Dzień dobry

dzień dobryDzień dobry. Uśmiech. Poklepanie po ramieniu. Męski rytuał witania. Słodkie buziaczki. Uśmiechy. Policzek w policzek. Jeszcze raz uśmiech, niech wszyscy widzą, że jesteśmy w dobrej komitywie. Ukradkowe, przelotne skinięcie głowy, z tą znajomością nie chcemy się afiszować. Szybko, jak najszybciej przemknąć. Nieśmiałe, kordialne, radosne, pełne zawodu, że to nie inna osoba tylko my, pełne entuzjazmu – powitania. Jest ich pełen cały świat. Na lotniskach, dworcach, ulicach, w miejscach pracy, w domach. Gest wyciągniętej ręki, otwarte dłonie, otwarte ramiona. Pacząc z tej perspektywy kultura wyposażyła nas w piękne rytuały, które mogą prowadzić do rozwinięcie pozytywnych więzi. Dlaczego więc wolimy się kłócić, nienawidzić, intrygować, plotkować? Skąd zatem tyle agresji? Co dzieje się z powitaniem? Dlaczego kordialny gest powitania nie zamienia się dalej we współpracę?
Do wojny, wrogości bardzo łatwo się przechodzi, wystarczy tylko negatywne emocje związać z naszą urażoną godnością. Wystarczy tylko zamknąć się na wszystkich dookoła i przyznać sobie prawo do bycia najważniejszą osobą, ewentualnie najmądrzejszą, czy też najbardziej skrzywdzoną. Wówczas inni nas nie rozumieją, bo nie mogą, nie mają takich przeżyć, kompetencji, czy takiej moralności jak my. Jak zatem możemy razem współistnieć? Łatwiej widzi się to, co nas dzieli niż to co nas jednoczy. Łatwiej się walczy niż osiąga pokój.
Powitanie to dopiero połowa drogi, to dopiero otwarcie współpracy, relacji, spotkania. Od powitania już w następnym zdaniu można przejść do agresji, bardzo szybko można zamknąć relację, wstać, wyjść, zatrzasnąć drzwi. O wiele trudniej jest pozostać i próbować się pogodzić czy budować. Niezgoda bywa też malownicza, teatralna, może dawać nam złudne spostrzeżenie nas samych jako osób niezłomnych, takich, które nie chodzą na kompromisy.
Tymczasem w naszym życiu tak naprawdę najważniejsze jest to, co się zaczyna po „dzień dobry”, o wiele ważniejsze jest to jak spożytkujemy dobrą energię powitania. Czy będzie to tylko pusty gest, czy współpraca – to zależy już od nas, od tego w jaki sposób potrafimy zaangażować się w relację z drugim człowiekiem. Bardzo łatwo przychodzi nam słuchanie kogoś kto mówi to, co chcemy usłyszeć. Trudniej a czasami wręcz niemożliwie trudno jest wysłuchać osoby, która mówi nam to, co jest dla nas trudne, niewłaściwe czy denerwujące. Pod powierzchnią przyjacielskich gestów mogą czekać na nas różnice, mogą pojawić się pęknięcia. Zerwane relacje, nieudane rozmowy, niedomówienia.
Nasze życie rozwija się w półcieniach. Mówimy jedno, chcemy powiedzieć drugie, staramy się coś przekazać i nie wiemy jak to zrobić. Bardzo nam zależy na drugim człowieku, nie potrafimy się z nim dogadać. Szukamy drogi lub zrywamy relacje. Przyjaźń, nienawiść a po drodze wiele innych emocji.
Dzień dobry. Coś się zaczyna. Od nas zależy co, w jakiej formie. Od nas zależy też praca nad relacją. To kim będziemy dla siebie można wypracować, nawet w trudnych relacjach czy nawet przy przeciwstawnych poglądach, zależy wszystko od tego, czy nauczymy się słuchać, czy będziemy zdolni szanować naszą odmienność, czy wypracujemy wspólną drogę.
Relacje z drugim człowiekiem da się przepracować. Można uczyć się siebie, można uczyć się tej drugiej osoby. Relacje dają się zmieniać, antagonizmy mogą zostać przepracowane. Przyjaźń może zostać pogłębiona.
Dzień dobry. Ważne by pamiętać, że to dopiero początek. Zawiera w sobie dobre życzenia. Otwiera. Ale jak bardzo te drzwi pozostaną otwarte, ile damy z siebie a ile dostaniemy, to już praca nad relacją, to już nasza umiejętność by faktycznie na drugiego się otworzyć.
Dzień dobry.

