Kilka słów o kocie

kotNie ma nic wspanialszego jak uratować kota, wyleczyć psa, ominąć na drodze rozpędzonym samochodem jeża, nakarmić zimą ptaki. Tu nie chodzi tylko o mruczenie, wielkie zielone oczy przyglądające się każdemu ruchowi, radosne miauczenie na widok wracającego do domu człowieka, godziny spędzone nad książką z kotem na kolanach. Tu dzieje się coś więcej.
Dawno, dawno temu, kiedy matka Gaja oddychała jeszcze spokojnie, zwierzęta zaczęły tracić swój teren. Gdy zaczęto wypalać i karczować pola, ekosystem zmienił swe oblicze. Miasta rozrastając się coraz bardziej wypierały przestrzeń natury do zmarginalizowanej formy. Przemysł coraz bardziej zanieczyszczał.
We współczesnych miastach pojawiają się niechciani goście, szczury biegające w kanalizacji, gołębie zanieczyszczające ulice, bezczeszczące pomniki ludzkiej chwały, dzikie koty bezczelnie pakujące się do piwnic. Ci niechciani goście byli dużo wcześniej, przed nami, jak wszystkie inne zwierzęta, których nawet nam nie chce się dostrzec (kto widzi żabę na jezdni i zwalnia?!)
Nie tak dawno temu, kiedy matka Gaja nie oddychała już spokojnie, a zwierzęta znalazły miejsce swego życia w coraz bardziej ograniczonych terenach, człowiek zaczął nadawać przyrodzie nowe cechy. Pierwotny szacunek łowców do ofiary, zaczął ustępować uprzedmiotawiającemu nastawieniu. Pies jest dobry, bo patrzy wiernie w oczy i pilnuje domostwa. Koń jest doby, bo daje transport, jeleń jest dobry bo daje sport, rozrywkę (jakże miło jest zabijać jelenia…) i jest pożywieniem. Kot jest zły, bo jest fałszywy. Dlatego można na niego polować – chyba że zamknie się go w piwnicy by polował na myszy.
We współczesnych miastach pojawiają się coraz bardziej obolałe istoty. Ze złamanymi łapkami, potrącone przez samochody, porzucone przez znudzonych właścicieli (w 101 dalmatyńczykach szczeniaki szczęśliwie nie dorastają!), zatrute przez karmy nafaszerowane trucizną, wygłodniałe i niechciane. To nie ich świat, więc niech się od niego trzymają z daleka.
Całkiem niedawno temu, kiedy matka Gaja zaczęła walczyć o życie, ludzie zauważyli co robią. Dlatego pojawili się wariaci, przykuwający się do drzew by bronić ekologicznych terenów. Dlatego w miastach zaczęło roić się od totalnych świrów, zbierających potrzebujące pomocy zwierzaki z ulicy. Coraz więcej fundacji ekologicznych i coraz więcej stowarzyszeń poświęcających swą działalność niechcianym zwierzakom. Można mówić, że to marnotrawstwo, stracona energia na zwierzę, gdy inny człowiek w potrzebie. Ale można też zobaczyć w zwierzaku istotę, tak samo odczuwającą, zmęczoną, cierpiącą i przerażoną. Można też zobaczyć odpowiedzialność, za to, co zrobiono z jego przestrzenią do życia z wartością jego życia. Człowiek ma duży dług do spłacenia wobec wszystkich tych istot, którym odebrał tak wiele.
Nie ma nic wspanialszego jak uratować kota. Po nieprzespanych nocach, by nakarmić malucha, dać lekarstwo, po godzinach spędzonych na poprawianiu opatrunku i szalonych rajdach po mieście by zdążyć do weterynarza, człowiek budzi się pewnego dnia a przy nim mruczy zdrowy kot. Z lśniącą sierścią, z normalnym oddechem, otwierając powoli zdrowe oczy. Potem już wszystko inne jest dodatkiem, dającym sprowadzić się do jednego: obecności. Tak jak drugi człowiek, tak zwierzątko, niezależnie od rozmiarów i potrzeb, jest obecnością.

