

Jestem moim ciałem czy je posiadam to pytanie o aktywność, czy mam świadomość czy nie? Czy moja świadomość cały czas czuwa, czy jestem człowiekiem znającym swoje cele, przekraczającym swoje granice, czy po prostu trwam niesiony/a przez czas. Modele kulturowe będą nam przekazywać różne strategie od całkowitego poddania się temu, co nam się przydarza, po aktywność, w której nic nie może zostać zaniedbane, gdzie człowiek nieustannie dąży do zmiany i samorealizacji. Kultura Zachodu, zwłaszcza współcześnie daje nam model aktywnej świadomości, gdzie ciało nieustannie jest posiadane. Już w pierwszych chwilach, kiedy wstajemy godzinę wcześniej aby pobiegać przed pracą, kiedy stajemy przed lustrem aby zapanować nad twarzą, kiedy wybieramy ubranie, analizujemy nasz sposób poruszania się, pracujemy nad mową ciała.

Posiadanie ciała może stać się zapanowaniem nad nim. Człowieka współczesnego wspiera w tym medycyna. Operacje plastyczne to dopiero początek, gdzie możemy nie tylko próbować zapanować nad upływem czasu (będą tacy, którzy powiedzą, że starość jest chorobą),ale również nad samym sobą, własną tożsamością. Człowiek kot, człowiek jaszczurka, człowiek cały w tatuażach, cały w kolczykach, człowiek z przeciętym na pół językiem – to dzisiaj nie jest aberracja, lecz poszukiwanie tożsamości, próba odpowiedzi na to kim jesteśmy. W tych zresztą zabiegach widać wyraźnie, że posiada się ciało (można je zmienić, użyć do wyrażenia siebie), jak i jest się ciałem (modyfikacja daje moje nowe, prawdziwsze ja).

Pytanie czy posiadam ciało czy jestem ciałem to pytanie jak jestem? Na ile rozumiem siebie. Tradycja wcześniejsza przyzwyczaiła nas do deprecjonowania ciała i cielesności, odrealniła ciało, lub naznaczyła je piętnem (więzienie duszy, źródło grzechu czy cierpienia). Współczesność pozwala zająć się samym ciałem, niekiedy niestety sprowadzając człowieka do Barbi i Kena. Od nas jednak zależy jak odpowiemy sobie na pytanie o to kim jestem i jak jestem. W pytaniu czy jestem czy mam ciało leży bowiem kwestia samoświadomości i wolności, a te jak wiadomo są najtrudniejsze.

Współczesna medycyna i technologia dają nam coś jeszcze – projektowanie siebie. W wizji genetycznych modyfikacji, człowieka bionicznego czy transhumana roztacza się jeszcze jedna opowieść o możliwościach człowieka. Jedni mówią, że to niemożliwe, inni, że nie etyczne, inni pracują nad sztuczną inteligencją, sztuczną skórą, bionicznymi kończynami. Niezależnie od dyskusji na temat sensowności i możliwości, wartości takich projektów czy ich niebezpieczeństwa, faktem pozostaje, że chemia uratowała wielu osobom życie, wcześniej skazanych na raka, interferon pozwala na normalność wielu osobom wcześniej skazanych na niepełnosprawność. Tak samo z dializami, przeszczepem organów, operacjami. Często już jesteśmy po szeregu zmian. Mamy ciało i jesteśmy nim nie zdając sobie spawy jak wiele to oznacza.

Jestem ciałem? Czy mam ciało? A może po prostu jestem sobą? Poza dyskusją o możliwościach, w różnych kontekstach, jako szereg prób i poszukiwań własnej tożsamości. Mieć i być staje się czymś jednym….