Reklamy

I że cię nie opuszczę…

i że cię nie opuszczęBiała suknia, koronki, brylant na palcu, może być dyskretnie, obrączki. Wszyscy wzruszeni. Panna młoda we łzach. Nadzieja, że będzie pięknie, wiara, że będzie na zawsze. Miłość.

Ślub. Dzwony. Kościół. Światła. Tłum gości. Długi welon. Biała Suknia.

Tradycja. Tradycja opresyjna. Biała suknia, kult dziewictwa, panna młoda musi być czysta. Towar nie ruszony przez innego. Rzecz zapakowana w białej sukience. Ojciec prowadzi do ołtarza, bo ona sama, głupia gąska, za słaba, żeby podjąć taką decyzję. Przekazuje rzecz przyszłemu mężowi. Pakt między mężczyznami. Jeden daje kobietę drugiemu. Moc porozumienia. Wspólne interesy, przyszłe pokolenie zagwarantuje trwanie rodu. Kobieta ma służyć. Być dla mężczyzny.

Tradycja. Tradycja zniewalająca. Musi być kościół. Dla sąsiadów, dla znajomych, musi być pod ołtarzem. Młodzi mogą nie wierzyć, ale dla wielu wciąż to nic nie znaczy. Ma być kościół, organy, chór, światła, kadzidła. Ksiądz ma cennik. Sakramenty są w cenie, zwłaszcza ta, które sprowadzą tłumy do kościoła. Ślub ma swoją cenę. Potem znajomi będą długo mówić, że było tak pięknie.

Tradycja. Tradycja zabijająca. Koniecznie on i ona. Panna Młoda i Pan Młody. Nie może być inaczej. Kobieta i kobieta, mężczyzna i mężczyzna – przeczą bogu? Człowiek wie, co bogu miłe. Niektórzy nawet mają z nim kontakt bezpośredni i przekazali ludzkości. Bóg nie życzy sobie małżeństw homoseksualnych. I koniec. Po dyskusji. Absolut. Bóg jest dobrem samym w sobie. Naprawdę – naprawdę to dobro samo w sobie chciałoby, żeby dwie kobiety cierpiały, nie spędziły ze sobą życia, nie zostały dla siebie żonami? Ta czysta miłość, ta dobroć, ta mądrość sama w sobie jaką jest bóg – naprawdę zabroniła by homoseksualizmu? Taka by była dobra ta dobroć?

Tradycja jest czasami jak tama. Zamyka nas w obrębie przekonań. Magicznych zaklęć. Nie bo nie. I nie ma dyskusji. Daje nam hasła: homoseksualizm jest zły, które niosą wykluczenie, nienawiść, ból. Powoływanie się na tradycję jest jak zatrzaśnięcie drzwi. Nie wolno nic zmienić. Kolejne pokolenia ludzi mają cierpieć tylko dlatego, że zostali zakwalifikowani jako inni. Dostali znamię. Chłopak zakochany w swojej dziewczynie jest piękny, chłopak zakochany w swoim chłopaku jest … no właśnie jaki? Co różni te miłości? Dlaczego jednym ludziom wolno się do siebie przytulić a na widok innych niektórzy od razu unoszą się oburzeniem. Dlaczego kobieta nie może wziąć ślubu z kobietą? Dlaczego całujący się mężczyźni budzą oburzenie? Co jest innego w pocałunkach, miłości, w byciu razem? Inna jest ta czułość? Miłość? Wzajemna chęć bycia razem? Inna jest ta odpowiedzialność jaką bierzemy za siebie? Inna wspólna przeszłość?

Absurd napiętnowania. Absurd tradycyjnego myślenia. Mowa nienawiści, która wzywa do walki z Innym człowiekiem. Mowa nienawiści walcząca z miłością.

Świat na szczęście płynie dalej. Kolejne pokolenia, kolejni ludzie. Coraz więcej ludzie potrafi odwrócić się od dyskryminacji. Są wprawdzie jeszcze czyściciele idei i wiary, moralni strażnicy opętani wizją jednej słusznej prawdy. Na szczęście jest też coraz więcej ludzi tęczowych. Świat płynie do przodu, zmienia się. Kiedyś po prostu chłopak z chłopakiem idący do ślubu, trzymający się za ręce będzie normą, dziewczyna przytulona do swojej dziewczyny. Koleżanka, która urodziła się jako chłopiec. Bez paranoicznego wrzasku, że to złe. Kiedyś będzie tęczowo.

