Dialektyka sporów

ObrazekDebata ma charakter inspirujący: kilka osób siedzi naprzeciwko siebie i dyskutuje na jedne temat. Dwa obozy, wielość zdań, ścieranie się poglądów, niosą w sobie możliwość przepracowania  problemu. Dla przykładu: dyskutujemy o współczesnym obrazie kultury Zachodu. Jedni zobaczą w niej możliwości cywilizacyjne i rozwój ekonomiczny, inni nędzę człowieka i wyzysk ekonomiczny. Jedni zobaczą w niej świat zsekularyzowanej równości, inni zepsucie i utratę człowieczeństwa. Jeszcze inni będą widzieć zagrożenia ekologiczne dla naszego globu. Kolejni będą użalać się nad skutkami unifikacji, wpływami korporacyjnymi na nasze życie. Następne grupy dyskutujących wyciągną statystyki i pokażą nam jak wydłużył się okres życia i jak wzrosło PKB poszczególnych państw. Od sceptyków po optymistów wielość opinii nie pozwala nam zatrzymać się na jednym argumencie,  zmusza nas do zastanowienia, może pomóc w przewartościowaniu myślenia.

W debacie najciekawsze jest to, że można tak wiele dostrzec. To, co oczywiste jest dla jednej strony dyskutujących nie jest możliwe do przyjęcia dla innej. W ten sposób pojawia się dystans do problemu, a wraz z nim możliwość krytycznego myślenia, prowokującego pytania: kto w tych sporach ma rację? Kto może więcej nam powiedzieć? Czy może zawsze słuchając w sposób naturalny nastawieni jesteśmy na przyswojenie poglądów nam bliskich? A może jednak odmienne poglądy, drażniąc czy wręcz denerwując, stają się dla nas ważniejsze?

Najważniejsze w debacie jest jednak to, by nie przerodziła się w kłótnię. Nawet najbardziej odległe poglądy, wypowiadane ze swadą wierzących w nie osób ciągle jeszcze mogą być dla nas interesujące, o ile zdajemy sobie sprawę z ich oddziaływania. O ile ciągle jeszcze chcemy słuchać drugiej osoby i staramy się zrozumieć przeciwne sądy. Kłótnia zaczyna się nie tam gdzie są skrajności, ale tam gdzie przestajemy się słuchać.

Dialektyka sporów to tak naprawdę dialektyka naszego życia, to dysputa prowadzona z naszym własnym charakterem. Najprościej jest słuchać samego siebie, innych, którzy wyrażą nasze myślenie trochę lepiej lub trochę gorzej względem naszych własnych poglądów. W ten sposób dyskusja przeradza się w monolog i nieważne ile osób siedzi dookoła, skoro i tak wszyscy zaklęci jesteśmy w jednym kręgu myślenia.

Sztuka słuchania innego, to umiejętność dystansowania się do samego siebie, to zdolność nie tylko usłyszenia, co drugi do nas mówi, ale również możliwości krytycznego spojrzenia na samego siebie. To zdolność do zmierzenia się z przeciwstawną opinią i uznania, że ktoś może mieć swoje odmienne racje. A jest to sztuka niezwykle trudna, zakładająca, iż przyglądając się własnym możliwościom, własnym zdolnościom potrafimy zobaczyć braki. Na jasnym obrazie naszego ego jesteśmy w stanie dostrzec nasze własne błędy.

Sztuka słuchania innego, to nie tylko dystans do siebie, ale i ironia. Potrafiąc wyśmiać samego siebie, przełamujemy miłość własną, zacieramy te silne granice, jakie ustanawia nasze ego pomiędzy nami a światem. Bez ironii, rzeczywistość byłaby zatrważająco poważna, a jakakolwiek dyskusja mogłaby szybko nas zranić.

Debata jest dialogiczna, nastawiona na ścieranie się poglądów, aby była inspirująca wymaga jednak dojrzałego dyskutanta. Dialog jest bowiem wymagający, zmuszając nas przede wszystkim do słuchania i to często tego, czego nie chcemy usłyszeć. Dyskusja bywa wyzwaniem, ustawiając nas naprzeciwko nas samych: zadając pytanie, kim jestem? Osobą, która słucha, czy która mówi do siebie? Osobą, która milczy i się zamyka, osoba potrafiącą dostrzegać inne możliwości i inne argumenty?

Rozmawiając coraz więcej dowiadujemy się czegoś o sobie samych, dyskutując potwierdzamy tę wiedzę lub zyskujemy możliwość zmiany. Czasami zmiany na lepsze…

Wielkie pragnienia

ObrazekPomiędzy Petrarką a Harlekinem rozciąga się cały szereg opowieści o mniej lub bardziej epickim charakterze. Poszukiwanie miłości, perypetie bohaterów, szczęśliwe zakończenia, powroty i rozstania, nieszczęśliwe zdarzenia i zawiedzione miłości stają się cała serią narracji, składających się zarówno na literackie jak i filmowe opowieści. Miłość jest tutaj najważniejsza, gorące emocje, intensywność przeżyć rządzą i zawłaszczają wyobraźnię – przekonując, że bez miłości człowiek jest niespełniony i pusty, osamotniony i pozbawiony tego, co najważniejsze w życiu.

