Dużo śmiechu

ObrazekSłowa na powitanie, słowa na pożegnanie, zdania długie i rozwlekłe, pełne pogubionego sensu, komunikaty proste, komendy, rozkazy, instrukcje, zachęty, nieśmiałe pytania i szybko wypowiadane zdania. Słowa wypowiadane w złości, zdania formułowane z namysłem, paplanina dla samego mówienia. Człowiek jest w-języku jak chce pewien filozof, człowiek mówi, ale i człowiek jest mówiony. Mówienie, pisanie, myślenie, rozmowa – cały czas odnosimy się do języka, jesteśmy w nim, lub poprzez język wyrażamy siebie, naszą kulturę, patrzenie na świat.

Choć tak naturalny dla nas, dany nam już od samego początku naszego istnienia, język nie jest neutralny. Znaczenia dane w języku warunkują nasze sądy. Słowa wypowiadane mogą zachwycać, krzywdzić, bawić, ranić, dawać do myślenia i zamykać nas w sobie. Zarówno te dobre jak i złe na różnych płaszczyznach kształtują nie tylko nasze istnienie w świecie, ale i nas samych.

Czasami bardzo delikatnie, niemalże niezauważalnie ujawniają kulturowe warunkowanie. To jest racjonalne – proste określenie ujmujące fakt, iż coś wydarza się w porządku logiki, jednocześnie niesie w sobie pozytywny przekaz. Temu, co racjonalne można zaufać. Kultura europejska wierzy racjonalności, jeszcze w starożytnej Grecji wprowadzając ten kierunek myślenia.

Tak samo faktualne jest stwierdzenie, że on jest gruby – ujmując fakt nadwagi. Tu jednak zaczyna się pewne napięcie. Niektórzy będą maskować starannie swoją nadwagę, inni zamkną się w domu i z lękiem będą patrzyli na otaczający ich świat. Przecież ich ciało widać na każdym kroku, nie da się ukryć stu kilogramów. Wiedzą, że są grubi, wbija się to w ich świadomość i nie pozwala na normalne życie. Kultura współczesna nakazuje bycie fit – zgrabnym, wysportowanym i koniecznie młodym. Bycie grubym już nie pasuje, psuje obraz dobrze rozwijającego się społeczeństwa. Otyły, z problemem nadwagi omija ostro brzmiące słowo, maskuje kulturowy problem ale równocześnie nie piętnuje.

Problem w tym, że słowa nie są neutralne, czy transparentne, zawsze nakładają znaczenia nie tylko te dane wprost ale i ukryte. Pozwalają tym samym na wartościowanie, lub kształtują treści kulturowe.

Konwencje językowe ułatwiają nam nie tylko komunikację, ale przede wszystkim codzienność. Nie trzeba marnować czasu na poszukiwanie rozwiązania. Wystarczy kilka zwrotów by zacząć rozmowę, poprosić obcą osobę o wskazanie kierunku, czy by przeprosić kogoś. W konwencjach językowych jest też dużo oczywistości, która nie potrzebuje przemyśleń, tu słowa nas niosą i pozwalają budować relacje z drugim człowiekiem.

W swej prostocie konwencje językowe bywają jednak niebezpieczne – bezrefleksyjne określenia i uwagi mogą przywoływać kulturowe uprzedzenia, piętnujące określenia i krzywdzące opinie. Królestwo stereotypów gnieździ się w konwencjach – przecież tak się mówi, ależ wszyscy tak twierdzą upewnić nas może, że nic złego się nie stało.

Czarny – przecież taki ma kolor skóry, pedał – przecież tak się mówi, żydek – bo każdy wie, że tak jest, babskie łzy, męskie decyzje. Od prawie niedostrzegalnych po piętnujące, od wydawać się może śmiesznych po niedopuszczalne słowa wskazują kim jest dla nas drugi człowiek, jakie jest nasze myślenie o świecie.

Polityczna poprawność, dla jednych śmieszna i żałosna, dla drugich straszna i głupia, dla jeszcze innych sztuczna i niepotrzebna. Samo określenie zaczęło się popularyzować w pierwszej połowie XX wieku, jednakże swoistą karierę zaczęło robić dopiero pod koniec stulecia. Wprowadzona jako swoisty kodeks polityczna poprawność miała blokować mowę nienawiści, ograniczać przemoc językową i zwalczać napiętnowanie w słowach.