Cyrk

cyrkPrzyjechał cyrk! Powiew wolności i magii. Cyrk – te niesamowite podniebne akrobacje. Piruety. Magiczne sztuczki, niesamowite pokazy. Kolory. Śmiech, dużo śmiechu. Tak zabawny klaun biegający po scenie. I te zwierzęta. Niedźwiedzie, wielbłądy, słonie, pieski, tygrysy. Szalony świat, egzotyka. Dzieci siedzą i nie mogą oderwać oczu od pokazu. Dorośli przypominają sobie jak to było w ich dzieciństwie.

Kto paczy w oczy zwierzęcia w cyrku? Kto rozumie jego spojrzenie?

Magia cyrku jest jak magia dawnej bajki. Wszyscy ją znają na pamięć, Hary Potter wydaje się o wiele bardziej ciekawy, ale o dziewczynce z zapałkami i tak opowiemy naszym dzieciom. Wigilijna opowieść doczeka się kolejnej ekranizacji. Pewne rzeczy kojarzą się nam dobrze: dlaczego? Bo to smak naszego dzieciństwa.

Kto pamięta niedźwiedzia który przebrany w sukienkę stał na scenie na tylnych łapach?

 Przyjechał cyrk! Będzie zabawa. Punkt obowiązkowy wakacji. Rodzicie z dziećmi. Podniecone maluchy. Uszczęśliwieni ludzie na chwilę wchodzą w świat nieistniejącej już estetyki i rozrywki. Współczesne kino i media oferują nam nowoczesny świat. Cyrk jest anachronizmem, który pozostał – bo kochamy magię na żywo i wspomnienia dzieciństwa.

Kto dostrzega na nogach słonia łańcuchy?

Przyjechał cyrk, będzie zabawa, tylko dla kogo? Chwila emocji dla dziecka, garść wspomnień dla mamy czy dziadka, a co ze zwierzętami?

Najpierw jest tresura. Bicie, zmuszanie małych niedźwiadków by całe godziny stały przypięte łańcuchami do ściany, hak wbity za uszy małego słonia, żeby nauczyć go posłuszeństwa i sztuczek, rażenie prądem. Potem transport w ciasnych klatkach, bez możliwości ruchu, spełniania fizjologicznych potrzeb. Zwierzęta przewożona jak przedmioty, z otartą skórą, poranionymi nogami. Cały czas w klatkach. Potem cyrk się rozkłada, w mieście robi się wrzawa, słonie skute nie mogą zrobić więcej niż krok do przodu i krok do tyłu, nikt nie pomyśli, że dziennie te zwierzęta przemierzają dziesiątki kilometrów. I wielki finał, wrzawa, huk, muzyka – decybele, które ranią słuch zwierzęcia, budzą niepokój, lęk. Światła reflektory, wrzask, śmiech, trzask bata. Ból i wspomnienie bólu. Na scenie pamiętając o wcześniejszych torturach posłusznie wykonują sztuczki. Treser/ka stoją z batem w ręku. Dlaczego nikt nie zada sobie pytania po co ten bat? Gdyby tresura była taka dobra, gdyby zwierzę chciało się z nami bawić, to czy były potrzebny bat?!

Przyjechał cyrk. Będzie krwawo. Będzie śmierdziało. Dla półtoragodzinnej rozrywki człowieka zwierzę jest katowane prze całe jego życie. Odbiera mu się wolność, godność, odbiera mu się prawo do życia w zgodzie z jego naturą, odbiera mu się prawo do życia bez bólu i przerażenia.

Przyjechał cyrk. Dzieci będą mogły sobie pooglądać jak ludzie zamieniają się w oprawców, dzieci będą mogły pooglądać sobie jak ludzie stają się katami. Te niewinne dzieci, o których niewinność tak dbamy stają się nie tylko świadkami, nasza bezmyślna zgoda na cyrk i katowanie w nich zwierząt formułuje w dzieciach przekonanie, że nie ważne jest życie – ważna jest rozrywka. Cyrk wypacza myślenie dziecka. Śmieszne jest poniżenie i głupota – klaun i jego nieporadne sztuczki uczy wyśmiewać ze słabszych i nieradzących sobie. Śmieszne są tortury i cierpienie – sztuczki zwierząt uczą, że zwierzęta nie mają żadnych praw, ważniejsza jest rozrywka.

Przyjechał cyrk. Będzie przemoc, będą tortury, bicie, zastraszanie. Cyrk to kaźń zwierząt. Ich ciągłe życie w stresie, ich panika i rozpacz. Cyrk to skatowane słonie, którym do tresury wbija się haki, skatowane lwy rażone prądem za każdy zły ruch. Cyrk to bicie. Tyle, że na scenie nikt nie patrzy w przerażone, smutne oczy zwierząt. Tyle, że na scenie nie widać krwi. A nas nie obchodzi to, co dzieje się za kulisami. Niczym w pornoprzemyśle, ma podniecać i ma dać rozrywkę, a że ktoś kogoś gwałci – tego nie wiemy i to nas nie obchodzi. Na scenie krwi nie widać.