I rzeczywiście już od samego początku jesteśmy istotami skazanymi na emocje, niemowlę potrzebuje opieki, tak samo osoba stara, wymagająca bliskości i wsparcia, potrzebuje związku emocjonalnego z drugim człowiekiem. Emocje pojawiające się od samego początku w naszym życiu rozwijają się jednak w wiele rodzajów uczucia, od sympatii, przyjaźni i miłości po antypatię, niechęć, czy nienawiść. Miłość może być jedną z emocji, jakie wciąż w swoim życiu przeżywamy, emocji na wiele sposobów opowiedzianej, na wiele sposobów zmitologizowanej.

Jesteśmy istotami stadnymi, dlatego bycie poza społeczeństwem, pozostawanie samotnym, wykluczonym, izolowanym staje się dla nas największym problemem – zwłaszcza, gdy kultura dostarcza nam tak mocnych modeli warunkujących do bycia z drugim człowiekiem, pogłębiających potrzeby emocjonalnej więzi. Na kulturowe warunkowanie nakłada się nasza naturalna potrzeba bycia w relacji, dlatego chcemy podzielić się z drugim człowiekiem naszym doświadczeniem, przeżyciem. Potrzebujemy wypłakać się na czyimś ramieniu, poradzić się, wygadać, wykrzyczeń do kogoś naszą frustrację i złość, czy opowiedzieć o naszym szczęściu. Drugi po prostu jest nam potrzebny tak samo jak wsparcie, współpraca, czy choćby możliwość wspólnego załatwienia sprawy.

I chociaż tłum nas męczy, a na ulicy stojąc obok siebie na przejściu, nie zauważamy drugiego człowieka, i chociaż chcemy uciec od ścisku, natłoczenia ludzi dookoła nas, wciąż potrzebujemy drugiego człowieka. Bycie autsajderem jest możliwe tylko wtedy, kiedy możemy wrócić do społeczeństwa. Bycie autsajderem jest czymś zupełnie innym niż społeczne wykluczenie. Banicja, skazanie na izolację, więzienie, wykluczenie z towarzystwa jest karą, może rodzić nieszczęście, stawać się źródłem coraz większej frustracji i poczucia samotności.

Samotność trzeba odróżnić od bycia samemu, czy bycia autsajderem. W przeciwieństwie do samotności autsajder czy osoba, która jest sama (singiel, dla przykładu), chcą tego, potrzebują pobyć sami ze sobą. Co najważniejsze mają cały czas możliwość bycia z innym człowiekiem, cały czas mogą kontaktować się i nawiązać relacje z drugim. Bycie samym nie oznacza samotności, nie oznacza przerwania więzi z drugim człowiekiem, a jest jedynie próbą pozyskania przestrzeni.

Z samotnością jest jednak inaczej. Samotności nikt nie wybiera, tylko się w nią wpada, pogrążając się coraz mocniej w izolacji. Samotnym człowiek może być w tłumie, we własnej rodzinie, pośród towarzystwa znajomych i przyjaciół. Samotność może stać się stanem świadomości, gdzie znika już z myślenia człowieka możliwość jakiejkolwiek relacji, a pojawia się nieustanne poczucie pustki, straty.

Opowiadamy cały czas o miłości, zabiegamy o przyjaciół, potrzebujemy posiadać jak najszersze grono znajomych. Czasami jednak ten proces pozyskiwania drugiego człowieka, jest próbą zagłuszenia samotności. Wówczas miłość staje się fetyszem, elementem koniecznym do spełnionego życia. Tak samo przyjaźń czy znajomość, może świadczyć o naszym nieustannym dążeniu do wyparcia pustki, jaka pojawia się czasami w naszej świadomości, jest próbą zatarcia granic pomiędzy moją samotnością a światem.

Petrarka i wielu po nim pisali jednak o pewnym luksusie – wydarzającym się z rzadka w życiu człowieka, czystym pragnieniu i ziszczeniu uczucia. Z reguły w relacjach jest więcej konwencji niż chcielibyśmy to widzieć, więcej miłości własnej niż realnej miłości do drugiego człowieka. Wydarzająca się miłość, tak samo jak przyjaźń na chwilę rozrywają konwencję bycia z drugim człowiekiem, tak samo jak na chwilę oddalają nas od samotności. Nie oznacza to jednak, że możliwość samotności w naszym życiu została ostatecznie zażegnana.

Ponieważ samotność nas boli, a kultura wciąż podpowiada wzorce bycia z drugim człowiekiem, wielkiej miłości i spełnienia zapominamy, że paradoksalnie to właśnie samotność jest czymś tak naprawdę naturalnym. Tak samo jak potrzeba bycia z innym i nasz społeczny charakter, tak samo samotność jest częścią naszego życia. Oznacza, że pewne doświadczenia przeżywamy tylko my, sami, Oznacza, że sami musimy zmierzyć się z naszą śmiercią i przemijaniem. Odwołanie do uczuć, wsparcie innych, nie zmienia faktu, że właśnie to my musimy pogodzić się z naszym życiem, z sobą samym.

Samotność staje się niebezpieczną izolacją, kiedy traktujemy ją, jako sztuczną i przerażającą, kiedy zapominamy o jej naturalnym charakterze. Wtedy sami stawiamy mury i sami siebie wykluczamy. Czasami trzeba pogodzić się z samotnością, przestać z nią walczyć. Czasami trzeba porostu wpaść w samotność, pogodzić się z tym, nad czym nie możemy zapanować, czasami trzeba przestać uciekać przed samym sobą.