Od samego też początku polityczna poprawność budziła niechęć, gdyż łamiąc konwenanse zmuszała do przepracowania myślenia o „oczywistych” opiniach i „prawdach”. Tym samym polityczna poprawność wprowadzała w zakłopotanie konfrontując z ukrytymi wzorcami kultury, z dyskryminującą przeszłością, z niesprawiedliwością czy rasizmem skrywanym bezpiecznie pod grą językowych konwencji.

Przyzwyczajenie robi jednak swoje, od zawsze powtarzane określenia i zwroty stają się swojskie i oczywiste. Ich zmiana jest po prostu śmieszna. Tak jak brzmienie minstry. Wcześniej bawiła dyrektorka czy filolożka, przecież wiadomo kobieta może być tylko sekretarką, sprzątaczką, ekspedientką, ewentualnie przytulać maluchy w przedszkolu. Ta śmieszność to jednak przyzwyczajenie do pewnych kulturowych wzorców taktowanych jako niezmienne. Kultura jednak cały czas się zmienia, tak jak my, codziennie nabywając nowych doświadczeń, codziennie kogoś spotykając, ucząc się, rozmawiając. Zmiany powoli wkraczają w naszą rzeczywistość i nasze życie. Powoli przestają nas bawić pewne pojęcia i określenia. Powoli uczymy się siebie raz jeszcze, tak jak kultur i ich wzorców.

Słowa potrafią ranić ale i potrafią zmieniać świat.

Wiosna…

ObrazekW 2008 roku upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers przypieczętował rozpoczęty rok wcześniej kryzys ekonomiczny. 24 października 2008 roku Alan Greenspan staje przed kongresem Stanów Zjednoczonych – oskarżony o spowodowanie kryzysu ekonomicznego. 2009 rok ujawnia kryzys ekonomiczny w Grecji. Bankructwo Cypru w 2013 roku pokazuje, że w strefie euro wciąż jest niespokojnie.

Napięcia ekonomiczne pojawiają się z cieniem ksenofobii i rosnącej retoryki agresji, gdzie neonaziści, nacjonaliści, obrońcy czystości narodowej uzyskują coraz silniejszy głos. W 2012 roku partia Złotego Świtu wchodzi w Grecji do parlamentu – ze skrajnymi poglądami, rasistowską ideologią. W tym roku, w lokalnych wyborach we Francji Front Narodowy odnosi małe zwycięstwa wprowadzając do rad miejskich swoich członków.

Napięcie narasta. Chociaż wiosna zaczyna się spokojnie, kwitną kwiaty, po podwórkach biegają koty, w parku krakowskim starsza pani, jak co rano idzie na spacer ze swoim starym Yorkiem, sapiąc energicznie jak jej piesek. Statystyki pozostają gdzieś z boku. Kryzys w Europie oznacza niepokój, choć nie dla wszystkich taki sam, tak samo jak zagrożenie wyłaniające się z kryzysu. Polska Liga Obrony czuwa na warszawskich dyskotekach, czy aby nie dochodzi do niezdrowych kontaktów z emigrantami. W tym samym czasie odbudowa tęczy na Placu Zbawiciela nie daje spać narodowcom.

Napięcie opada. Chociaż stojący w korku kierowcy czują się w obowiązku by na siebie trąbić, spacer plantami robi swoje. Gołębie cały czas aktywnie okupują trawniki przeczesując teren w poszukiwaniu jedzenia. Szczęśliwie prawdziwa nędza rozpościera się nie tu w zmęczonej Europie, a leży w niemożliwym świecie, gdzie, jak wyliczał Jean Ziegler, co 5 sekund umiera dziecko, a 4 minuty jedna osoba traci wzrok w wyniku skrajnego niedożywienia.

Dyskretnie, w cieniu innego kryzysu, o którym nie musimy nic wiedzieć toczy się wojna – ogarniająca ponad 10 milionów ludzi na terenie Rogu Afryki, gdzie susza odebrała ludziom wszystko. W fawelach, gdzie 3 tysiące brazylijskich żołnierzy wkroczyło, by przypilnować porządku przed nadchodzącymi mistrzostwami świata w piłce nożnej. Malala Yousufzai z powrotem pisze swojego bloga. W Pakistanie edukacja jest wciąż luksusem, takim samym jak wolność słowa. Leymah Roberta Gbowee walczy o prawa kobiet w Liberi, tak samo jak nie poddaje się Tawakkul Karman w Jemenie.

Czas płynie powoli do przodu. W weekend będzie można odpocząć. Świat pozostaje bezpiecznie daleko, jak egzotyczny obrazek. Nawet jeżeli emigranci niepokoją, zawsze można znaleźć na nich sposób: prawami człowieka i systemem pomocy humanitarnej.