Wojna

wojna1 września. Rocznica 1939 roku. Smutna rocznica. Ludzie znów wyjdą na ulice by obchodzić dramat wybuchu II Wojny Światowej. Mam jednak spore wątpliwości czy my dobrze obchodzimy tą rocznicę. Po pierwsze zacznijmy od samej definicji wojny. Wojna do mordowanie, to rzeź, tak wiem to działania zbrojne ktoś powie, ale dla mnie to eufemizm. Wojna to ludobójstwo. Żyją wśród nas świadkowie i to tych bezbronnych ludzi, świadków zbrodni powinniśmy pytać. To z nimi powinno zaroić się w telewizji od wywiadów, wspomnień. To oni powinni opowiadać swoją historię i herstorię. To oni w tym dniu powinni mieć głos. Parada wojsk jest tutaj niestosowna.

Świadkowie morderstw, łapanek, tortur, świadkowie pogromów, holokaustu, morderstw masowych na ludziach zaklasyfikowanych jako nie ludzie: Żydach, Cyganach, Romach, Sinti, Homoseksualistach, osób z niepełnosprawnością. Ludzie którzy przeżyli obozy zagłady, ludzie którzy przeżyli niszczenie ich miast. Ludzie którzy widzieli jak degraduje się drugiego człowieka. Wojna nie jest przygodą. Więc dzieci nie powinny się bawić w wojnę, podczas parady nie powinnyśmy się zachwycać ilością wojska i jakością uzbrojenia. Rekonstrukcje bitw nie powinny mieć miejsca bo to tylko upamiętnienie mordu. Tak samo jak w muzeach historycznych dzieci nie powinny przebierać się w mundury czy w ramach poznawania wojny siedzieć w czołgach. Potem już jeden krok do zrobienia sobie selfi w piecu krematoryjnym, banalizacji zła.

Wojna jest mordowaniem. Dlatego w taką jak dzisiaj rocznicę powinniśmy mieć debaty polityków i polityczek, kandydatów i kandydatek na sejm o pokoju. Trzeba zapytać rządzących jaką prowadzą politykę międzynarodową, jakie budują mechanizmy niedopuszczania do wojny. Wojnę łatwo rozpalić, ale skończyć, co pokazała historia – jest bardzo trudno. Człowieka łatwo zabić – ale nie można przywrócić mu życia.

Wojna jest złem. Dzisiaj stajemy przed osiemdziesiątą rocznicą zła, które nie może być gloryfikowane. Tutaj nie ma zwycięzców, ponieważ po każdej stronie mamy cywilów, bezbronnych ludzi, którzy ginęli tylko dlatego, że wojna wybuchła. Nie ważna jest strona konfliktu – to znów eufemizm pozwalający na budzenie nienawiści. Śmierć niewinnych, tych, którzy byli po różnych stronach konfliktu jest morderstwem i na wojnę powinniśmy patrzeć jak na przestępstwo.

Wojna jest przestępstwem ponieważ uczy podczas swego trwania i po nim, że można ludźmi pogardzać, że można powiedzieć kto może a kto nie może żyć. Wojna jest mordem ponieważ pozwala na wydawanie wyroków tylko dla tego, że ktoś inaczej żyje, inaczej kocha, inaczej mówi, inaczej myśli. Wojna jest bezsensownym oddaniem etyki w imię konformizmu.

Wojna zaczyna się od nienawiści i tę nienawiść w nas wypala. Dlatego każda rocznica powinna być manifestacją pokoju. Ci którzy przetrwali, następne pokolenia zostają zainfekowane. Lista krzywdy zamyka nas w nienawiści i żalu.

Wojna jest skazaniem człowieka na bycie mordercą, skazanie niewinnego na bycie ofiarą. Dlatego dzisiaj w osiemdziesiątą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej powinniśmy zacząć inaczej rozmawiać. Najpierw ze sobą: ze skłóconym narodem, podzielonym na obozy, wrogie partie i wrogie ugrupowania, powinniśmy zdać sobie sprawę, że więcej nas łączy niż nas dzieli. Powinniśmy zacząć rozmawiać z politykami innych narodów, Unii Europejskiej, świata, by wzmacniać prawo międzynarodowe i instytucje, które pozwolą nam na pokojowe rozwiązywanie konfliktów. Bardzo łatwo eskalować nienawiść, szalenie trudno jest dostrzec to, co jest wspólną sprawą, jeszcze trudniej jest szukać porozumienia dla nas wszystkich. Jednak jeżeli nie chcemy wojny, powinniśmy się nie zbroić a budować politykę międzynarodową. Jeżeli chcemy pokoju powinniśmy nie myśleć o wojnie a o wspólnych zadaniach i problemach.