Reklamy

7 thoughts on “Kilka słów o kocie

  1. chęć przywracania harmonii w przyrodzie pozostaje sprawą delikatną, nieraz przynosi bowiem opłakane skutki ( sprowadzenie biedronek azjatyckich aby zjadały mszyce, ślimaków ” bezdomnych” by raczyły się ulęgałkami itp.). niemniej warto eksperymentować. dobrym przykładem jest tutaj montowanie na budynkach domków dla kun np. w Szkocji, dzięki temu nie niszczą one poddaszy i elewacji, po prostu sobie żyją, biegając jak wiewiórki, czy inne koniki. ot, radość. w Polsce nadal stosuje się kunołapki, żywołapki, wnyki. eksperymentujmy. zgodnie z naturą. nam podobnie, czasami się uda, czasem nie.

    • Właśnie, czasami wystarczą proste rozwiązania i tak na prawdę trochę dobrej woli, trochę chęci i od razu rzeczywistość dookoła nas wygląda inaczej. Działanie na rzecz innych istot nie wymaga wiele – wystarczy dostrzec, że zwierzaki są wokół nas.

  2. można uwierzyć, lub nie ale rok temu przejeżdżałem przez jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań w Krakowie, w okolicach Kapelanki. Na środku pasa leżał, skulony przerażony jeż. W tym czasie na moich oczach przejechało nad nim kilkadziesiąt samochodów. Nikomu nie przyszło do głowy zatrzymać się i pomóc zwierzątku. Historia skończyła się dobrze ponieważ wstrzymaliśmy ruch i jeż w pudełku po butach został oddelegowany w zarośla. A tu jeszcze jeden przykład dobrego pomysłu https://www.youtube.com/watch?v=ysa5OBhXz-Q oraz przy okazji http://pracownia.org.pl/filozofia-glebokiej-ekologii

    • To dlatego, że nie ma świadomości ekologicznej, nie pracuje się nad nią. Moim zdaniem już w podstawówce, dzieci powinny mieć zajęcia z ekologii, tak by poznając przyrodę, świat, nauczyły się szanować to, co je otacza. Już na samym początku naszej drogi szkolnej powinniśmy się uczyć szacunku do życia innych istot. Wtedy historia uratowanego prze Pana jeża może nie byłaby osamotniona. Swoją drogą, kiedyś zobaczyłam poranionego ptaka na jezdni. Nim zdążyłam się zatrzymać, aby mu pomóc, już jakiś mistrz kierownicy go rozjechał, nawet się nie zatrzymując. Kompletny brak szacunku dla życia, dla istnienia – to nasz ogromny problem

      • tak, niemniej ten szacunek powinien być również szacunkiem dla śmierci i przemijania. nie wszędzie można, nie wszędzie bowiem należy ingerować.
        przykładem jest tu para kosów, które uwiły sobie gniazdo w drzewie, naprzeciw okna. przez kilka tygodni obserwowałem , jak setki razy dziennie wlatywały i wylatywały z niego, karmiąc młode. cieszyłem się. pewnego wieczoru. usłyszałem ogromny rwetes, zszedłem na dół i oczom moim ukazał się następujący widok: para ptaków obskakiwała pisklę – podlota , krzycząc przy tym straszliwie, obok bowiem czaiły się dwa znajome mi koty , patrząc łakomym wzrokiem na ptaszka, który próbował się wzbić, a jeszcze nie potrafił. koty przegnałem, złapałem ptaszka i umieściłem w karmniku poza ich zasięgiem. rankiem już go tam nie było. jak beznadziejne były moje starania, jak idiotyczne było moje współczucie, dotarło to do mnie po pewnym czasie, byłem bowiem jak ktoś , kto podczas spektaklu w teatrze wdziera się na scenę, pragnąc ratować swojego bohatera. uwierzyłem w omam, w swoją wizję świata.
        musimy mieć dystans i szacunek dla sztuki jaką ogrywa przed nami natura. współgrać z nią, lecz nie zawsze ingerować.

        tym samym dochodzimy, do tego, ze ekologia powinna odsłaniać i przygotowywać nas również spotkanie ze śmiercią. tymczasem pozostaje ona zawoalowana, opakowana, niewidoczna, w jakiś sposób wyparta. stąd często nasza nieporadność, lęk i słabość , a także nasze pojmowanie świata jako teatru w którym wszystko dzieje się na niby . skutkuje to nieprzystosowaniem , oddaleniem się od natury.

        równowaga pomiędzy, tak ma być, a zmieńmy coś jest , pozostaje nadal kwestią intuicji. i tak, powinna być kwestią edukacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s