Zapamiętanie…

ObrazekCzy można ocalić od zapomnienia? Pewnie tak, ale na jak długo? W papierze, w sieci, w sobie – nośniki zawodne, choć każdy na swój sposób dobry i każdy do pewnego stopnia już sprawdzony. Ocalić od zapomnienia chcemy wiele: chwile doskonałe, albo przynajmniej szczęśliwe, działa wielkie, nas samych. Przyglądając się tej wielkiej potrzebie można zadać pytanie jedno i najważniejsze, o którym zapominamy, gdy tak bardzo pragniemy ocalić od zapomnienia: ale po co?

Po co budować kapsuły czasy, wysyłać w kosmos lub zakopywać w ziemi, po, co robić te miliony zdjęć, umieszczać je na stronach, publikować, ogłaszać, oraz wpinać do albumów kolejne opisy. Dlaczego tak duże pieniądze pochłania konserwacja zabytków, dlaczego muzea pochłaniają tak wiele dotacji, dlaczego biblioteki po szaleństwo ostatniego magazynu składują te wszystkie książki.

Kultura zachodu wymyśliła muzeum, aby w nim pracowicie zachować: zmarłych, dawne myśli, to, co najważniejsze. Papier nie był jednak Europejskim wynalazkiem, a pamięć należy do całej ludzkości. Kultura Zachodu dodała tylko pewną ekstremalną możliwość do zdolności człowieka, wyostrzając przez to zmysł zbieracza. Obrastając najpierw w obrazy i rzeźby, a potem książki i zdjęcia człowiek rozpędził się i zaczął kolekcjonować samego siebie. W muzeach antropologicznych, w socjomuzeach, cały czas kolekcjonuje kawałki siebie, obrazy przeszłości i wyobrażeń o niej, cudzą kulturę oraz próbę zrozumienia tego, co inne.

W tym kolekcjonowaniu, zarastaniu danymi, przerastaniu informacjami i wizjami dawnego i obecnego świata, wkrada się wartościowanie: co warte ocalenia, starannie wybrane i oddzielone zostaje od tego, co można zapomnieć. Jak w naszym wyborze, które zdjęcia można skasować a które można pozostawić na twardym dysku, czy w sieci.

Pokolenia chcą zapamiętać i wydobyć z niepamięci poprzednie, stracone, szukając czasami w pustce, jak w Muzeum Żydowskim Libeskinda w Berlinie, gdzie pusta przestrzeń najpełniej oddaje rozpacz pamięci, która zapamiętała samą stratę, przechowała po dzisiaj świadomość istnienia, które już przestało istnieć.

Po co zapisywać kolejne pamiętniki, po co próbować odtworzyć zdarzenia, dawne dzieje i filozofie? Tak samo jak przypominać sobie, co robiliśmy przed laty i co zdarzyło się w czasach naszych studiów, dzieciństwa, młodości?

Ocalić od zapomnienia staje się przykazaniem, powtarzanym od pokoleń, zapisanym najpierw w kolorze sepii teraz w kolorowej zabawie sieci. Ciągle jednak tak samo wartościując i zmuszając nas do selekcji: na to, co ważne i na to, co skazane na utratę.

Czasami jednak sama pamięć płata nam figla. Będąc najtrwalszym nośnikiem, pomimo tego, że ciągle coś przekłamuje, opowiada najdłużej o tych, którzy już zmarli, lub o tym, co pragnęliśmy zrobić lata wstecz. Pamięć płata nam figla, gdy wyrzuca zatarte wspomnienia, lub trzyma nas nieznośnie w jednej z możliwości, ciągle wracając do wybranego zdarzenia. Walka z pamięcią to kampania nie tylko o to by pamiętać, ale nierzadko i o to by zapomnieć. Tak jak w muzeum, gdzie zmieniamy wystawy i wraz ze zmianą interpretacji historii przewartościujemy dzieła. Tak jak w socjomuzeum, gdzie zmarginalizowani próbują opowiedzieć swoją historię by zapomnieć o swoim nieistnieniu w życiu społecznym. Tak samo w naszej świadomości toczy się walka o zapamiętanie i zapomnienie tego, co ważne i tego, co natrętnie powraca: jak ból, upokorzenie czy strach.

Więc dlaczego rozpaczliwie próbujemy uciec od zapomnienia, dlaczego ciągle pamiętamy. Świadomość jest lepsza od niepamięci. Ocalić od zapomnienia to zawsze jest ucieczka – przed wykluczeniem historii i nas samych.

W pogoni za kulturą. O zmianach i zrozumieniu zmiany.