Wojna wpisana jest w ludzkość. Ale wojna jest złem. Nie wolno się na nią godzić, nie wolno szukać jej pozytywnych aspektów. Przez zmiany klimatyczne nasz świat umiera. Płuca świata płoną. Globalne ocieplenie nas zabija. Dzisiejsza rocznica powinna być dniem, w którym będziemy pracować i działać na rzecz świata, na rzecz pokoju, na rzecz dialogu między nami. Inaczej zapomnimy, że śmierć innego bywa łatwym rozwiązaniem dla fanatyzmu i fundamentalizmu. Inaczej przegapimy naszą ostatnią szansę na uratowanie nas samych.

Wojna to przestępstwo. „Wojenko, wojenko cóżeś ty za pani, że za tobą idą chłopcy malowani” – piosenki i narracje rozmywające przestępstwo i grozę. Wojna jest morderstwem  a nie zabawą czy przygodą. Osiemdziesiąt lat temu to morderstwo stało się normą. Dlatego trzeba usłyszeć głos ofiar tamtych wydarzeń i dzisiejszych zbrodni. I o tym nie wolno nam zapomnieć.

Jeż

jeżyk– dzień dobry to ja jeżyk, bardzo proszę dwie kropelki wody, jest tak gorąco, sucho. Nie potrafię nigdzie dojść, nic znaleźć. Kiedyś podobno się chodziło, dawno, dawno, dawno temu, podobno była przestrzeń. Tak opowiadają wiewiórki. One czasami jeszcze widzą las. Ale potem nie wracają. Ja urodziłem się tutaj, pomiędzy tymi kamieniami i betonem. Są tutaj dwa klomby i dużo trawy, mogę w niej biegać. Miałem przyjaciela. Był rudy i miał długie wąsy. Zniknął. Tak samo jak mój brat jeż. Teraz szukam wody, ale dookoła jest tylko beton. Dwa klomby pod którymi siedzę. Nie wiem dokąd iść. Jest tak sucho.

– ….

Nazywam się jeż, kot, pleszka, jaszczurka, żaba. Miasto weszło na mój teren, zamknęło mnie w swoich sektorach osiedli, parkingów, dróg nie do przebycia na moje małe łapki. Ludzie jak mnie widzą to albo się dziwią co ja tutaj robię, albo omijają mnie odciągając dzieci, bo mogę roznosić choroby. Czasami moi przyjaciele giną pod kołami samochodów, albo zabite przez znudzonych ludzi. Rozdeptanie żaby może być śmieszne tak samo jak podpalenie bezdomnego kota. Podobno ludzi to bardzo cieszy. Podobno dla mnie jeża, kota, pleszki, jaszczurki i żaby śmierć przychodzi razem z samochodem. Samochody są śmiercią. Czasami jednak to ręce człowieka. Ciekawe czy ludzie tak samo umierają?

– ….

Nazywam się zwierzę. Nikt mi nie odpowiada bo nie rozumie mojego języka. Nikt mnie nie zauważa, bo jestem za małe żeby móc rozmawiać. Nikt mi nie oddaje mojego domu, chociaż ciągle przepędzają mnie w nowe miejsca. Wygodny zielony skwerek jest już zamieszkały przez innych. Trują mnie tym, co rozlewają na chodniki i trawniki, ledwo oddycham poruszając się ostrożnie po ulicach. Czasami buszuję w śmietnikach, cudowna wyżerka, tylko, że też można się zatruć, poparzyć sobie łapki, pociąć skórę. Czasami usypiam pod maską samochodu i przez chwilę jest cudownie ciepło, albo udaje mi się wślizgnąć do piwnicy. Dopóki nikt mnie nie przepędzi, nie wstawi trucizny po której boleśnie się umiera, na razie jest dobrze. Ciekawe czy ludzi się tak przepędzają?

– …

Na imię mam Joanna. Mogę mówić, mogę pisać. Nie wiem dlaczego jeszcze nie stoję pod parlamentem z małą Ingą. Nie wiem dlaczego jeszcze siedzę w domu tylko z jednym kotem na kolanach. Nie wiem dlaczego w moim ogrodzie jest tak mało misek z wodą dla jeży i misek z karmą dla kotów. Nie wiem dlaczego mogę spokojnie siedzieć w cieniu i czytać książkę, skoro tyle istot dookoła umiera. Za chwilę ich nie będzie. Drobne jeże przestaną przemykać przez drogę do ogrodu sąsiadów. Ptaków coraz mniej, ostatnio Wróble odwiedziły mnie na balkonie u Cioci w Warszawie. Tu w Krakowie nie wdziałam żadnego od lat. Nie wiem dlaczego mogę spokojnie pić kawę, gdy tyle istot spragnionych szuka wody, gdy zabetonowaliśmy im wszystkie przejścia do naturalnych wodopojów. Nie wiem jak mogę jeść spokojnie obiad gdy tyle istot tuczonych jest na siłę, w ciasnych klatkach, z obolałym ciałem, by potem człowiek mógł zjeść swoje ulubione mięsne danie. Nie wiem jak mogła pojawić się aż taka znieczulica u mnie, u ciebie, u mojej znajomej, która nie chce nawet przeczytać książki o ekologii żeby się nie martwić, nie psuć sobie dnia. Nie wiem jak mogło dojść do tego, że nasza kultura, a jakże taka wyrafinowana, pełna wielkich dzieł i wspaniałych dokonań zapisanych w historii mogła doprowadzić do takiej znieczulicy na inne istoty żyjące. Na imię mam Joanna. Mogę się podpisać. Mogę mówić o sobie, mogę upomnieć się o swoje prawa. Mogę upomnieć się o prawa tych, którym imion nikt nie nadaje, których imion nikt nie zna. Mogę zacząć mówić za tych, których głos jest za słaby, by ich usłyszeć. Ty też możesz. Ty też możesz nie jeść mięsa zwierzęcego, wystawić wodę i jedzenie bezdomnym istotą, które straciły swoje miejsce do życia ponieważ my zyskaliśmy nasze domy i miasta. Ty też możesz nie przejść obojętnie. Więc niech Inga nie stoi sama pod parlamentem. Tylko nie rób sobie selfi z Ingą, to już zrobiłeś milion razy, tylko nie rób sobie laików z protestującymi, to też robisz nieustannie. Po prostu wyjdź na ulicę i zachowaj się jak zwierzę: nie zostawiaj za sobą śmieci, nie kupuj nic co w plastiku, jedź na rowerze, idź na nogach, samochód może poczekać aż naprawdę będzie potrzebny, zaangażuj się, bądź wreszcie zwierzęciem.