ObrazekKultura współczesna, jak wieszczą niektórzy filozofowie, zmienia się  tak szybko, iż coraz trudniej nadążyć człowiekowi za zmianą. Dla Raya Kurzweila, czasy jakie nadchodzą mają być naznaczone osobliwością, wprowadzając w nasze życie kategorie, zjawiska i możliwości przerastające współczesne oczekiwania. Wedle Robyn Meredith struktura polityczna i ekonomiczna ma przemienić świat struktur społecznych. Dla Sama Harrisa nadchodzą zmiany w mentalności człowieka, który uwolniony od metafizyki zacznie zupełnie inaczej pojmować rzeczywistość. Dla…. I można tak długo wymieniać, samej/samemu wieścić co ma nadejść. Rzecz jednak w tym, iż wiele zjawisko istniejących od dawna we współczesnej kulturze przyspieszyło i to znacznie. Wiele pojawiło się też nowych. Zaczynając od świadomości człowieka, coraz bardziej chłonnej i jak przekonuje Jerzy Wetulani, o coraz większej zdolności analizy, poprzez społeczeństwo z nową warstwą społeczną jaką jest coraz bardziej dominujący prekaria, po obraz globalnego świata, gdzie zmieniające się wartości, oraz kryzysy XXI wieku nakreślają nowe oblicze rzeczywistości – możemy obserwować zmiany.

Zmiany od zawsze towarzyszyły człowiekowi. Homo sapiens, sapiens wyruszył na swą wędrówkę opuszczając Afrykę i poddając się bezwiednie zmianom. Wraz z przystosowaniem do nowego środowiska, wraz z koniecznością rozwinięcia nowych umiejętności człowiek spotęgował siłę zmiany – jej oddziaływania na własne życie.

Wiek XXI to początek debaty o zmianach, ale już nie w starych kategoriach: zachwytu bądź przerażenia, podczas których dawne pokolenia chwaliły nowe ze ślepym uwielbieniem (piewcy wieku maszyny) lub odrzucali nowość jako zgubę cywilizacji (poszukiwacze złotych czasów minionych). W XXI wieku dyskusja nabiera nowego znaczenia, przełamana paradygmatem zachodniej dominacji, w kręgu postkolonialnych myślicieli czerpiąc, jak choćby irański filozof Ramin Dżahanbeglu z tradycji Mahatmy Gandhiego. I chociaż mówi słowa już nie raz wypowiedziane nadaje im nowy sens, przenosząc je na grunt współczesności: XXI wieku desydenta, zachodniego świata i rodzącej się nowej świadomości społecznej.

Zmiana ciągle może budzić emocje, może nas zastanawiać, przerażać, ale jako świadomość i jej forma staje się elementem kulturowego warunkowania człowieka. Na jeden ze sposobów wydarza się jak w świecie Baudrillardowskiego recyklingu, gdzie ciągle zmierzamy do nowości popadając w gadżeciarstwo i potrzebę odnowy. Zrecyklinogwania siebie jak i całego naszego świata, po absurd wygładzonej do niemożliwego twarzy, do ciągle ponawianych prób zmiany życia. Z drugiej strony zmiana to zainteresowanie zmianą, a więc otwarcie, zaniepokojenie, co można jeszcze zrobić, chęć dialogu z własnym życiem i tym, co przynosi nam kultura.

Patrząc na zmianę od strony filozofii można powiedzieć, że nasz stosunek do zmiany określa jakim jesteśmy człowiekiem, kim chcemy być i jak chcemy postrzegać naszą rzeczywistość. Sama zmiana dzieje się bowiem poza nami – w społecznych i politycznych, ekonomicznych i naukowych warstwach  samej kultury. Jednakże to dopiero nasz stosunek do zmiany i jej świadomość może ją uprawomocnić, nadać jej sens i wprowadzić w świadomość otaczających nas ludzi. Strach przed zmianą jest często pasywnością, tak samo jak i próbą zachowania tego, co istnieje, żywionej nadzieją na naszą nieśmiertelność. Zrozumienie zmiany to pogodzenie się najpierw z samym sobą, dopuszczenie świadomości, że nie wszystko rozumiem i nie wszystko uda mi się zatrzymać. To również pogodzenie z własną śmiercią – radykalna inność zawiera w sobie sens przyszłości bez nas. Takie pogodzenie jest oczywiście najtrudniejsze, gdy ono jednak przychodzi człowiek może się cieszyć tym, iż uczestniczy w pewnym urzeczywistnieniu zmiany. Może przyjmować jej możliwości, jakich doświadcza tu i teraz.