Cmentarz

cmentarzZawsze mnie to zastanawia, że w niektóre miejsca z psem wejść nie wolno. Tak jakby było to jakieś niebezpieczne działanie. Ludzie wchodzą gdzie chcą a psom nie wolno i już. Tak jakby człowiek nie pozostawiał bałaganu po sobie, tak jakby zawsze zachowywał się stosownie do okoliczności, czy tak jakby zawsze okazywał należny sytuacji czy człowiekowi szacunek. Człowiekowi wolno, a psu pod żadnym pozorem: w kościele nie, w wielu kawiarniach i restauracjach też nie, na cmentarzu tak samo – pies niemile widziany. Koniec i kropka. Na cmentarzu komunalnym gdzie pochowany jest mój ojciec wielka tablica informuje: psów wprowadzać nie wolno. Pytam dlaczego? Wiem, to pytanie retoryczne. Zaraz usłyszę od obrońców ludzkiej godności, że pies nie ma duszy, nie jest stworzeniem tak inteligentnym i tak cnotliwym jak człowiek. To tylko pies. To tylko kot, to tylko mały chomik.
Zawsze mnie zastanawia dlaczego? Co daje nam prawo do takiego traktowania zwierząt? W hospicjum mój tata bardzo chciał pogłaskać psa. I pogłaskał. Młoda dziewczyna pracująca jako wolontariuszka przychodziła ze swoim pieskiem. Umierający ludzie na chwilę pogodnieli. Robili się szczęśliwsi. Jakoś nikomu nic złego się nie stało, a to tylko pies chodził pomiędzy lóżkami umierających ludzi i przytulał się niezrażony niczym: starością, chorobą, śmiercią. Czasami rodziny brakowała koło człowieka, tylko kosmaty łeb wciskał się pod rękę.
Dlaczego zatem nie na cmentarzu? Czyje uczucia będą zranione, gdy nad grobem stanie stary przyjaciel na czterech łapach? Dlaczego nie pies? Co złego zrobi? Kupę? To nie można posprzątać? Przecież pies nie zrobi jej złośliwie by kogoś obrazić. A liczy się jego obecność, może z psem wdowa, czy wdowiec poczują się mniej zrozpaczeni, że zostali sami i stoją na grobie wieloletniego partnera czy partnerki? A może dziecko uspokoi się i nie będzie tak płakać po śmierci rodzica? A może ten pies nie będzie tak rozpaczać, że ktoś mu odszedł, już na zawsze i jeszcze rodzina zostawia go samego w domu?
Tak się zastanawiam, dlaczego psa nie chce się na cmentarzu? A po co jest cmentarz? Utylizacja ciał czy miejsce by pamiętać? I tu nie chodzi o wiarę czy jej brak, nie chodzi o kwestie metafizyki czy jej negację. Jedna prosta sprawa: cmentarz jest by pamiętać, by pozostał jakiś kontakt. Bez sporu o życie wieczne czy jego brak, bez analizy czy jest czy nie ma duszy, to naprawdę nie jest w tym momencie ważne. Idziemy na cmentarz dla siebie, chwilę postać nad płytą cmentarną i pomyśleć o tym, co było, o tych osobach, których już nie ma a pozostawiły w nas ślad. Chodzi o to, żeby chwilę ze sobą porozmawiać. Więc w czym pies przeszkadza? A co jeżeli zmarła osoba całe życie kochała psy, miała koty, działała na rzecz zwierząt? Dlaczego pies nie ma stanąć nad jej grobem? Co złego zrobi? Jaki wymiar tabu złamie?
Tak sobie myślę, a może po prostu jesteśmy zbyt leniwi, żeby pokłócić się z tradycją, bezrefleksyjnie przyjmujemy, że skoro tak było to było dobrze. Zbyt szybko przyjmujemy, że skoro tak było to znaczy, że tak być musi. Dlaczego? Różne są tradycje, wynikające z różnych, czasami niepięknych źródeł. Może czas najwyższy zmienić kolejny obyczaj. Dlaczego cmentarz ma być miejscem martwej pamięci, gdzie psy nie mogą zamerdać ogonem, dlaczego dziecko nie może iść na spacer z psem na grób dziadka? Może by częściej o nim myślało? Może wreszcie czas by uświadomić sobie, że jesteśmy zwierzęciem ludzkim i nic nie daje nam prawa by ograniczać zwierzęta pozaludzkie. Wiem, powiedzą Państwo, że kultura. Ale zwierzęta też je mają. Słonie, które potrafią po roku wrócić na miejsce gdzie zmarł słoń z ich stada, opłakujące zmarłych, czy psy, które czekają na człowieka dawno zmarłego i nie potrafią zapomnieć jego/jej obecności. Człowiek czasami o wiele szybciej zapomina niż pies. Człowiek czasami o wiele szybciej przestaje być zrozpaczony niż zwierzę. Kot umierający w miesiąc po śmierci swego opiekuna. Nic go już nie cieszyło. Żył tak długo jak długo na łóżku mógł wyczuć jego zapach.
Zawsze mnie zastanawia dlaczego mamy tak mało szacunku do drugiego zwierzęcia. Sami nim przecież jesteśmy. Tylko, że my czasami więcej niż one udajemy. Pies nie udaje gdy czeka przy drzwiach i zastyga w nadziei słysząc kroki na korytarzu. Kot nie udaje gdy przestaje jeść i nie chce już nic więcej od życia. Zawsze mnie zastanawia dlaczego nie mogę iść na cmentarz z psem? Co zrobi złego jego obecność? Kogo skrzywdzi jego merdanie i szczekanie? Czy śmierć i pamięć o zmarłych obraża obecność istoty która kocha?

Nowość

nowośćCoś nowego. Ach mieć coś nowego. Stare jest zużyte. Nieważne. Przestało cieszyć. Więcej, stare zawadza. Było, minęło i już. Czas iść dalej. Nie ma sensu cały czas oglądać się do tyłu. Urok nowości przyciąga. Zmienić na wiosnę garderobę – radzą modowi eksperci. Co sezon co innego. Tak jest słusznie, najlepiej być krok przed modą. Dzisiaj już nie wystarczy być na czasie najlepiej modę wyprzedzać. Tak samo z telefonem, komputerem. Nowe znaczy lepsze. Od razu można poczuć się lepiej. Do przodu. Drodzy Państwo, byle do przodu. Nauka nie stoi w miejscu, społeczeństwo nie stoi w miejscu, więc my też nie róbmy z siebie idiotów.
Wstecznictwo jest czymś niedobrym. Kto nie idzie do przodu ten się cofa. Mieć nowe kompetencje, poznać nowy język, wyjechać do nowego kraju. Zwiedzać, poznawać, dążyć. Nie można pozwolić by czas nas przegonił. Nie można pozwolić by ktoś nas zawracał z naszego postępu, trzymał w miejscu. Trzeba wiedzieć dokąd wieje wiatr nowości, rozpoznać tendencje i za nimi podążać.
W zasadzie w nowości samej w sobie nie ma nic złego. Tak jak starość wpisana jest w nasze życie. Nowość i dążenie do niej przynosi nowe rzeczy, nowe wynalazki. Daje postęp.
Dążenie do tego, co przed nami przynosi też nadzieję, że się rozwijamy, że jeszcze możemy tyle zrobić. Napisać nową książkę, namalować nowy obraz, założyć nową firmę, zmienić pracę, poznawać nowych ludzi i nowe problemy.
Trzeba tylko zastanowić się co zostawiamy za sobą? Czasami mistrzostwo wymaga od nas by zwolnić, nie pędzić do przodu tylko powtarzać, wejść w pewną rutynę, by jednym gestem, niczym stary mistrz kaligrafii dokonać czegoś dobrego. Czasami doświadczenie liczy się bardziej niż kolejne, nowe kompetencje. Czasami moda nam nie służy. Czasami wybieganie przed siebie może okazać się utratą siebie samego.
To, co modne nie zawsze jest dobre. Zmiana w każdym sezonie: ubrania, gadżetu, pracy… konsumpcja nieograniczona. Stare ma swoją wartość. W moich bluzkach chodziła moja mama, jest jeszcze w nich jej młodość, trwa tam jeszcze jej zapał i zmęczenie, gdy malowała do rana. W moich książkach jest jeszcze dotyk nie znanych mi ludzi. Przede mną pochylali się nad tą samą lekturą. Jest coś wzruszającego w podkreśleniu zdania cudzą ręką. Pewnie na te słowa bym nie zwróciła uwagi. Kogoś, pięćdziesiąt lat temu zafascynowały.
Nasz postęp daje nam możliwość dotarcia na odległy kontynent w kilka godzin, ale równocześnie zatruwa atmosferę. Nasze dobre samopoczucie spowodowane przez nowy komputer produkuje toksyczne odpady. Nasza gonitwa by wyprzedzać trendy mody powoduje, że w nielegalnej fabryce Bangladeszu kobieta przemęczona zostaje po godzinach, nie zarobi na tym wiele, ot trochę ryżu, nakarmi dzieci na tyle, że przeżyją. W wieku czterdziestu lat będzie staruszką. Góry śmieci, często niebiodegradowalnych zaleją kolejne wysypiska.
Już od dziecka uczymy się, że bycie na czasie oznacza coś ważnego. Dziecko wyśmiane przez koleżanki i kolegów, że nie ma nowych butów. Nikt ze śmiejących się z niego nie zapyta czy ma śniadanie, czy ma książki. Naskórek. Kultura nowości pełzająca po powierzchni. Stare koty i psy w przytuliskach. Szczeniaczek jest o wiele słodszy i nie śmierdzi mu z mordki. Zaropiałe oczy kota nie błyszczą tak ładnie w ciemnościach. Urok nowości. Urok młodości. Stara przyjaźń jest wymagająca, już tyle o sobie wiemy, że nie wiele zostaje do powiedzenia. Poznawanie nowych ludzi może okazać się o wiele bardziej fascynujące, zwłaszcza, że ci dawno poznani zaczynają się starzeć i marudzić o swoich problemach.
Wyprzedzić samego siebie. Nie dać się przeszłości, wszystko zmienić. Biegniemy tak do przodu, jakby dało zatrzymać się samo życie. Nasze ciało i tak się zestarzeje i tak utrze nam nosa. Operacje plastyczne i siłownia działają cuda do czasu. Starość zawsze spokojnie czeka.
Wyprzedzić samego siebie. Urok nowości. Tylko, że czasami dobrze jest po prostu ze sobą się pogodzić. Z tym co mamy, z tym co dookoła nas. Stary pies ledwie schodzi po schodach, jak starty człowiek, potyka się o własne nogi. Jest w tym coś pięknego, gdy wolno merda na widok swojego opiekuna. Jego człowiek, jego ręka, co głaszcze go od lat. Jego stare zapachy, jego dom. Stary kot o sztywnych łapach ciągle mruczy na nasz widok. Siedzę w mamy starym swetrze i piję kawę. Świat biegnie do przodu, coraz szybciej. Wspomnienia nie są tak złe, jak niemodne ubranie, jak przemijanie. Zrobić miejsce na przeszłość też jest dobrze. Może mniej będzie śmieci?